Wystawa prac dwóch znanych polskich artystów, Janusza Kapusty i Krzysztofa Zacharowa w Centrum Polsko Słowiańskim, stanowiła jeden z punktów programu uświetniającego obchody 45-lecia założenia tej polonijnej organizacji. Na wernisażu były więc stosowne przemówienia, podziękowania, słowa wstępne wygłaszane przez obu artystów.

Dobór twórców na tak dostojną okoliczność – doskonały. Zarówno klasą osiągnięć, jak i krańcowym przeciwieństwem widzenia sztuki, jej roli i miejsca w świecie, obrazują oni ogromny potencjał polskich artystów pracujących w Nowym Jorku. Między antypodami tych dwóch osobowości twórczych mieści się wielka rozmaitość nazwisk, odmiennych poszukiwań twórczych, różnych dokonań plastycznych.

W przestronnym pomieszczeniu dawnego kościoła i Janusz Kapusta, i Krzysztof Zacharow pokazali po ponad 40 prac każdy. Niestety, ten drugi z polskich autorów, nie zdołał zaprezentować wszystkich swoich dzieł przywiezionych na wystawę, ale i tak z tego, co obejrzeliśmy (blisko trzydziestu), można się było zorientować w specyfice jego osiągnięć. Nie całości, naturalnie. Zacharow jest chyba bardziej znany ze swych świetnych grafik, obrazów na okładki renomowanych pism amerykańskich, inteligentnych, pomysłowych i zarazem artystycznie świetnych ilustracji zdobiących publikowane artykuły. Tych na planszach w Centrum nie było. Dawne czasy, teraz przedstawił nowsze dzieła.

Na otwartej w miniony piątek wystawie Zacharow pokazał serie swych ostatnich i nieco starszych grafik – wykonanych kredką, niekiedy z dodatkiem akryliku, albo zgoła w całości malowanych farbą akrylową. Wszystkie, czy większość, to jakby szkice, wprawki, przygotowania do jakiejś większej pracy, ale jak słusznie zauważa sam autor „bardzo często tak zwane wstępne szkice rysunkowe i rozwiązania kolorystyczne (…) wielokrotnie stanowią ukończone dzieło.”

Wyraźnie Zacharow uważa wartość emocjonalną swych dzieł za ich wielką wartość: sztuka ma być wizualnym wyrazem nastrojów, wrażliwości twórcy, jego uczuć i przeżyć. Powstają one pod wpływem chwili, ale są rezultatem trwalszych obsesji, głębszych niepokojów, fascynacji, zostawiają trwały ślad w psychice artysty, mają zdecydowany wpływ na jego twórczość. To ekspresjonizm ze swą świetną tradycją, do której nawiązuje także Zacharow. Uproszczony wizerunek jego prac sugeruje ów pośpiech (pozorny!) wykonania, a swoisty, cykliczny układ obrazów wskazuje na uporczywy nawrót tego samego wątku myślowo-emocjonalnego, wymagającego opracowania wciąż na nowo: szkice niby podobne, ale odmienne – a to poświęcone prokreacji, biologicznemu „cudowi” poczęcia, narodzin, albo stanowiące ekspresję silnego zaangażowania w bieżące wydarzenia polityczne na świecie, bądź wreszcie – reakcję twórcy na ogólną kondycję człowieka we współczesnym życiu.

Zarazem ów szkicowy, schematyczny charakter dzieła ma wymiar bardziej uniwersalny, niż odnoszący się tylko do konkretnego tu i teraz; dotyczy pewnych zjawisk i ich nastrojowych odpowiedników – w ogóle. Czarno-biała, najczęściej graficzna forma, także służyć ma temu celowi: kształty, układ kresek, „napięcie kierunkowe” na papierze czy płótnie mają tutaj kluczowe znaczenie. Są to więc kompozycje jednowątkowe, pozbawione „upiększających” dodatków, wprost i bezpośrednio odnoszące się do tematyki. Zarazem przez ów uproszczony wizerunek, zredukowany do minimum artystycznego znaku, dzieło Zacharowa nabiera wieloznacznego sensu.

Sztuka Janusza Kapusta sytuuje się na antypodach poszukiwań twórczych Zacharowa. To dwie krańcowo różne osobowości artystyczne. Pierwszy z nich emocjonalny, impulsywny, nerwowy; Kapusta – intelektualnie chłodny, z dystansem, jak badacz, naukowiec traktuje swój obiekt fascynacji – zgoła platońską ideę. Dla niego, także świetnego grafika i ilustratora (obaj artyści zaczynali swe nowojorskie kariery podobnie, jako ilustratorzy do gazet i magazynów amerykańskich) zawartość intelektualna dzieła stanowi główny przedmiot troski: jak wyrazić koncept myślowy, ogólną ideę w wizualnej, dostępnej oczom formie.

Jak zaznacza Kapusta, zaprezentowane dzieła pokazują „po raz pierwszy w sztuce moje odkrycia”, czy rezultat własnych przemyśleń nad intelektualną koncepcją, wyrażoną w matematycznej formule „złotego podziału”*, czyli pewnej proporcji części jakichkolwiek elementów względem siebie i owych części do całości. Formułę znaną od starożytnego świata, studiowaną i stosowaną w praktyce, ale widać – należy wierzyć Januszowi Kapuście – nigdy do końca nie zgłębianą, artysta poszerza, by pokazać tkwiące w niej dalsze możliwości.

Najlepiej, jakby najprościej zasadę złotego podziału, przedstawia jedna z jego prac: dwie dłonie rąk wyciągniętych przed siebie z zaznaczoną żółtym sznurkiem proporcją: człowiek jest także tworem doskonałego, boskiego ładu.
Przy użyciu najprostszych materiałów – kartonu, kleju, sznurka, ołówków – artysta stwarza kompozycje trójwymiarowe. Na tej maleńkiej scenie, rozgrywa swój intelektualny teatr świata idei. Pomysły proste, materiały do sztuki podstawowe, jego sztuka oszczędna w kolorach: biały, żółty i ciemny jedynie, ale zawartość myślowa ogromna. Czy jesteśmy w stanie ją pojąć? Wątpię, ale to, co oglądamy stanowi ilustrację owej podstawowej myśli Janusza Kapusty: wewnętrzny ład wszechświata, jego uniwersalny porządek, dostrzec można nie tylko w naturze, w sztuce, ale także w kombinacji najprostszych elementów: nieważne, czy to sznurek, ołówek, czy wielka architektoniczna struktura: widzimy organizację, prostotę, umiar, dyscyplinę i elegancję dzieła, czy to boskiego, czy ludzkiego. A w bezpośrednim oglądzie mompozycje powstałe w wyniku zastosowania złotego podziału są po prostu estetyczne, ładne, przyjemne dla oka.

*Złoty podział (łac. sectio aurea), podział harmoniczny, złota proporcja, boska proporcja – podział odcinka na dwie części tak, by stosunek długości dłuższej z nich do krótszej był taki sam, jak całego odcinka do części dłuższej.

 

Czesław Karkowski