Danuta Stenka – jedna z najbardziej popularnych polskich aktorek. Piękna. Szczera. Z niesamowitą energią. Występuje na scenie Teatru Narodowego, gra u Krzysztofa Warlikowskiego, Grzegorza Jarzyny i Mai Kleczewskiej. Od czasu serialu „Boża podszewka” możemy oglądać ją w wielu filmach i produkcjach telewizyjnych. Choć jest „aktorką najwyższej próby i twarzą polskiego kina” przez długi czas czuła się niepewna w zawodzie. „Jestem już dla siebie łaskawsza. Daję sobie prawo do popełniania błędów. Kiedyś najdrobniejsze, przez innych niezauważone, były dla mnie przyczyną tragedii. Teraz wiem, że posiadam jakiś warsztat, ale to Pan Bóg odkręca kranik. Lub go nie odkręca”- mówi aktorka. „Kiedy wydarza się na scenie, w mojej roli, coś naprawdę wyjątkowego, wiem, że nie jest to ani moja zasługa, ani moja własność. I nie mnie należą się podziękowania. To ja czuję się obdarowana” – podkreśla. „Znalazłam się w tym zawodzie przez przypadek, ale… tak musiało się stać. Wszystko poza mną na to pracowało” – przekonuje. „Czasami mogłam osiągnąć prosty sukces, a wybierałam coś, co stawiało mnie na granicy porażki, ale w efekcie okazywało się, że to potrzebne, żeby pójść dalej. Jestem osobą wierzącą, praktykującą i od dziecka słyszałam, że każdy ma swojego Anioła Stróża. Jak na tych obrazkach, na których anioł prowadzi dzieciątko przez kładkę. Całkiem niedawno olśniło mnie, że Aniołem Stróżem jest intuicja. Droga, którą prowadzi intuicja nie musi być łatwa”- mówi Stenka. Dyżurna osoba od ról dramatycznych. Zapracowana. I szczęśliwa. „Marzy mi się starość w zdrowiu i z dobrym wzrokiem. Czytałabym książki na leżaku w ogrodzie, nadrabiała lektury, które mi z braku czasu umykają. Chodziłabym też do kina, do teatru, spotykałabym się ze znajomymi. Podróżowałabym, jeśli byłoby mnie na to stać”- mówi. „Chciałabym, żeby moje córki odnalazły siebie w życiu. Przyjęły tę sinusoidę, po której ono biegnie, żeby mogły powiedzieć: „Kurczę, lubię swoje życie we wszystkim, co w nim jest”. Tak ja jak”.

 

*

Ma 29 lat i na koncie same sukcesy: Złota kaczka w kategorii aktor sezonu i nominacja do Orła. Zadebiutował w 2009 roku w filmie „Wszystko, co kocham”. Popularność przyniosły mu m.in. „Sala samobójców”, „Yuma” i „Pokot”. Na ekrany wchodzi właśnie „Najlepszy” film Łukasza Palkowskiego, który na zakończonym przed kilkoma dniami festiwalu w Gdyni zdobył nagrodę publiczności. Jakub Gierszał wciela się w rolę Jerzego Górskiego, sportowca, który wcześniej był narkomanem. „Kierat ćwiczeń niezbędnych do wejścia w rolę triatlonisty był ogromny, na szczęście zdjęcia były rozciągnięte na trzy miesiące, przez co wszystko trwało długo, a wraz z tym cały mój wysiłek też się rozwlekał” – mówi aktor. „Starałem się dodawać sobie animuszu i tłumaczyć, że przecież są na świecie triatloniści, którzy to robią i nie marudzą, że zimno, nieludzko ciężko i boli. A jeśli tacy są, to ja też dam radę przewalczyć swoje słabości, tym bardziej, że ta walka w moim wypadku miała określony termin – wiedziałem, że później będę mógł iść za swoimi przyjemnościami”- wspomina Gierszał. Aktor spędził dzieciństwo w Niemczech, więc czuje się „dwukrajowcem”. „Inaczej rozumiem dumę narodową. Nie ma też we mnie myślenia o jakimkolwiek innym miejscu na świecie lub ludziach z pozycji wyższości”- przekonuje. „Polska i Niemcy to kraje położone bardzo blisko siebie, a jednak tak wiele je dzieli w sensie kulturowym. I te różnice są częścią mojego wychowania, życia i kodeksu zachowania. Czasami stają we mnie naprzeciwko siebie, a czasem się dopełniają. Mam w sobie wschodni imperatyw, w pozytywnym sensie posiadania takiego przyjemnego napędu i podążania na pasją, a jednocześnie jakąś niemiecką bądź pruską – bo większość rodziny pochodzi z tych terenów – potrzebę ładu. Ale z kolei nie posiadam tej niemieckiej potrzeby podporządkowywania się, bo chadzam swoimi drogami”- przekonuje aktor. Dwudziestodziewięciolatek nie ma konta na Facebooku, bo uważa, że „ludzie mają tam swoje alter ego czy awatary, dzięki którym dają upust wszelkiego rodzaju fiksacjom, tworząc obrazy siebie, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego”- twierdzi. „Takie wizytówki na pokaz, żeby uczestniczyć w wyścigu, jaki się toczy paralelnie do rzeczywistości. To wszystko razem sprawia, że jakoś nie czuję się do Internetu dostatecznie czule zaproszony. Na ile się da, żyję więc poza tamtym światem i mam się dobrze”.

 

*

O tej dziewczynie mówi dzisiaj cały świat. Wielką popularność zdobyła dzięki serialowi „Mad Men” lecz jej aktorską pozycje umocnił kolejny – „Opowieść podręcznej”, za który otrzymała właśnie Nagrodę Emmy. Od Elisabeth Moss na ekranie, choć nie jest klasyczną pięknością, nie można oderwać wzroku. „Nigdy nie myślałam o sobie „dziecięca gwiazda”, w końcu miałam aż siedem lat, gdy zaczęłam grywać w filmach. Ostatnio usłyszałam, że jeśli myśli się poważnie o karierze w show-biznesie, to jest dość późny start”- śmieje się. „Czekałam dość długo na swoją szansę, ale byłam cierpliwa i konsekwentna. Dość szybko zorientowałam się także, do jakich ról- mimo ambicji – nie powinnam startować. W aktorstwie jest ważne, by jak najszybciej przestać się łudzić”- przekonuje aktorka. Moss ma świadomość, że nigdy nie zagra klasycznej piękności. „Moja uroda wymaga odpowiedniej oprawy. Żeby dobrze wypaść – w sensie wizualnym – muszę się naprawdę napracować, ale i tak nie oszukam warunków”- śmieje się. „No co, mam lustro! Jestem dość niska, raczej okrągła, nie za bardzo też dbam o zdrowy tryb życia tak modny dziś w Stanach. Myślę, że dobrze mieć świadomość swoich wad i atutów. Mogę grać bardzo brzydkie dziewczyny i dość ładne, ale o niekonwencjonalnej urodzie. Wcześnie zrozumiałam, że nie zagram femme fatale, uwodzicielek ani seksownych, pełnych magnetyzmu kobiet”- przekonuje aktorka. „Opowieść podręcznej” to serial na podstawie powieści Margaret Atwood. Opowiada o świecie, w którym odebrano kobietom podstawowe prawa. „To było jak podróż w przyszłość. Tak wiele z tematów, które podjęliśmy stało się częścią amerykańskiej rzeczywistości. Przeraża mnie sytuacja polityczna na świecie, stan, w którym ogranicza się prawa kobiet, emigrantów, ludzi o odmiennej orientacji czy innego wyznania”. „Trzeba być świadomym, trzeba mieć wiedzę, by czuwać nad politykami, by umieć stawić opór ich decyzjom, wiedzieć, do czego mogą doprowadzić narzucane przez nich rozwiązania. Najgorsza jest bierność. I powszechna zgoda na zło” – przekonuje Moss. Najnowszy film z udziałem aktorki nosi tytuł „Square” i właśnie został nagrodzony Złotą Palmą w Cannes. Warto zobaczyć!

 

Weronika Kwiatkowska