Leo Messi to ciągle jeden z najbardziej lubianych piłkarzy na świecie. Choć trybunał w Barcelonie skazał sportowca oraz jego ojca na 21 miesięcy pozbawienia wolności za oszustwa podatkowe (w kieszeni zawodnika FC Barcelony zostało 4,1 miliona euro, które powinny trafić do fiskusa), to fani nadal wierzą w niewinność swojego idola. Akcje piłkarza dodatkowo wzrosły, kiedy w czerwcu poślubił Antonellę Roccuzzo, swoją koleżankę z dzieciństwa, które oboje spędzili w argentyńskim Rosario. Poznali się, gdy Messi miał pięć lat, bo dziewczyna była kuzynką jego najlepszego przyjaciela. Od 2009 r. oficjalnie są razem. Mają dwoje dzieci: starszy syn Thiago ma już pięć lat, młodszy, Mateo właśnie świętował drugie urodziny. Złośliwi uważają, że gwiazda chce w ten sposób ocieplić swój wizerunek. Wygląda na to, że świetnie mu się to udaje.

 

*

Kochana i znienawidzona. Dla jednych piękna, dla innych o „końskiej urodzie”. „Za chuda, powinna więcej jeść”- mówią ci, którzy zazdroszczą jej międzynarodowej kariery i nie doceniają urody. „Jest ikoną” – zachwycają się fani, którzy śledzą modelkę (845 tysięcy „śledzących” na Instagramie). Anja Rubik – bo o niej mowa – coraz chętniej angażuje się w politykę i sprawy społeczne. Walczy o równouprawnienie kobiet i czyste środowisko. „Fakt, że mieszkam i pracuję za granicą, nie zwalnia mnie z odpowiedzialności za mój kraj” – oświadcza. I coraz chętniej zabiera głos w dyskusjach (np. na temat niezawisłości sądów czy zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej), czym – jak łatwo sobie wyobrazić – naraża się na krytykę. Ostatnio modelka włączyła się w akcję recyklingu plastiku z oceanu. „Obok bomby atomowej, plastik to najgorsza rzecz, jaką człowiek mógł stworzyć. Sam nigdy się nie rozłoży”. I namawia, by sprzątać śmieci nie tylko na ulicach, ale również na plażach, w lasach i wszędzie tam, gdzie człowiek zostawia ślady. „Przyroda nie poradzi sobie z taką ilością śmieci” – mówi. „Trzeba jej pomóc”. Ma rację.

 

*

Grał głównie epizody i był w tym mistrzem. Ponad sto ról, z których wiele weszło na stałe do historii polskiego kina. „Ponurą peerelowską rzeczywistość zmieniał w niekończący się karnawał. Tylko w jednej roli się nie sprawdził: męża i ojca” – mówi córka Zdzisława Maklakiewicza, w 40 rocznicę jego śmierci. „Czułam się niechcianym dzieckiem, bo zawsze to ja musiałam żebrać o jego uwagę i miłość. Nie widywaliśmy się, ale kiedyś stwierdził, że chciałby mi zrobić prezent na Boże Narodzenie. Babcia Cesia (matka ojca) zadzwoniła i zapytała, co chcę dostać. Odpowiedziałam, że rowerek” – wspomina Marta Maklakiewicz. „Po skończonych zajęciach w szkole usiadłam przed budynkiem i czekałam. Ale nikt nie przychodził. W końcu zaczęła się straszna śnieżyca. Wyszedł woźny i powiedział: „Jest już 18: 00, lekcje skończyły się cztery godziny temu”. Okazało się, że ojciec zapomniał i poszedł z kolegami na wódkę”. „Chciał być w centrum uwagi, ale tak naprawdę żartowanie to była maska”- uważa córka aktora. „Ojciec był w głębi duszy bardzo smutnym człowiekiem. Poza planem filmowym życie mu się nie układało. Czuł się przez ludzi niezrozumiany, miał w sobie nutkę frustracji i rozgoryczenia. „Baśniowy świat” alkoholu, jak to nazywał Himilsbach, to była ucieczka W rzeczywistości Maklak był samotnikiem” – dodaje. „To był bardzo delikatny, wrażliwy człowiek, na którym lata wojenne odcisnęły głębokie piętno”- wspomina Marta Maklakiewicz. „Tata był w AK, walczył w powstaniu warszawskim, potem przebywał w obozie jenieckim, za co pośmiertnie dostał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Był wielkim patriotą” – przekonuje. Marta Maklakiewicz skończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 1979- 92 mieszkała w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowała w marketingu sieci hoteli Hilton, a następnie w kancelarii adwokackiej na Florydzie. 25 lat temu zdecydowała się wrócić do Polski. „Mieszkałam w Miami, kiedy na Florydę przyjechał Teatr Żydowski z przedstawieniem „Skrzypek na dachu”. Po spektaklu wybrani przedstawiciele Polonii spotkali się z aktorami w foyer. Gdy powiedziałam, jak się nazywam, Szymon Szurmiej, dyrektor teatru, z zaciekawieniem zapytał: „Był taki aktor, mój najlepszy kolega, Zdzisio Maklakiewicz, ma z nim pani coś wspólnego?” Powiedziałam, że jestem jego córką, a on prawie krzyknął. „To co pani tutaj, w tej Ameryce robi?! Niech pani pakuje walizki i wraca do Polski, bo tam pani nazwisko coś znaczy”. I jest to coś, co zawdzięczam ojcu: wspaniałe nazwisko”.

*

„Przez lata wypracowałam sobie pozycję, z której byłam bardzo zadowolona, bo i sporo propozycji recitalowych w całej Polsce, uczestniczenie w koncertach oratoryjnych w bogatej oprawie orkiestr symfonicznych i chórów, koncerty pieśni patriotycznych. A w miesiącach zimowych rozkosz śpiewania wraz z kolegami programu kolędowego, tego samego od 28 lat, czyli czego jeszcze można oczekiwać” – pyta Alicja Majewska. „Nawet nie zauważyłam, że minęło 19 lat od nagrania mojej ostatniej płyty z nowymi piosenkami. I nagle dwa lata temu doznałam od publiczności opolskiej tak królewskiego przyjęcia, że do dzisiejszego dnia zbieram owoce tego sukcesu. Pojawiła się nowa płyta, propozycje koncertowe muszę selekcjonować […] Nie jestem pewna, czy czasem nie śnię”- śmieje się gwiazda. „Wydawało mi się, że w świecie, w którym cenione jest głównie to, co nowe i młode, nie ma specjalnie miejsca na epatowanie tym, że jest się już ponad 40 lat na estradzie. Na szczęście nie miałam racji i sprawia mi to wyjątkową satysfakcję” – dodaje gwiazda. Zapytana o współczesne piosenki, a szczególnie ich teksty, odpowiada: „Mamy piękną tradycję piosenki literackiej – Wojciech Młynarski, Jonasz Kofta, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, a wcześniej Hemar, Tuwim. Piosenki tych twórców były przebojami, śpiewała je cała Polska. Obawiam się, że gdyby dzisiaj zaczynali swoją drogę zawodową, wielkiej kariery by nie zrobili” – uważa Majewska. „Czytam co rusz o tym, że jakaś piosenka ma wybitny tekst, bo osobisty. Potem czytam ten tekst i wydaje mi się, że sporo tam nieporadności warsztatowych i językowych, ale okazuje się, że to nikogo nie interesuje, bo to przecież takie osobiste! Ja jednak wolałabym, żeby doceniano to, co oryginalne, uniwersalne i mądre”. Nie chcielibyśmy martwić Pani Majewskiej, ale w kraju ludzi, którzy nie czytają książek, to raczej niemożliwe.

Weronika Kwiatkowska