Wtorek

Cywilizacyjna zapaść. Pustka czasów ponowoczesnych. Rosja. Polska. Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Kiedyś było łatwiej, bo – jak pisał Mistrz Zbigniew Herbert w „Potędze smaku” – kusiciele ze Wschodu nie zachwycali:

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono (…)
samogonny Mefisto w leninowskiej
kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach
Zaiste ich retoryka była aż nazbyt
parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)

 

Ale w dzisiejszych czasach, opowieść ze Wschodu ma swój urok, o czym pisze Piotr Skwieciński w swej najnowszej książce „Kompleks Rosji” wydanej staraniem Teologii Politycznej. Publicysta „W Sieci” rozdział o – jak pisze – trendsetterach pustki – zaczyna pytaniem: „kuszeni przez Rosjan zastanówmy się, czy nie boimy się zarazić ich chorobą?”

Teza jest taka, że „polska prawica zaczyna nie pasować do towarzystwa tych zachodnich ugrupowań prawicowych, które w świecie dominacji światopoglądu lewicowo-liberalnego zachowały jakąś tożsamość. Co więcej, przestaje pasować do świata, którego powstania wyglądała jak jutrzenki. Czyli do świata buntu zachodnich ludów przeciw klasom wyższym, zwasalonym przez dyktującą normy kawiorową lewicę.” Chodzi o rosyjską odpowiedź na pustkę, jaką zostawia po sobie widoczne gołym okiem bankructwo dotychczasowego demokratyczno-liberalnego przesłania na zachodzie Europy, a kto wie, czy nie na całym świecie.

Skwieciński przytacza słowa Aleksandra Dugina, filozofa tworzącego podbudowę rosyjskiego nacjonalizmu, który wręcz zachęca Polaków do dołączenia do krucjaty prowadzonej przez tzw. ruskij mir czyli rosyjski świat. Kuszenie odbyło się choćby kilka miesięcy temu w tygodniku „Do Rzeczy”, gdzie Dugin roztaczał wizje, bliskie duszy nie jednego, nie dwóch prawicowców w Polsce. Aleksander Dugin, filozof i wybitny myśliciel nacjonalistyczny, udziela wywiadu tygodnikowi „Do Rzeczy”, w którym wabi Polaków. Mówi o uwielbieniu dla naszej literatury, konieczności wzajemnego poznawania się, przezwyciężeniu niepotrzebnego antagonizmu. Że w świecie, w którym ostatecznie zwyciężono by dzięki Rosji „atlantyzm” i zbudowany wokół niego przez „globalistów” kordon sanitarny, neutralna i niepodległa Polska mogłaby sobie swobodnie istnieć, bo przecież jako Słowianie i chrześcijanie nie możemy być Rosjanom wrogami. Dugin dobrze kusi: „mamy wspólnych wrogów: liberałów, transnarodowe korporacje, globalistów, postmodernistów, zwolenników społeczeństwa otwartego, Sorosa… Musimy zatrzymać islamską imigrację, pomóc Trumpowi uczynić Amerykę wielką, wzmocnić Europę z jej niszczonymi przez globalistów tradycjami chrześcijańskimi i grecko-rzymskimi. Musimy osuszyć bagno”.

Nic tylko ruszać w drogę z mateczką Rassiją w walce ze Złem. Problem w tym, że Moskwa miast być wymarzonym i wypatrywanym, dla każdego prawicowca Trzecim Rzymem, jawi się nam niczym „zgniły Zachód”, tylko bardziej. Aby nam to uświadomić, Skwieciński bierze na warsztat książkę Petera Pomerantseva „Nothing is True and Everything is Possible”, czyli „Nic nie jest prawdą i wszystko jest możliwe”, wydaną w Polsce pod tytułem „Jądro dziwności”. Syn rosyjskich intelektualistów pochodzenia żydowskiego, imigrantów z Wielkiej Brytanii, spędził w Rosji dziewięć lat jako dziennikarz i widział dużo. Nie ukrywa, że ten kraj go uwiódł jako miejsce, „gdzie każdy wybór między dobrem a złem jest niezwykle ważny, bo pokazuje twoją najgłębszą istotę”.

Klimacik jak z Dostojewskiego, nie ma co! Ale jednocześnie intelektualna uczciwość Pomerantseva każe mu po gombrowiczowskiemu opowiedzieć o Rosji w duchu jak zachwyca, skoro nie zachwyca. Bo wbrew twierdzeniom Dugina i innych ideologów walki czystego, rosyjskiego ducha z postnowoczesnym zasyfieniem Zachodu, prawda jest odmienna. Jak pisze z kolei Skwieciński: „paradoks sytuacji polega na tym, że Rosja przedstawiona przez Pomerantseva jawi się jako nie tyle zaprzeczenie Zachodu, ile doskonalsze niż cokolwiek, co na Zachodzie można znaleźć, uosobienie tego wszystkiego, przeciw czemu teraz buntuje się zachodnia biała klasa niższa i średnia”.

Pomerantsev pokazuje współczesną Rosję jako kraj, którego kamieniem węgielnym jest absolutny cynizm. „To nie jest kraj w trakcie transformacji, ale jakiś rodzaj postmodernistycznej dyktatury” – pisze Brytyjczyk. Cynizm i nieprawdopodobna korupcja, która zjada niemal wszystko. Łącznie z ludźmi z Zachodu, którzy podejmują współpracę z Rosją czy to dla korzyści wynikających z dostępu do wielkiego rynku zbytu czy korzyści własnych. Absolutny cynizm i kult mamony, na którego froncie pozwala się, aby świeciły duginowskie błyskotki o zgniłym Zachodzie oraz święte obrazy. Popatrzmy chociaż co się stało z Londynem, po inwazji utuczonych na kradzieży zasobów rosyjskiego społeczeństwa tzw. nowych ruskich. Te miliardy dolarów i funtów zainwestowane np. w nieruchomości, wzbogaciły wielu brytoli a rosyjscy oligarchowie – schlebiając gustom miejscowych – podnieśli, dzięki swej nieprawdopodobnym fortunom, poziom… angielskiej ligi piłkarskiej.

Słowem, ta Rosja Putina i jego miliarderów, nie przerobi gnijącego Zachodu na obraz pięknej ikony, ale raczej pociągnie za sobą do wielkiej Korupcyjnej Dziury. Nie miejmy złudzeń, że zza polskiej, wschodniej granicy przyjdzie Światło, które przemieni ziemię. Ale Skwieciński nie zadawala się łatwymi receptami, pyta, próbuje drążyć: a może współcześni Duginowie jednak nie są cynikami, może ten zwrot – napasionej miliardami z kradzieży Moskwy jest autentyczny? Niee… znowu Pomerantseva cytat: „Gdy przyjrzeć się choć pobieżnie dotychczasowej karierze tych nowych religijnych patriotów łatwo zauważyć, że jeszcze niedawno byli oddanymi demokratami i liberałami… a jeszcze wcześniej wszyscy byli dobrymi komunistami. I choć ich najnowsze wcielenia są po prostu nowymi rolami w politycznym kabarecie Moskwy (…) Teraz te nowe role należy odgrywać ze śmiertelną powagą. Ich twarze są tak gładkie, a oczy tak puste, że wydaje się, iż złamano ich i odwrócono tak wiele razy, że to już nie polityczna karuzela, lecz ostra paranoja”.

Od siebie dodam, że na końcu jest zawsze naga, rosyjska władza. Dugin trzymany jest na krótkiej smyczy, odebrano mu ostatnio pewne przywileje, żeby od tego mesjanizmu i dostojewszczyzny nie poprzewracało mu się w głowie. Podobnie dzieje się z tymi, którzy tak dzielnie służyli matuszce Rassiji na ukraińskim froncie. Były oficer GRU Girkin sam się wycofał. Popularni wodzowie rebelii w Donbasie jak Motorola i Giwi już wąchają kwiatki od spodu. Wot, rosyjski los, służysz ojczyźnie, wybijesz się za bardzo w popularności a twój układ krążenia przestaje działać i umierasz. Czy to na skutek zawału serca, kuli w czaszkę czy wybuchu samochodu, po prostu zdrowie cię opuszcza na zawsze. To także dobre przypomnienie dla wszystkich, którym marzą się miraże wspólnej z obecną, rosyjską, proputinowską elity, podróży przeciw Zachodowi…

Jeremi Zaborowski