Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią mu: „Ten drugi”. Wtedy Jezus rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego”.

Mt 21, 28-31

 

Dzieci zaskakują nieraz rodziców, krewniaków czy znajomych różnymi pytaniami. Pytania odnoszące się do wiary i Boga należą do tych najtrudniejszych. Odpowiadamy na nie przez różnego rodzaju przypowieści, przenośnie i porównania, starając się, aby dziecko nie odebrało ich jako jeszcze jednej, pięknie opowiedzianej bajki. Wśród wielu pytań jakie ja zadawałem rodzicom było pytanie o dobro i zło. Otrzymywałem bardzo konkretną i prostą odpowiedź, która sugestywnie przemówiła do mojej wyobraźni.

Otóż, do prawego ucha, Bóg przez anioła stróża szepcze dobre słowa, namawia do dobra i ich trzeba słuchać, zaś w lewym uchu diabeł namawia nas do złego i chichocze, gdy się mu udaje nas skusić. Taka rola wypadła dla lewego ucha, może dlatego, by w przyszłości zło kojarzyło się mi się ze społecznymi ruchami bezbożnej lewicy. Nie pamiętam, jaki był efekt tego nasłuchiwania, ale zrodziło się we mnie przekonanie, że w prawym uchu mogę słyszeć tylko dobre słowa i powianienem je wypełniać, zaś w lewym złe, których nie trzeba słuchać. Zabieg słuchania raz lewego raz prawego ucha jest chyba możliwy tylko w wyobraźni małego dziecka.

Z czasem, gdy bardziej świadomie przyjmowałem prawdy wiary, skończyło się nasłuchiwanie lewego, czy prawego ucha. Ale nie skończyło się mówienie Boga i podszepty diabła. Te głosy dochodziły z głębi duszy, tam gdzie sumienie, w zgodności z bożym prawem rozstrzyga, co jest dobre a co jest złe. Te głosy docierają do nas także z zewnątrz przez naszego bliźniego, który może być na usługach Boga lub diabła. Przez drugiego człowieka bardzo często poznajemy Boga, prawdziwą miłość, duchowe piękno, dobro. Taki człowiek jest posłańcem Boga. Poznajemy go po tym, że jego słowo owocuje we wspólnocie ludzkiej zgodą, dobrem, życzliwością i miłością. Ale diabeł także nie próżnuje. Działa przez ludzi, którzy ulegając jego podszeptowi, stali się sługami ciemności.

Najlepiej można poznać sługę diabła po słowie jakie rozsiewa wokół siebie. To słowo rodzi zło. Sługa diabła potrafi skłócić najlepszych przyjaciół, zgodnie żyjącą wspólnotę zamienić w piekło. A to przez podjudzenie, plotki, oszczerstwa, zawiści itd. Jeśli ktoś przynosi ci wieści, które rodzą w tobie negatywne uczucia, niechęć do bliźniego, skłócają cię z bliźnim, wiedz, że jest to na pewno wysłannik diabła. I bądź pewien, że chichocze diabelskim chichotem, gdy skłuci cię z innymi. Podobne problemy nie omijały wspólnoty pierwszych chrześcijan, dlatego święty Paweł Apostoł w liście do Filipian pisze: „Dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie”.

Miłość, poczucie wspólnoty, pokora, wyzbycie się niezdrowego współzawodnictwa i próżnej chwały, to są słowa Boga, zapisane przez św. Pawła, a które wytrącają oręż z rąk diabła i jego sług.

Dobre słowo musi mieć pokrycie w działaniu, bo inaczej może być wykorzystane jako przykrywka dla fałszu i kłamstwa. Dla ilustracji przytoczę historię zamieszczoną w miesięczniku Connection. Otóż, młody mężczyzna, robiąc zakupy w sklepie zauważył starszą kobietę, która uporczywie wpatrywała się w niego. Gdy stanął w kolejce do kasy, kobieta, stanęła za nim. Mężczyzna z grzeczności przepuścił ją przed siebie. „Przepraszam – powiedziała kobieta – że tak się wpatrywałam w pana. Jest pan tak bardzo podobny do mojego syna, który nie tak dawno zmarł”. Młody mężczyzna powiedział: „Bardzo pani współczuję. Czy mógłbym coś dla pani zrobić?” Kobieta, uśmiechając się, powiedziała: „Zawsze robiłam zakupy z moim synem. Gdy będę odchodzić, czy mógłbyś mi powiedzieć: Do widzenia mamo? Będzie to tak, jakby mój syn jeszcze raz był ze mną na zakupach”. „Zrobię to z przyjemnością”- odpowiada młody mężczyzna. Gdy kobieta z zakupami odchodziła od kasy, młody mężczyzna głośno powiedział: „Do widzenia, mamo”. Kobieta z uśmiechem pomachała mu ręką. Następnie kasjerka podliczyła zakupy mężczyzny i wystawiła rachunek na 140 dolarów. „Co, 140 dolarów? Pani popełniła pomyłkę. Kupiłem tylko kilka rzeczy, to nie powinno kosztować więcej niż 30 dolarów”- mówi zdumiony mężczyzna. Na to: „Twoja matka powiedziała, że ty zapłacisz za nią”. Nieraz przyjdzie nam słono zapłać, za to, że ktoś wykorzystał dobre słowo w złym celu.

Kontynuację myśli o słowie odnajdujemy w zacytowanej na wstępie przypowieści ewangelicznej, która zwraca naszą uwagę na dwa ważne słowa, od których może zależeć kształt naszego życia. Jest to słowo „nie” i słowo „tak”. W relacjach z ludźmi musimy sami decydować, kiedy powiedzieć „tak” a kiedy „nie”, zaś w relacji do Boga nasza odpowiedź musi być zawsze na „tak”, ponieważ Bóg jest nieomylny. Ewangeliczna przypowieść mówi o naszej relacji do Boga. Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się on do pierwszego tymi słowami: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten łatwo się zgodził, powiedział „tak”, ale nie poszedł do winnicy. Jego „tak” nic nie znaczyło, było kłamstwem. Drugi syn na tę samą prośbę odpowiedział „nie”. Potem opamiętał się jednak i poszedł do winnicy. A właśnie to ten drugi spełnił wolę ojca. Jednak Chrystus nie mówi, że ten drugi jest idealnym dzieckiem, bo przecież na początku zasmucił swego ojca negatywną odpowiedzią. Idealny syn powinien odpowiedzieć ojcu „tak” i być wiernym danemu słowu do końca.

Takim idealnym synem jest Jezus Chrystus, o którym św. Paweł w liście do Filipian pisze: „A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego człowieka, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej”. On jest dla nas ideałem postawy wobec Ojca. Ale także z postawy obydwóch synów z przypowieści płynie dla nas nauka. Syn, który powiedział, że pójdzie pracować do winnicy, ale nie poszedł może być dla nas ostrzeżeniem. Nazywamy siebie chrześcijanami, a patrzący z boku nazywają niektórych z nas hipokrytami, ponieważ życie nasze nie świadczy o naszej wierze. Grzech niekoniecznie musi znaczyć, że coś zrobiliśmy złego, grzech może być zaniedbaniem tego, co powinniśmy zrobić. Możemy się także nauczyć od syna, który nie posłuchał ojca, ale później zmienił zdanie i uczynił to, o co ojciec go prosił. Nawet wtedy, gdy powiemy Bogu „nie”, ale szczerze szukamy prawdy, możemy zrozumieć swój błąd i przyznać się do niego, i to jest pierwszy etap na drodze do winnicy Pańskiej.

ks. Ryszard Koper