Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?” Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.

Mt 21, 34-41

 

Ajahn Brahm opat buddyjskiego klasztoru Bodhinyana w Australii w jednej ze swoich przypowieści świetnie oddaje problem narastania zła i dobra w relacjach międzyludzkich. Wiele, wiele lat temu król opuścił obwarowany zamek i wyruszył w daleką podróż. Pod jego nieobecność zamek zaatakował groźny smok, który miał tak obrzydliwy wygląd i tak okropnie cuchnął, że przerażeni strażnicy uciekli ze strachu. Smok zaczął pustoszyć zamek. W końcu obrona otrząsnęła się z przerażenia i zaczęła walczyć z bestią. Rycerze przeklinali smoka i grozili bronią. Ale ku ich zdziwieniu smok stawał się coraz większy i coraz bardziej cuchnął, jakby karmił się tymi złorzeczeniami i groźbami. Zaczęto strzelać do niego z łuków i rzucać w niego kamieniami i oszczepami. A smok stawał się jeszcze bardziej agresywny, większy, brzydszy i cuchnący. Wydawało się, że dla mieszkańców zamku nie ma już ratunku.

Niespodziewanie jednak powrócił król. Jego oczom ukazał się przerażający widok strasznego smoka burzącego zamek. Jednak nie sięgnął po miecz, aby ugodzić potwora, tylko delikatnie poklepał po ogonie i powiedział: „Witamy w naszym zamku. Czy ktoś zaproponował ci coś do jedzenia i picia?” Smok zawarczał i odwrócił się, aby zaatakować kpiarza. Zobaczył jednak uśmiechniętą i życzliwą twarz króla i zaczął się zmniejszać i wydzielać mniej odrażającego odoru. W ślad za królem poszli mieszkańcy zamku. Jeden zaoferował smokowi orzeźwiający napój, inny kanapkę. Lekarz opatrzył rany. Nie szczędzono smokowi życzliwych słów i serdeczności. Po każdym życzliwym słowie i czynie smok stawał się coraz mniejszy i mniej agresywny. Wkrótce stał się tak mały, że prawie nikt go już nie widział na zamku. A gdy jedna z pokojówek życzliwie przykryła go ciepłym kocykiem, wtedy zniknął zupełnie, w jego miejsce pojawił się biały gołąb, który odfrunął i zawisł na nieskazitelnym błękicie nieba.

Zapewne nie jeden raz doznaliśmy w życiu wrogości ze strony drugiego człowieka. Ktoś nam wrogi może się pojawić bez naszej winy. Wystarczy nieraz zwykła ludzka zazdrość, zawiść, głupota, aby ktoś potraktował nas jako wroga.
Życie wśród wrogów jest trudne, dlatego staramy się ich pozbyć z naszego otoczenia. A robimy to na różne sposoby. Najbardziej drastycznym i prymitywnym sposobem pozbycia się wroga jest jego fizyczna likwidacja. A że nie jest to takie proste i bezpieczne, to istnieje cała gama pośrednich sposobów niszczenia wroga. Odpowiadamy taką samą wrogością i czujemy, że rachunki zostały wyrównane. Może to nieraz daje satysfakcję, szczególnie wtedy, gdy oddamy z nawiązką, ale na tej drodze na pewno nie odnajdziemy wewnętrznego spokoju, szczególnie wtedy, gdy przyjdzie nam podsumować całe nasze życie. Czasami mówimy, że wybaczamy wrogowi, nie nosimy do niego urazy, ale nie chcemy mieć z nim nic do czynienia. To już trochę lepiej, ale to nie jest prawdziwe zwycięstwo nad wrogiem, bo przyjdzie czas, kiedy uświadomimy sobie, że liczy się tylko bezwarunkowa przyjaźń z Bogiem i bliźnim, wśród których nie ma wrogów, a wszystko co było powodem wrogości jest głupstwem, zmarnowanym czasem.

Jedynym prawdziwym zwycięstwem nad naszym wrogiem jest uczynienie go naszym przyjacielem. I to nie tylko w sferze słowa. W ogrodzie Oliwnym Judasz przyszedł do Jezusa, aby pocałunkiem go zdradzić. A Jezus z życzliwością i miłością powiedział do niego: „Przyjacielu po coś przyszedł?” Słowo „przyjacielu” nie było pustym słowem, bo Chrystus umierał na krzyżu także z miłości do Judasza. Jednak Judasz odtrącił tę przyjaźń i zawisł na gałęzi zatracenia. Zwycięstwo nad wrogiem przez uczynienie go przyjacielem to nieraz długi i trudny proces. Trzeba zacząć od uświadomienia sobie, że taki sposób zwycięstwa nad wrogiem jest jedynym i prawdziwym, a wszystkie inne to połowiczne zwycięstwa, albo po prostu zwykłe klęski, ubrane w zwycięskie słowa. Nawet gdybyśmy nie doświadczyli zwycięstwa, tak od ręki, to możemy być pewni, że idziemy drogą prawdziwego zwycięstwa nad naszym wrogiem. Idziemy drogą Chrystusa, który daje nam moc, abyśmy do wroga mogli powiedzieć bez nienawiści: „Przyjacielu, po coś przyszedł”, daje nam moc, abyśmy doświadczyli pełni zwycięstwa w Jego zmartwychwstaniu.

 

Pewne tony powyższych myśli pobrzmiewają w dzisiejszych czytaniach biblijnych.

Prorok Izajasz w poetycki sposób mówi o naszym życiu i naszej relacji do Boga: „Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody”. Bóg nas umiłował, wyposażył we wszystko, abyśmy owocowali miłością, pięknem, dobrem. A jakże często nasze życie wydaje cierpkie owoce zła, nienawiści, chciwości itd. Do tej myśli nawiązuje Jezus w przypowieści o nieuczciwych dzierżawcach: Na najżyźniejszym wzgórzu gospodarz zasadził winnicę. „Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał”. A gdy przyszedł czas, posłał swoje sługi, aby odebrali „plon jemu należmy”. Jednak słudzy postąpili nikczemnie. Nie tylko nie oddali należnego plonu, ale pobili wysłańców, a niektórych pozabijali. Gospodarz posłał swojego syna, myśląc, że jego uszanują. Ale ci w swojej przewrotności zabili go, sądząc, że zagarną jego dziedzictwo. Zaślepieni złem, chciwością nie pomyśleli, że gospodarz: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.

 

Chrystus mówi o Ludzie Bożym, do którego Bóg posyłał proroków z upomnieniem, aby się opamiętali i zaczęli wydawać dobre owoce, ale oni zamiast słuchać prześladowali ich. Posłał swojego Syna Jezusa, ale i Jego nie usłuchali. W swojej przewrotności skazali Go na śmierć krzyżową.

Jest historia Boga i człowieka, która rozgrywa się w sercu każdego z nas. Jesteśmy winnicą bożą, mamy wydać owoce zbawienia. W tych naszych duchowych winnicach panoszą się różnego rodzaju smoki, które są dla nas ogromnym zagrożeniem. Jak walczyć z tymi potworami? Odpowiedź daje św. Paweł w Liście do Rzymian: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. W osobie Jezusa, Bóg przez miłosierdzie, współczucie, przemienia „smoki” naszych „winnic”. Ogarnięci duchem Ewangelii mamy moc do przemiany groźnych „smoków” w przyjaciół. Chrystus przychodzi z nową wizją przemiany naszej winnicy, gdzie miłość zwycięża chciwość, pokój wrogość, przebaczenie zemstę. Ta wizja daje szansę przemiany wrogiego smoka w gołąbka pokoju, zniszczenia wroga przez uczynienie go przyjacielem.

ks. Ryszard Koper