Jesienią 1957 r. warszawiacy opowiadali sobie następujący dowcip. Lekarz pyta się pacjenta: W którym miejscu poczuł Pan po raz pierwszy bóle? Odpowiedź: W okolicach Placu Narutowicza. Właśnie na tym placu, 3. X. 1957 r. odbył się wiec studencki, na którym młodzież protestowała przeciwko likwidacji tygodnika „Po prostu”. Władza użyła wtedy znanych później oddziałów ZOMO, które rozpędziły zgromadzenie a przy okazji dostało się przypadkowym przechodniom. Właśnie mija 60 lat od tamtych wydarzeń.

W pierwszej połowie lat 50. „Po prostu” było organem stalinowskiego Związku Młodzieży Polskiej (ZMP), wydawanym głównie dla środowisk akademickich. Wiosną 1955 r., wraz z odwilżą polityczną po śmierci Stalina, tygodnik zaczyna powoli się zmieniać. Pojawiają się tematy dawno zapomniane i niedyskutowane. Na początku omawiano zagadnienia określane zwykle jako neutralne. Pisano o problemach miłości wśród młodzieży lub zastanawiano się czy osoba wierząca może należeć do organizacji marksistowskiej typu ZMP.

Później następują daleko większe zmiany. Jesienią 1955 r. drukowana na czerwono nazwa czasopisma zostaje zastąpiona kolorem zielonym a pod nią, mniejszym drukiem, pojawiają się słowa: Tygodnik studentów i młodej inteligencji. „Po prostu” wchodzi w najwspanialszy okres swego istnienia i staje się głosem liberalnych środowisk intelektualnych oraz ośrodkiem antystalinowskiej awangardy. Redaktorem naczelnym jest w tym czasie Eligiusz Lasota a autorami artykułów i opowiadań są takie sławy dziennikarskie i literackie jak Stefan Bratkowski, Marian Turski, Wiktor Woroszylski, Marek Hłasko jak również niesławnej później pamięci Jerzy Urban.

Kolegium redakcyjne to w olbrzymiej większości zwolennicy filozofii marksistowskiej i członkowie PZPR. Nie mają oni jednak nic wspólnego z „twardogłowymi” funkcjonariuszami partii i rządu. W toczącym się wówczas konflikcie między stalinowcami i liberałami „Po prostu” reprezentuje najbardziej postępowe skrzydło tych ostatnich. Tygodnik domaga się wolności słowa i druku i sprzeciwia się panowaniu wszechwładnej cenzury. Popiera zdecydowanie przywrócenie zasad praworządności w życiu kraju oraz żąda rozliczenia osób odpowiedzialnych za terror i bezprawie w okresie stalinowskim.

Wiosną 1956 r. władze ogłaszają amnestię dla więźniów politycznych. Na wolność wychodzą osoby przetrzymywane w ciężkich więzieniach. W tym czasie „Po prostu” publikuje słynny artykuł „Na spotkanie ludziom z AK”, w którym domaga się rehabilitacji żołnierzy Polski podziemnej. Czasopismo piętnuje również marnotrawstwo gospodarcze, fatalne warunki w zakładach pracy oraz ukazuje ponury obraz polskiej wsi. Dużo miejsca poświęcono beznadziejnej egzystencji młodzieży, która pozbawiana perspektyw na lepsze życie często znajdowała rozrywkę w alkoholu i huligaństwie.

Wśród wielu autorów na czoło wysuwa się zdecydowanie Marek Hłasko. Jego opowiadania poruszają tematy nieznane dotąd w prasie i literaturze. Hłasko oddaje realistyczny obraz życia w PRL. Pisze o ludziach z dna społecznego, o beznadziejnej codzienności, o chamstwie i poniewieraniu człowiekiem. Zagląda do barów, pijackich spelunek i więzień. Wkrótce Hłasko zostanie ogłoszony nową gwiazdą współczesnej literatury polskiej.

Jesienią 1956 r. dochodzi do polskiej „rewolucji” październikowej, której głównym hasłem jest „demokracja i suwerenność”. Stalinowska część kierownictwa partyjno-rządowego przegrywa i odchodzi. Nowym przywódcą zostaje Władysław Gomułka. W gorących dniach polskiego października „Po prostu” odgrywa rolę jednego z głównych ośrodków rewolucyjnych przemian. Dziennikarze tygodnika przemawiają na wiecach w Warszawie i innych miastach. Eligiusz Lasota jest jednym z mówców na Politechnice Warszawskiej, gdzie za każdym razem gromadzi się ponad 20 tysięcy studentów i robotników.

Pod koniec października dziennikarze „Po prostu” jadą do Budapesztu i są świadkami dramatu węgierskiego powstania. Przez szereg tygodni informują czytelników o sytuacji nad Dunajem, materialnej i medycznej pomocy nadchodzącej z Polski, sowieckiej interwencji wojskowej i wreszcie o tragicznym końcu niepodległościowego zrywu Węgrów.
Już kilka miesięcy po przewrocie październikowym Gomułka daje wyraźnie do zrozumienia, że proces liberalizacji powinien zostać powstrzymany. „Po prostu” nie zmienia swego stylu i kontynuuje krytyczną postawę wobec władzy i panującej rzeczywistości. Pisze m.in. o zjawisku emigracji wewnętrznej, czyli o wycofywaniu się z życia publicznego wielu naukowców i intelektulistów, którzy nie godzą się z panującym systemem.

W tym czasie „Po prostu” ma poważne problemy z cenzurą, która z każdego wydania usuwa co najmniej kilka artykułów.

Nadchodzi lato 1957. Pod koniec czerwca tygodnik wstrzymuje publikację i ogłasza przerwę na okres wakacji. Następny numer miał się ukazać na początku października. Tak się jednak nie stało. Oficjalnie podano, że dalsze wydawanie czasopisma zostało zakazane przez Urząd Kontroli Prasy czyli cenzurę. W rzeczywistości decyzja ta została podjęta przez Biuro Polityczne KC PZPR. Przez szereg dni po jej ogłoszeniu Warszawa była miejscem demonstracji i starć ulicznych młodzieży z siłami porządkowymi. Jako pierwsi zaprotestowali studenci Politechniki a później zajścia objęły inne rejony stolicy. Polacy mogli poznać naocznie brutalność milicji w rozpędzaniu manifestacji antyrządowych. Pałka władzy „ludowej” nie oszczędzała nikogo nie wyłączając kobiet i osób starszych. Mimo oficjalnych zaprzeczeń, były przypadki użycia broni palnej w wyniku czego zginęła co najmniej jedna osoba.

Likwidacja „Po prostu” była punktem zwrotnym w procesie odwilży politycznej zapoczątkowanej jesienią 1956 r. Większość społeczeństwa zrozumiała, że obietnice demokratyzacji i liberalizacji złożone przez Gomułkę rok wcześniej pozostaną na papierze. Ocalała jedynie legenda „Po prostu” oraz stare roczniki tygodnika do których chętnie zaglądano w bibliotekach wielu miast. Myśl i idea „Po prostu” stały się ważnym elementem edukacji politycznej przyszłych pokoleń – uczestników wydarzeń marcowych 1968 r. oraz działaczy opozycji demokratycznej lat 70. i „Solidarności”.

Kazimierz Wierzbowski