Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!” Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?” Odpowiedzieli: „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!” Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?” Odpowiedzieli: „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.

Mt 22, 16-21

Piątego września 1977 roku z Przylądka Canaveral na Florydzie wystrzelono bezzałogową sondę kosmiczną Voyager 1. Po 13 latach sonda opuściła układ słoneczny i pogrążyła się w nieogarnionych przepaściach Kosmosu. 14 lutego 1990 r., astronom Carl Sagan, członek ekipy pilotującej Voyagera, przekonał NASA, aby włączono kamery sondy, które zarejestrują niejako pożegnalny obraz Ziemi oddalonej od sondy prawie cztery miliardy mil. Ziemia nie wyglądała tak pięknie, jak z odległości księżyca. Ziarnista fotografia o niskiej rozdzielczości ukazała nieogarnione przestrzenie kosmosu i małą niebieską kropkę, mały pyłek. Tym pyłkiem była nasza Ziemia, nasz wspólny dom.

Sagan napisał o tej fotografii i obrazie Ziemi w książce „Pale Blue Dot”: „Spójrz na tę wyblakłą niebieską kropkę. To jest nasz dom, dom wszystkich ludzi. Tych których kochasz, tych o których kiedykolwiek słyszałeś. Jest to miejsce tych, którzy kiedykolwiek żyli na tej ziemi, radowali się i cierpieli, wyznawali różne religie, ideologie i systemy ekonomiczne, tworzyli cywilizacje i je niszczyli, Jest to miejsce królów i prostych ludzi, zakochanych par i rodziców, którzy z nadzieją patrzą na swoje dzieci, nauczycieli moralności i skorumpowanych polityków, supergwiazd i przywódców, świętych i grzeszników. To wszystko ma miejsce na odrobinie pyłku zawieszonego na promieniach słońca. Pomyśl, Ziemia to taka maluteńka scena w przepastnych przestrzeniach Kosmosu. Jak wiele na niej rozlanej krwi przez cesarzy i generałów, którzy, aby zatriumfować na niewielkim skrawku tej kropki dopuszczali się strasznego okrucieństwa, docierali do najdalszych zakątków tego punkciku, siejąc po drodze nienawiść i nieporozumienia, śmierć i zniszczenie.

Nasze wyobrażenie o wyjątkowym i uprzywilejowanym miejscu w Kosmosie jest iluzją. Nasza planeta jest samotnym punktem w wielkim, ciemnym Kosmosie. Ale ta Ziemia jest jednym światem, gdzie jest życie. Przynajmniej w najbliższej przyszłości, nie widzimy innego miejsca w Kosmosie, gdzie mielibyśmy szansę zamieszkania. Ziemia pozostaje naszym jednym miejscem do życia. Nic bardziej nie ukazuje głupoty ludzkich poczynań, jak spojrzenie na maluteńką Ziemię z takiej perspektywy. Dla mnie ten obraz kruchej Ziemi jest wezwaniem do odpowiedzialności za nią, wezwaniem do wzajemnej życzliwości, współpracy i zrozumienia w zachowaniu i pielęgnowaniu tej bladej, niebieskiej kropki, która jest jedynym naszym domem w zimnym i ciemnym Kosmosie”.

Z perspektywy tej fotografii spójrzmy na pytanie faryzeuszy o płacenie podatków skierowane do Jezusa: „Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” Jezus ku ich zaskoczeniu odpowiedział: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. W refleksji nad tym pytaniem i odpowiedzią zastanawiamy się co należy do Boga, a co należy do cesarza. Patrząc zaś z perspektywy tej fotografii uświadamiamy sobie, że cała nasza Ziemia jest w ręku Boga i wszystko od Niego otrzymujemy. Cały ten cudowny i piękny świat. Szemrzące strumyki z krystaliczną wodą, cieniste lasy pełne jesiennych grzybów, kołysane łagodnym wiatrem złociste łany dojrzewających zbóż, miłość rodzicielską pochyloną nad kołyską, ojczyznę, wiarę sięgająca nieba, nieogarnioną miłość samego Boga i wszelkie dobro na tym świecie, cały ten świat, który jak ta niewielka blado-niebieska kropeczka przemierza bezkresne przestrzenie Kosmosu. A zatem w pierwszym rzędzie winniśmy swoją wdzięczność kierować ku Bogu, od którego wszystko otrzymaliśmy. Ten boży dar winniśmy pięknie i mądrze wykorzystać, zdążając do Boga, naszego wiecznego przeznaczenia. W duchu wzajemnej miłości i zgodnej współpracy mamy troszczyć się o ten cudowny dar, małą niebieską kropkę w Kosmosie, aby stał się on domem dla wszystkich kosmicznych podróżników ku wieczności. Wszyscy bowiem, na tym cudownym statku, zwanym Ziemia szybujemy pośród gwiazd i galaktyk do Tego, od którego wszystko otrzymaliśmy, nawet wieczność. I to nie cesarze, czy inni władcy wyznaczają kierunek naszego szybowania, ale sam Bóg, który jest naszym Ojcem.

Tak można odczytać ewangeliczne przesłanie na dzisiejszą niedzielę. Wiemy jednak, że na tym wyznaczonym przez Boga szlaku do naszej ostatecznej przystani pojawiają się na naszym statku, Ziemi pewne napięcia i to bardzo często na styku powinności wobec Boga i cesarza. Władcy ziemscy sięgają często po to co należy do Boga i nieraz czynią to w imię Boga ale wcale im nie chodzi o chwałę Boga tylko własną. Można zabijać w imię swojego boga, czy raczej bożka. Częściej jednak człowiek bez kamuflażu sięga po to co należy do Boga. Klasycznym tego przykładem może być ateistyczny Związek Radziecki. Starano się tam wyprzeć Boga z każdej dziedziny życia, stawiając na miejsce Boga jakiegoś komunistycznego kacyka. Moralność chrześcijańską opartą na miłości Boga i bliźniego zastępowano moralnością nienawiści opartej na marksistowskiej walce klas. Przykładem tego są słowa sowieckiego sędziego skierowane w czasie rozprawy sądowej do ks. Władysława Bukowińskiego – Apostoła Kazachstanu: „Tak, tak, Bukowiński, zdemoralizowaliście dużo ludzi”.

Błogosławiony ksiądz Władysław Bukowiński za wierność Bogu i ludziom w głoszeniu Ewangelii zapłacił ponad trzynastoma latami sowieckich więzień i łagrów. Mógł w latach 50. wrócić do Polski, lecz pozostał z kazachskimi katolikami, narażając się na szykany i aresztowanie. Na pytanie śledczego, dlaczego nie wyjechał, odpowiedział, że uczynił to „ze względów ideowych, dla pracy duszpasterskiej wśród tak bardzo jej potrzebujących, a niemających swoich kapłanów katolików Związku Sowieckiego”. A był tym ludziom bardzo potrzebny. W 1957 roku, gdy objeżdżał wioski w okolicach Ałma Aty, w jednej z nich stary mieszkaniec powitał go słowami: „Wywieźli nas pod te góry, zostawili tutaj i wszyscy zapomnieli o nas. Nikt nas nie pamiętał. Dopiero Ojciec Duchowny do nas przyjechał. My takie sieroty, my takie sieroty…”. Płakali wszyscy, a ks. Bukowiński z nimi. Grekokatolicki ksiądz Eliasz Głowacki tak mówił o Bukowińskim: „W tym piekle zła, niesprawiedliwości, krzywdy, bólu i cierpienia szukałem człowieka – wzoru dla siebie. Tym wzorem człowieka był dla mnie przez dziewięć lat w łagrach i pozostanie na zawsze obecny ks. Władysław Bukowiński. Wysoki, wychudły, w lichej odzieży, lecz zawsze pogodny i uśmiechnięty. Widziałem go powracającego z pracy z klocem drzewa na ramieniu chociaż nie wszyscy nieśli drzewo. Chciałem jak najprędzej nawiązać kontakt osobisty, lecz to sprawa niełatwa, zawsze był otoczony współwięźniami, o coś pytał, odpowiadał na pytania, tłumaczył, pocieszał, nieraz powiedział żartobliwe słówko. Dla nas kapłanów urządzał rekolekcje, dla świeckich grup mówił nauki w języku rosyjskim, ukraińskim i niemieckim. Ile światła, pociechy i siły wlewały w nasze serce jego słowa, dzięki którym przetrwaliśmy. Nie tylko słowem głosił miłość, ale czynem praktykował na co dzień. Pomagał innym nosić drzewo, dzielił się skromną porcją chleba, oddawał innym cieplejszą bieliznę, nie patrząc na narodowość lub pochodzenie. Kiedy bliżej go poznałem starałem się go naśladować. Kontakty z nim podtrzymywały mię na duchu, zrozumiałem wartość cierpienia, dzięki czemu nie załamałem się – owszem wzrosła we mnie wiara i nadzieja lepszego jutra”.

Na tym naszym „statku kosmicznym”, naszej Ziemi najcenniejszy skarbem są ludzie, którzy postrzegają świat z perspektywy kosmicznej Bożej miłości.

 

ks. Ryszard Koper