„Chrzest Chrystusa” należy do wcześniejszych obrazów della Franceski. Wraz z dwoma obrazami poświęconymi św. Hieronimowi.

Niektórzy badacze datują go nawet na 1430 rok, co wydaje się nieprawdopodobne, zważywszy iż niekiedy za datę urodzin przyszłego artysty uważa się nawet 1420 rok. Miałby więc dziesięć lat, kiedy stworzył bardzo dojrzałe artystycznie dzieło.

Nawet jeśli przesuniemy jego urodziny na wcześniejsze lata (1412-14 wydają się prawdopodobnymi latami przyjścia Piera na świat) i tak byłoby to jedno najwcześniejszych dzieł niedojrzałego młokosa, tymczasem zawartość treściowa obrazu (niezależnie od interpretacji) sugeruje – tylko sugeruje – że proste malowidło na desce jest bardziej skomplikowane niż by się mogło wydawać. Zawiera polityczne i religijne przesłanie z późniejszych lat tego twórcy. Powiedzmy, z około 1440 roku, po obecności artysty podczas przejazdu wschodniej delegacji we Florencji na spotkanie z papieżem w sprawie zjednoczenia wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa. Niezatarte wrażenie i wynikłe stąd dogłębne przeświadczenie o konieczności połączenia obu światów chrześcijańskich. Inaczej zguba, katastrofa, rozpad i zagłada. Motyw powrotu do dawnej jedności stanie się obsesyjnym wątkiem malarstwa Piera.

Inni datują obraz na rok 1460. Na podstawie analizy stylu dowodzą, iż musiał powstać po wizycie Piero w Rzymie, gdzie przebywał w latach 1458-59.

Co „Chrzest Chrystusa” łączy z pierwszymi dziełami della Franceski? Podobna stylistyka, płaski charakter przedstawienia, uproszczona perspektywa, bliższy związek ze średniowiecznym malarstwem z waloryzacją świętości większej niż życie: Jezus sięga głową korony drzewa. Piero wyzwala się, odrzuca dawne konwencje, ale wciąż tkwi jeszcze w malarstwie, które wymaga symboli, umownych znaczeń, uprzedniej wiedzy odbiorcy na temat wyobrażonej sceny.

Inspiracją artysty był fragment z Ewangelii św. Mateusza: „A Jezus, gdy tylko został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. I oto otworzyły się nad nim niebiosa i zobaczył Jezus, jak Duch Boży w postaci gołębicy zstępował na niego” (M, 3:16).

Na obrazie jest i Jezus, i Jan Chrzciciel, i wspomniany przez ewangelistę Duch Boży jako biały gołąb. Ale też mamy o wiele więcej. Po lewej grupa trzech młodych postaci – aniołów. Bo któżby inny mógł być świadkiem sceny, która dopiero w przyszłości nabierze znaczenia. Tylko aniołowie wiedzieć mogą jak doniosłym jest ów pierwotnie prosty akt. Androgyniczne postaci wyglądają jak urodziwi młodzieńcy/dziewczęta, jedynie tęczowe skrzydło jednego z nich świadczy, iż mamy do czynienia z trójką wysłanników niebieskich.

Za Jezusem Jordan z lustrem wody gładkim przypominającym szkło, w jego wypolerowanej tafli odbija się niebo i góry. Z tyłu z prawej półnagi człowiek o ciele białym jak płótno ściąga przez głowę koszulę. Wyraźnie szykuje się do chrztu w następnej kolejności. Zwolna tworzy się kolejka do chrześcijańskiego obrządku.

W górzystym krajobrazie włoskiej Toskanii widać daleko z tyłu cztery męskie postaci w powłóczystych strojach i ceremonialnych fantazyjnych czapach na głowie. Nakrycia głowy, kuriozalne, egzotyczne, od młodości fascynowały artystę. Zobaczył je podczas uroczystego przejazdu delegacji bizantyjskich dostojników przez Florencję. Dziwaczne stroje, osobliwy świat wschodniej kultury dworskiej z jej najdobitniej zauważalną cechą zewnętrzną – cudacznym ubiorem, a zwłaszcza przedziwnymi nakryciami głowy. Budzą podziw i cześć dla dostojeństwa dygnitarzy. Władza musi imponować, budzić szacunek dla swej nadzwyczajnej potęgi. Majestat zwierzchników uwidocznia się w zewnętrznych atrybutach świadczących o wyższości prominentów nad pospólstwem.

Nie wiem, czy artyście imponowała władza, czy to tylko skutek estetycznego wrażenia, jakie wywoływał widok niezwykłych, oryginalnie oczepionych urzędników cesarstwa. Te imponujące, na metr wysokie czapy, rozmaitych kształtów i kolorów, pojawiać się będą później na wielu obrazach della Franceski. Element zgoła fantastycznego świata kreowanego przez artystę.

Kim są? Nie wiadomo. Ani ewangelia o nich nie wspomina, ani domysł nie wystarcza. Bo dlaczego ni stąd ni zowąd czeterech odległych dostojnych świadków chrztu Jezusa? Co miał na myśli Piero? Może, choć niekoniecznie, rozwiązaniem zagadki są trzej aniołowie z lewej strony.

Ubrani są w różnokolorowe szaty. Ten z lewej – w czerwone i niebieskie, środkowy – białe, ów połowicznie tylko widoczny zza pnia drzewa – też w rodzaj błękitu. Barwy te stanowią aluzję do Trójcy Świętej, zgodnie z symbolizmem ustanowionym wieki wcześniej przez papieża Innocentego III.

Czesław Karkowski