Co najbardziej podoba mi się w nas Polakach? Umiłowanie wolności, umiejętność radzenia sobie w najtrudniejszych nawet sytuacjach i poczucie humoru. Szkoda jednak, że nie mamy go na własny temat. Czego w nas nie lubię? Cwaniactwa i narcyzmu narodowego, utwierdzającego w głębokim przekonaniu, że jesteśmy lepsi od innych.

 

$

Ostatnio kwitnie w Polsce kicz narodowy widoczny m.in. w większości jedynie słusznych pomników sytuowanych w jedynie słusznych miejscach. Można już wręcz mówić o pomnikomanii. I gdybyż przynajmniej w jej wyniku powstawały dzieła sztuki, ale gdzie tam! Kicz za kiczem! Kiczowiskiem na ulicach stała się również tzw. odzież patriotyczna i patriotyczne tatuaże. Posłuchajmy, jakim prostackim, żeby nie powiedzieć – chamskim językiem posługują się ci, którzy noszą koszulki z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny” i ci, którzy wytatuowali sobie na klatce piersiowej znak Polski Walczącej. Natomiast w mediach prawicowo-proPiSowskich, także tych polonijnych, rozprzestrzenia się grafomania narodowa. Ostatnio coraz jej więcej. I – o zgrozo – jest ona poczytywana jako wartość patriotyczna i wręcz hołubiona przez redakcje i organizacje.

$

Dorota Masłowska, pisarka – „Nie mogę patrzeć na tych gości z wytatuowaną >Polską Walczącą< i ze scenami z Powstania Warszawskiego na plecach, i w koszulkach z napisem >Śmierć wrogom ojczyzny<, od których się zaroiło na ulicach. Tak wygląda patriotyzm jutra – urojenia wielkościowe i szukające obiektu nienawiści. Rządzący chyba nie przemyśleli, jakie mentalne potwory wypuścili z lochów i jak je z powrotem do tych lochów zagonią, kiedy nie będą już potrzebne w politycznej rozgrywce. Zalewa mnie krew. Czuję na sobie, jak infekuje mnie ta nienawiść na każdym kroku”. Jestem o ponad pokolenie starszy od Doroty Masłowskiej, a odczuwam i myślę dokładnie tak samo. Czterema kończynami podpisuję się pod tym, co napisała.

$

Krzewimy kult śmierci za ojczyznę, a dlaczego nie kult życia dla niej? Pytam o to po raz n-ty i nigdy nie dostaję odpowiedzi.

$

Ostatnio ponownie mogłem się przekonać o potrzebie nie historii a mitu o bezgrzesznej Rzeczpospolitej. W żaden sposób nie udało mi się przekonać argumentami oponentów, że z tą bezgrzesznością to jednak różnie bywało. A kiedy próbowałem powoływać się na fakty, słyszałem: „skąd wiesz”, choć fakty mówiły same za siebie i łatwo można je było sprawdzić. Są też osoby, które znają te fakty, ale chciałyby, żebym o nich milczał. Na prawdzie jako takiej zależy bardzo niewielu. Wielu natomiast chce potwierdzenia własnych przekonań i utrzymania a nawet wzmożenia mitów.

$

Profesor Tadeusz Gadacz – wybitny znawca filozofii współczesnej i dwudziestowiecznej wygłosił na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie wykład pt. Uniwersytet w czasach bezmyślności”. Jaka szkoda, że nie mogłem na tenże wykład polecieć. Czasy bezmyślności – znakomita definicja doby obecnej.

$

Znalezione Necie – „Życie to Internet i używki”.

$

Wiesław Myśliwski – “ Współczesny świat próbuje nas odindywidualizować. Niepotrzebni jesteśmy światu jako indywidualności, potrzebni jesteśmy jako klienci, konsumenci. Niepotrzebni jesteśmy jako jednostki samodzielnie myślące, żyjące we własnych światach. Z nas chce się zrobić wspólny mianownik świata. I dopóki stać nas będzie na własny wewnętrzny świat, dopóty ocalejemy, będziemy ludźmi.”

$

Dziwnych uczuć doznaję patrząc na twarze przedwojennych żołnierzy, których losy śledzę w archiwum nowojorskiego Instytutu Piłsudskiego. Nie umiem ich opisać. Nie umiem też do końca opisać dojmujących wrażeń, jakich doznaję patrząc na twarze żołnierzy amerykańskich powracających z I-ej Wojny Światowej wyłuskane z wielkiej fotografii zbiorowej przez Jagodę Przybylak, nestorkę polskiej fotografii artystycznej. Nie mogę przejść koło nich obojętnie. Magnetyzują mnie.

$

We francuskim Vence na Lazurowym Wybrzeżu, w willi Alexandrine, otwarto “Przestrzeń Gombrowicza”. Jest urządzona w mieszkaniu, w którym pisarz spędził ostatnie lata swojego życia. Wypełnią ją pamiątki przekazane przez jego żonę Ritę Gombrowicz, która tu mieszkała wraz z nim. Na tę okoliczność sama willa Alexandrine została specjalnie przemodernizowana i pięknie odnowiona. W samym zaś Vence odbyło się kilka imprez towarzyszących, m.in. pokaz filmu “Kosmos” nakręconego przez Andrzeja Żuławskiego wedle powieści pod tym samym tytułem, wystawa zdjęć autorstwa Bohdana Paczowskiego “Moi. Gombrowicz”, urządzona na murze miejskim opasującym miasto i koncert pianisty Piotra Anderszewskiego. Yves Ugher – poeta i wykładowca odczytał podczas dwóch kolejnych wieczorów dwie części elementarnego wywiadu z Gombrem. Twórczość tego pisarza fascynuje mnie od lat studenckich, zatem śledzę wydarzenia związane z nią i nim samym. W czerwcu byłem w willi Alexandrine i na jego grobie na miejscowym cmentarzu. Nie ukrywam, że było to ważnym etapem mojej podróży po Prowansji i Lazurowym Wybrzeżu. Onegdaj siostrzenica Gombra z podwarszawskiego Brwinowa, opiekunka niezliczonej ilości kotów, chciała mnie namówić, abym pomógł jej sprowadzić prochy wuja do Polski. Odmówiłem.

$

Bardzo podoba mi się działalność warszawskiego Muzeum Narodowego pod dyrekcją Agnieszki Morawińskiej. Każdy nowy program tej placówki jest wręcz świetny, począwszy od programów edukacyjnych przeznaczonych dla najmłodszych. O największych sukcesach można mówić, kiedy ustawiają się gigantyczne kolejki na tematyczne wystawy czasowe, takie choćby jak retrospektywa malarstwa Olgi Boznańskiej, Aleksandra Gierymskiego, czy wystawa poświęcona masonerii lub prezentująca arcydzieła sztuki japońskiej w kolekcjach polskich. W tym miejscu przypomnę, iż nieustannie zachwyca mnie także działalność nowojorskiego Metropolitan Museum of Art. Jest to jedno z moich najbardziej ulubionych miejsc w Wielkim Jabłku. Dużo by pisać. Skoro mowa o muzeach, to jakoś zackniło mi się do Musee d’Orsay w Paryżu. Może dlatego, że zachodzę doń rzadziej niż do Luwru. W tymże Luwrze ostatnio udało mi się sfotografować niemal wszystkie dzieła, które z jakichś powodów polubiłem lub które są mi bliskie. Natomiast z fotografowaniem ulubionych dzieł w Musee d’Orsay wciąż mam zaległości. Paryż funkcjonuje w mojej świadomości już trochę jak Warszawa i Nowy Jork – czuję się tam, jak u siebie. Serio. Teraz obmyślam następny wypad do tego miasta. Ono wciąż warte jest niejednego grzechu. Oj jest!

 

Andrzej Józef Dąbrowski