W dwusetną rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki, która minęła 15 października, nie zawadzi przypomnieć, iż był on człowiekiem Oświecenia i jedną z najbardziej postępowych postaci swojej epoki. Nie tylko walczył o niepodległość Polski i Stanów Zjednoczonych, ale także o zniesienie pańszczyzny, uwłaszczenie chłopów i zniesienie niewolnictwa Murzynów. Zgodnie z wolą Kościuszki w 1826 r. założono szkołę dla dzieci murzyńskich w Newarku, w stanie New Jersey, noszącą nazwę „Kosciusko School”. Ważną sprawą było dlań kształcenie przyszłych pokoleń w duchu rzeczonego Oświecenia, propagującego ustawiczne kształcenie i doskonalenie się człowieka poprzez rozwijanie jego umiejętności. Nie bez powodu przyjaźnił się w Szwajcarii z Johanem Heinrichem Pestalozzim, wybitnym pedagogiem i oświeceniowcem. Powoływał się również na projekty edukacyjne Philippa Emanuela von Fellenberga. Nie sposób dłużej ukrywać, że Kościuszko był dość krytyczny wobec Kościoła katolickiego, zwłaszcza w kwestii wrażliwości na niesprawiedliwość społeczną. Jego ideałem było państwo świeckie, w którym Kościół nie będzie miał kontroli nad szkolnictwem, a wszystkie wyznania uzyskają jednakowe prawa i przywileje. Idealnym krajem, który znalazł właściwą równowagę między wolnością wyznania a wolnością polityczną, były w jego przekonaniu Stany Zjednoczone Ameryki. Swoje stanowisko najwyraźniej przedstawił wiosną 1814 roku w memoriale skierowanym do księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Napisał w nim – „Naród powinien być panem i władcą swojego losu i jego prawa powinny być przeto wyższe nad prawami Kościoła; żadna religia nie powinna stać z nimi w sprzeczności przez odwoływanie się do praw boskich, ale przeciwnie, każda religia powinna być posłuszna prawom ustanowionym przez dany naród”. Wiecznie podejrzliwych skrajnych prawicowców i narodowych katolików od razu uspokoję – dotychczas nie znaleziono dowodów na to, że Kościuszko był masonem! Ale kto wie, kto wie… Jego dewizą życiową były trzy hasła – „uczciwość, honor i sprawiedliwość”.

$

Timothy Snyder, wybitny historyk, profesor Yale University – „Bardzo ważny aspekt, który był bardzo wyraźny w faszyzmie: rosnąca niechęć, wrogość do Oświecenia. Nie twierdzę, że mamy u nas reżim faszystowski, ale wrogość wobec Oświecenia jako takiego jest bardzo wyraźna”.

$

W przemówieniu inagurującym rok akademicki 2017/ 2018 rektor Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Marcin Pałys mówił m.in. o populiźmie, który zdominował już niemal wszystko, począwszy od polityki, mediów, a nawet języka dużych grup społecznych i wyraża się m.in. akceptacją uproszczeń, półprawd, myślowego niewyrafinowania. „Obserwujemy próby rozwiązywania problemów bez odniesienia się do nauki, a nieraz wręcz urągające myśleniu według naukowych standardów. Widać, że w dyskursie publicznym mamy do czynienia z jakąś inwazją postaw antynaukowych, które negują dorobek pokoleń uczonych i sens uporządkowanego myślenia, na którym nauka się opiera. (…) Bo przecież to nie jest tak, że mamy homeopatię, znachorów, ruchy antyszczepionkowe i jeszcze jeden pogląd, który nazywa się medycyna. Nauka to nie jest jeszcze jeden pogląd” – podkreślił profesor Pałys. Ano nie jest!

 

$

Profesor Tadeusz Gadacz – jeden z najwybitniejszych naszych obecnych znawców filozofii, uczeń niezapomnianego profesora Tischnera, wygłosił na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie inauguracyjny wykład pod znamiennym tytułem „Uniwersytet w czasach bezmyślności”. Pisałem już o tym, dziś powtarzam, by mocniej uzmysłowić wagę zagadnienia, jakim jest odwrót od Oświecenia.

$

Nie pożegnałem słowem Wiesława Michnikowskiego, wybitnego naszego aktora, który zmarł 29 września. Zbyt wielu Jego ról nie widziałem, żeby mówić kompleksowo o Jego aktorstwie. Pisze się, że był znakomitym artystą komediowym i kabaretowym – tak było. To akurat dobrze pamiętam. Nie miał ani jednej nieudanej roli, ani jednego nieudanego występu, ani jednej nieudanej piosenki. Śmieszył do łez, czy jak kto woli – do rozpuku. Ja Go jednak zapamiętałem także jako AA w „Emigrantach” Mrożka, gdzie w finale wstrząsał do tychże łez, pytając o wolność człowieka w ustrojach totalitarnych i wolność w samym człowieku. Pamiętam także Jarosława Iwaszkiewicza płaczącego w Teatrze Współczesnym w Warszawie, kiedy Michnikowski, grający Artura w „Tangu” tegoż Mrożka, był przymuszony siłą przez Edka, granego przez Mieczysława Czechowicza, do zatańczenia „La cumparsity”. Oto inteligent – idealista ulega przemocy chama – pragmatysty, mówił poprzez scenę reżyser Erwin Axer, nie zmieniając niczego w Mrożkowym przesłaniu. Cham triumfował w nowej rzeczywistości. Obaj aktorzy tańczyli tę „La cumparsitę” tak, że publiczność pokładała się ze śmiechu. Dosłownie! A mnie przechodziły ciarki. Wspomniany Iwaszkiewicz płakał. Była wiosna 1968 roku. Wkrótce władza ludowa zdjęła „Tango” ze sceny, bo Mrożek napisał list w obronie Czechosłowacji a cham miał na imię Edek. Nie wiem, kto jest autorem określenia – „Wiesław Michnikowski: Smutek Chaplina, oko basseta, wielka inteligencja i maniery przedwojenne”, ale wiem, że jest ono trafieniem w samo sedno. Profesor Zbigniew Raszewski, znakomity historyk teatru polskiego – po obejrzeniu „Wieczoru Trzech Króli” w rzeczonym Teatrze Współczesnym zanotował w swoim „Raptularzu” – „Tercet: Sir Tobiasz Czkawka (Kowalewski) – Chudogęba (Michnikowski) – Maria (Lipińska) umarłego by rozśmieszył. Publiczność nie posiadała się z radości. Przez chwilę zdawało mi się, że jestem na innej planecie”.

$

Szacunek dla aktorskiego kunsztu najlepiej wyraża nie krytyk w pochwalnej recenzji, lecz widz śmiejący się, płaczący lub wstrzymujący oddech.

$

Bardzo lubiłem i wysoko ceniłem Annę Szałapak, zmarłą przed paroma dniami wspaniałą krakowską pieśniarkę związaną z „Piwnicą pod Baranami”. Była artystką z prawdziwego zdarzenia. Poruszała w mojej duszy struny najczulsze. Podobała mi się też jako kobieta. Mój typ.

$

Miało być nowe ubezpieczenie zdrowotne, zastępujące krytykowaną powszechnie Obamacare. I co? Wciąż nie ma. I nawet nie wiemy, co w nim miało być.

$

Podziwiam Amerykanów, którzy dzielnie stawiają czoła kolejnym klęskom żywiołowym, które na nich spadają raz po raz. Podziwiam także tych, którym te klęski zabrały bliskich, domy i dorobek życia a którzy mimo to zachowali nadzieję i wierzą w dobrą przyszłość. Jest to niesłychanie imponujące. Drżę o los moich kalifornijskich przyjaciół żyjących w strefie zagrożonej rozszerzającymi się pożarami. Zdjęcia płonących domów, winnic i całych miejscowości przerażają mnie.

 

***

Dostaję wiele zaproszeń na różne uroczystości i wydarzenia. Niestety nie mogę być wszędzie tam, gdzie powinienem i gdzie chciałbym. Bardzo przepraszam.

 

Andrzej Józef Dąbrowski