„Brałam każdy rodzaj narkotyku, który wynaleziono. To były bardzo mroczne czasy” – przyznała przed laty Angelina Jolie. Jej biografia roi się od trudnych doświadczeń. Aktorka cierpiała na anoreksję, leczyła depresję i nałogi. Gdy postanowiła wkroczyć na drogę czystości- dostała główną rolę w kultowym filmie „Lara Croft” i jej kariera zaczęła nabierać tempa. Dzisiaj jest jedną z najlepiej opłacanych gwiazd Hollywood. A przy okazji matką sześciorga dzieci. I – do niedawna – szczęśliwą żoną.

Podobną drogę przeszedł Robert Downey Jr. Pochodzący z aktorskiej rodziny, przystojny i charyzmatyczny, nie poradził sobie z pierwszą falą popularności. Gwiazdor wiódł hulaszcze życie, nadużywał alkoholu, wciągał kokainę, wszczynał burdy, zrywał kontrakty zawodowe, aż w końcu zadarł z prawem i został skazany na 16 miesięcy więzienia. Opamiętanie przyszło po roku spędzonym w klinice uzależnień. Robert Downey Jr. odbył pokutę i – z pomocą przyjaciół – wrócił do grania z filmach. Kreacja w „Iron Man’ie” z powrotem wyniosła go na szczyty popularności. Tym razem jednak aktor ze sławą poradził sobie znacznie lepiej.

Życie w blasku reflektorów, uwielbienie tłumów, wielomilionowe kontrakty- czy może być coś lepszego? Przecież właśnie o tym marzy większość początkujących artystów. Jednak początki kariery często bywają przytłaczające. Przekonała się o tym Adele, która cierpiała na chorobliwą nieśmiałość i by dodać sobie kurażu, wychylała drinka lub dwa przed wyjściem na scenę. Po krótkim czasie niewinne przyzwyczajenie zmieniło się w poważny problem. „Raz tak się upiłam, że kiedy wyszłam na scenę, kompletnie zapomniałam słów mojej własnej piosenki. To była najgorsza noc w moim życiu” – wyznała. W 2009 roku Adele postanowiła skończyć z nałogiem. Od tego czasu prowadzi całkiem zdrowy tryb życia, który – jak się okazuje – wcale nie przeszkadza w osiąganiu kolejnych muzycznych szczytów.

„Kiedy byłem młody, myślałem, że alkohol pomaga się zrelaksować, wyzwala i w konsekwencji sprawia, że jesteś lepszym aktorem. Nagle puszczają wszystkie hamulce. Możesz iść na całość. Wielu ludzi w mojej profesji nadal tak uważa. Niestety – bardzo się mylą” – stwierdził Anthony Hopkins. Aktor w latach 70-tych dostał angaż w Teatrze Narodowym w Londynie, który szybko stracił ze względu na problem z alkoholem. „Przez 15 lat chlałem wszystko, co było pod ręką” – zwierzył się w jednej z rozmów. Pewnego dnia Hopkins obudził się za kierownicą swojego samochodu. Nie znał okolicy i nie miał pojęcia jak się tam w ogóle znalazł. „Bywało, że nawalony usypiałem za kierownicą. Myślę, że spokojnie mógłbym wtedy zabić jakiegoś przechodnia”- wspominał. Po jednym z takich incydentów, aktor postanowił wytrzeźwieć na dobre. „Alkohol prawie mnie zabił. Gdybym nie przestał pić, leżałbym teraz gdzieś w Meksyku. Przy dobrych wiatrach – w jakimś rynsztoku, przy złych – w ziemi pod kaktusami”. Dzisiaj gwiazdor ma 79 lat, z czego 41 spędzonych w absolutnej trzeźwości.

Sukces potrafi być zabójczy. Szczególnie dla młodocianych gwiazdek, które nie potrafią radzić sobie z popularnością. Jednym z przykładów jest Drew Barrymore. Aktorka została alkoholiczką w wieku… 13 lat! Jej droga do trzeźwości była długa i wyboista. Zapytana o to, jak pokonała słabości, odpowiedziała: „Czasami życie rzuca cię na kolana. Czyż nie jest to najodpowiedniejsza pozycja do modlitwy?”

Podobną historię przeżył Daniel Radcliffe. Sukces sagi o „Harry’m Potterze” właściwie uniemożliwił mu normalne dorastanie. Podczas kręcenia jednego z ostatnich tomów przygód ulubieńca milionów dzieci (i dorosłych) na całym świecie, aktor często pojawiał się na planie w stanie wskazującym na spożycie. W 2015 roku przyznał, że jest uzależniony: „Kiedy piłem, stawałem się zupełnie inną osobą. Czasami budziłem się rano w obcym mieszkaniu, nie pamiętając kompletnie, jak się tam znalazłem. Miałem wiele załamań nerwowych, kryzysów, które sprawiały, że piłem coraz więcej. Aż pewnego dnia, poszedłem na spacer, który trwał pięć godzin. Podczas tego czasu nie poczułem ani razu chęci, by się napić. Wtedy zdałem sobie sprawę, że potrzebuję świeżego powietrza, bliskiego kontaktu z naturą. I sportu! Od tamtej pory codziennie znajduję czas, by zadbać o swoje zdrowie. Przestałem pić” – zapewniał.

Jedną z upadłych – i narodzonych na nowo – gwiazdek jest Britney Spears. Amerykańska wokalistka zaczynała od śpiewania w chórkach, potem wystąpiła w programie telewizyjnym, by w końcu rozpocząć solową karierę. W trzy lata nagrała trzy świetnie sprzedające się albumy i zrobiła światową karierę. Niestety, urocza blondynka nie miała szczęścia w życiu osobistym i bardzo szybko stała się bohaterką skandali. Narkotyki, alkohol, przemoc, w końcu odebranie praw rodzicielskich. Osobą, która okazała się najbardziej pomocna, był ojciec wokalistki. Wraz ze wsparciem rodziny Britney udało się wyjść na prostą. Odzyskała dzieci i wróciła na scenę.

A na naszym polskim podwórku? Niewielu artystów mówi wprost o pułapce jaką jest sukces w bardzo młodym wieku, dlatego głos Krzysztofa Antkowiaka jest bardzo ważny. Piosenkarz zdobył popularność w wieku 15 lat za sprawą piosenki „Zakazany owoc”. Dzisiaj, po niemal trzydziestu latach od swojego debiutu w Opolu, opowiada o tym, że nie radził sobie z popularnością. „Byłem zniewolony nałogami. Najgorszy był hazard, ciężko się z niego wydostać. Zaczęło się w USA. To było 12 lat temu. Wziąłem sto dolarów, poszedłem do kasyna. Zacząłem wygrywać, zapomniałem o świecie” – mówił. „Były ciężkie momenty jeśli chodzi o alkohol, niedziela nie istniała, niedziela była przeleżana. Hazard był gorszy niż alkohol. Chodziłem na terapie grupowe, ale nie przynosiły efektów. Narzeczona namówiła mnie, żebym poszedł do kościoła. Poszedłem i nagle poczułem, że spływa na mnie energia. Pomodliłem się, żeby duch święty zabrał ode mnie nałogi i to się stało, obudziłem się nowym człowiekiem” – przekonuje. Zapytany o to, co poradziłby młodym artystom, odpowiedział: „Znajdźcie dobrego terapeutę. Musicie mieć kogoś, kto będzie was chronił, żebyście nigdy nie odlecieli”.

 

Weronika Kwiatkowska