Michał Kondrat. Foto: archiwum

Michał Kondrat. Foto: archiwum

Z Michałem Kondratem, reżyserem i producentem, o pracy nad filmem „Dwie korony”, przekraczaniu granic, aktorskiej obsadzie i planach na przyszłość rozmawia Katarzyna Ziółkowska.

– „Dwie korony” to pierwszy film ukazujący nieznane dotąd fakty z życia o. Maksymiliana Kolbe, począwszy od jego dzieciństwa, aż do heroicznej decyzji o oddaniu życia za współwięźnia w Auschwitz. Czego nowego dowiemy się o ojcu Kolbe?

-„Dwie korony” to pierwszy film ukazujący niemal całe życie ojca Maksymiliana. Większość z nas zna go głównie jako męczennika z obozu koncentracyjnego, który oddał życie za drugiego człowieka. Natomiast w filmie „Dwie Korony” ukazujemy fenomen jego życia już od momentu, kiedy miał około dziewięciu lat i objawiła mu się Matka Boża, ofiarowując dwie korony: jedną symbolizującą czystość, drugą męczeństwo. Powiedziała mu wówczas, żeby wybrał jedną z nich, a on poprosił o obie i potem obie wypełniają się w jego życiu. Podczas tego ukazania się Matka Boża przeniknęła jego osobę, dała mu siłę, uzdatniła go do robienia rzeczy, które innym wydawały się nieosiągalne, a on powierzył jej swoje życie. I tak ojciec Maksymilian Maria Kolbe po kolei przekraczał granice, które dla innych były nie do pokonania. W 1917 roku w Rzymie założył Międzynarodowe Stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej, które w tym roku w październiku obchodzi swoje stulecie. Ponadto w tym samym roku będąc w Rzymie w naukowym piśmie włoskim opublikował projekt etereoplanu, czyli pojazdu do przemieszczania się międzyplanetarnego. Opisał jak będzie działał, jak będzie napędzany, przewidział, że kosmonauci będą w stanie nieważkości, opracował dla nich specjalną dietę. Dzisiaj naukowcy mówią, że to niebywałe, że tylko wielki wizjoner jest w stanie coś takiego wymyśleć i z takimi szczegółami to opisać. My w filmie ten pojazd „ożywiliśmy”, zlecając najlepszym grafikom, by go zanimowali, żeby pokazać jakby wyglądał w rzeczywistości.

Po powrocie do Polski w 1919 roku, pod Warszawą w Niepokalanowie, ojciec Kolbe założył największy klasztor na świecie, który liczył prawie 800 braci. Mieli oni w nim wszystko, włącznie z własną strażą pożarną, szpitalem, piekarnią, szewcem, krawcem – co było na tamte czasy fenomenem. Prowadził też ewangelizację poprzez działalność wydawniczą. Wydawał 60 milionów egzemplarzy pism rocznie, z czego samego „Rycerza Niepokalanej” wydawał 12 milionów rocznie, czyli milion miesięcznie. To już pokazuje potężną skalę na jaką działał. Oprócz tekstów ewangelizacyjnych pisał też tzw. nowinki ze świata, czyi tak naprawdę kreował trendy w Polsce, wyprzedzał swoją epokę.

Sukcesy odniesione w Polsce nie zadowoliły zakonnika. Chcąc zdobyć cały świat dla Niepokalanej wyjechał w 1930 roku na misje do Chin, a potem do Japonii. Wyjechał nie mając pieniędzy, nie znając języka, a już po miesiącu wydawał pismo „Rycerz Niepokalanej” w języku japońskim. Pierwszy jego nakład miał 10,000 egzemplarzy, następnie doszedł do 60,000 egzemplarzy – pismo wydawane jest do dnia dzisiejszego. W 1936 roku zakonnik wrócił do Polski, gdzie zastała go wojna. Niemcy zdawali sobie sprawę ze skali jego działalności, tego jak była poważna. To przez nią był dla nich zagrożeniem i dlatego postanowili go wyeliminować. Został aresztowany przez gestapo; był przesłuchiwany na Pawiaku. 28 maja 1941 roku ojciec Maksymilian Kolbe trafił do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, gdzie oddał życie za innego więźnia.

– Czy podczas pracy nad filmem spotkałeś osoby albo trafiłeś na dokumenty, które w szczególny sposób przybliżyły ci tak ważne w życiu ojca Kolbe były czystość i męczeństwo?
– Mamy w filmie rozmowę z Kazimierzem Piechowskim, który jest słynnym uciekinierem z Auschwitz, (to była najbardziej brawurowa ucieczka w historii tego obozu, kiedy to Piechowski, wraz z trzema kolegami kradnąc mundury niemieckich oficerów uciekają główną bramą wyjeżdżając samochodem komendanta obozu). Kazimierz Piechowski mówi nam w filmie, że tak naprawdę nigdy ta ucieczka, by nie doszła do skutku gdyby nie fakt, że spotkał ojca Maksymiliana w momencie, kiedy był już na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego, do tego stopnia, że był gotów odebrać sobie życie. Kiedy spotkał ojca Kolbe ten zapytał go: „Jak tam?”, Kazimierz Piechowski odpowiedział, że jest bardzo źle, a ojciec Maksymilian szturchnął go w ramię i patrząc mu w oczy rzekł: „Pamiętaj, tylko nadzieja!”. Kazimierz Piechowski opowiadając o tamtym momencie podkreśla, że właśnie wtedy odrodził się w nim duch i nadzieja i ta nadzieja towarzyszyła mu przez niemal rok, wtedy to m.in. dokonał brawurowej ucieczki, a słowa, które wówczas usłyszał od ojca Kolbe przemieniły go i ukierunkowały duchowo na całe życie. To także jest dowodem na to, że ojciec Maksymilian Maria Kolbe był świętym, a jego słowa mówione z mocą potrafiły zmieniać ludzkie życie.

– Twój film nie jest pierwszym o ojcu Kolbe. Znany jest film Krzysztofa Zanussiego „Życie za życie. Maksymilian Kolbe”. Dlaczego akurat teraz zdecydowałeś się podjąć ten temat?
– Uważam, że jego postać jest fenomenalna i ubolewam nad tym, że nikt do tej pory nie zdecydował się na to, żeby sfilmować całe jego niezwykłe życie. Uważam, że przekazywanie tylko samego wątku, który miał miejsce w Auschwitz jest niewystarczające. Ojciec Maksymilian Kolbe zasługuje na to, żeby świat poznał całą historię jego życia, która jest gotowym scenariuszem na film. Cieszę się, że udało mi się podjąć tę tematykę i zrealizować projekt do końca. Cieszę się, że udało mi się namówić świetnych polskich aktorów: Adama Woronowicza, Cezarego Pazurę, Macieja Musiała, Artura Barcisia, Pawła Deląga, Antoniego Pawlickiego, Dominikę Figurską, Sławomira Orzechowskiego, Marcina Kwaśnego, Tadeusza Chudeckiego i Mateusza Pawłowskiego. Zaangażowanie tej wspaniałej obsady w widoczny sposób przekłada się na jakość filmu, bo jeśli jest dobry aktor, dobrze odgrywa konkretne sceny to lepszy też jest ich odbiór dla widza. Chcę, aby ten film był też pewnego rodzaju ucztą nie tylko duchową, ale kinematograficzną dla widzów. Nawet jeśli ktoś niekoniecznie jest osobą wierzącą to doceni samą historię, która mam nadzieję, jest ukazana w sposób interesujący.

– Adam Woronowicz podkreślił, że film „Dwie Korony” ma być m.in. „krzykiem, żeby to już nigdy więcej nie miało miejsca, nigdzie”. Cezary Pazura zaś mówiąc o filmie podkreślił: „Mamy w naszym kraju postaci, które wyznaczają kierunki, które są wzorcem, drogowskazem w życiu. Naszym obowiązkiem jest te postaci przybliżać kolejnym pokoleniom”. Czym dla ciebie były „Dwie Korony”?
– Dla mnie ten film był wielkim wyzwaniem, ponieważ realizowałem go prawie dwa lata w trzech krajach: w Japonii, we Włoszech i w Polsce. Składało się na to wiele czynników: praca nad scenografią i zdjęciami, współpraca z aktorami, muzyka. Na pewno ogromnym wyzwaniem była zbiórka pieniędzy. Dwa razy prawie splajtowaliśmy i nagle pieniądze pojawiały się niemalże z nieba: dwóch koproducentów i sponsorzy, którzy nam ten film pomogli sfinansować. Zależało nam na tym, żeby film był najlepszej jakości, żeby był nagrywany zaawansowanym sprzętem z najlepszymi ludźmi. Wierzę, że to dzięki pomocy z góry udało nam się film zrealizować bez jakiś większych pauz. Mamy w filmie przepiękną muzykę, skomponowaną przez Roberta Jansona, nagraną przez pięćdziesięciu muzyków w najlepszych polskich studiach. Obecnie przygotowujemy się do wydania soundtracku tego filmu, który – już w tej chwili wiadomo – będzie platynową płytą. W przedsprzedaży mamy zamówione kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy.

Osobiście dzięki filmowi „Dwie korony” zyskałem coś co zawdzięczam ojcu Maksymilianowi. Nauczył mnie tego, że ufając Bogu jesteśmy w stanie przekraczać granice i czynić wszystko na chwałę Bożą.

– Dwie korony rozgrywają się na dwóch płaszczyznach: fabularnej i dokumentalnej.
– Zdjęcia dokumentalne były realizowane głównie za granicą, we Włoszech i Japonii, ale też w Polsce. Staraliśmy się pomiędzy obiema płaszczyznami zachować te same proporcje 50/50. Dzięki temu udało się nam stworzyć coś, co widzów zaciekawia i lekko się ten film ogląda. Pokazaliśmy też humorystyczne sytuacje z życia ojca Kolbe, co różni nasz film od filmu Krzysztofa Zanussiego i sprawia, że jest to film optymistyczny. Sam moment śmierci ojca Maksymiliana to uwieńczenie jego życia i jak to podkreślają dokumentaliści, nie była to porażka tylko potężne zwycięstwo. Niemcy byli kompletnie położeni na łopatki. Po tym, co zrobił ojciec Maksymilian Maria Kolbe nigdy więcej nie zastosowali kary, którą zastosowali w stosunku do niego, ponieważ poczuli się upokorzeni tym, co zrobił. Nie chodziło tu tylko o to, że oddał życie za drugiego człowieka, ale że stworzył w celi wspólnotę i ci wszyscy ludzie umierali godnie, śpiewając psalmy i modląc się z uśmiechem na twarzy. Zakonnik pokazał wielkość człowieka tym, którzy zatracili poczucie człowieczeństwa.

– Premiera światowa filmu miała miejsce 22 maja na Marche du Film podczas 70. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Premiera w Stanach Zjednoczonych była 12 września, premiera w Polsce dopiero 13 października. Czy promocja filmu najpierw poza granicami kraju to działanie zamierzone?
– Premiera w Stanach jest pierwszym biletowanym pokazem publicznym. 26 września, będzie pokaz filmu w Watykanie dla kardynałów i ambasadorów z całego świata, a następnie tak jak wspomniałaś Polska. Mamy już w tej chwili ponad 150 kin umówionych premierowo, a potem będzie go grało ponad 300 kin w Polsce. Odpowiadając na pytanie czy promocja filmu na świecie, a potem w Polsce była celem zamierzonym – tak. Relacja z pokazu w Watykanie będzie emitowana na świat i zostanie wysłana do 140 krajów. Chodziło nam o to, żeby jak najbardziej spopularyzować postać ojca Kolbe, bo chcemy, żeby poznał go cały świat.

– Wspomniałeś, że w filmie znajdują się także sceny zabawne. Czy to znaczy, że mogą na niego przychodzić całe rodziny?

– Zdecydowanie tak, dorośli, młodzież i dzieci. Mamy nawet patronat Ministerstwa Edukacji oraz rekomendację Ministerstwa Spraw Zagranicznych jako promocję wielkiego Polaka za granicą.

– Od lat prowadzisz firmę KONDRAT-MEDIA, zajmującą się produkcją i dystrybucją filmów. Twój pierwszy film, którego byłeś reżyserem – „Jak pokonać Szatana” zdobył w maju 2014 Grand Prix XXIX Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Niepokalanowie. Kolejnym filmem był „Matteo”, do którego muzykę napisał Michał Lorenc. Byłeś też dystrybutorem filmu „Pilecki”, o jednym z największych bohaterów narodowych. Udzielałeś do niego konsultacji reżyserskich, a także odpowiadałeś za część postprodukcji.
– Byłem też dystrybutorem filmu „Wyklęty” i „Zerwany kłos”. Film „Dwie korony” jest największą produkcją i przedsięwzięciem w moim życiu. Uważam, że życie jest krótkie i warto podejmować tematy, które coś wnoszą i są w stanie zmienić życie innych ludzi. Ważne jest też by dawać ludziom nadzieję, żeby czuli się silniejsi i mieli dobre wzorce, dlatego podejmuję taką tematykę filmów.

– Plany na kolejny film?
– Przygotowuję film o św. Faustynie, który będzie w całości zrealizowany w języku angielskim z amerykańskimi aktorami. Barbara Nicolosi, jedna z najlepszych scenarzystek na świecie, polecona przez Mela Gibsona, będzie pisała do niego scenariusz i chcemy, żeby była to produkcja dystrybuowana na całym świecie.

– Zanim jednak to nastąpi zapraszamy wszystkich na film „Dwie korony” w Nowym Jorku. Kolejne seanse to 16, 17, 23 i 24 września w kinie Anthology Film Archives na Manhattanie i kinie Noir na Brooklynie i w New Jersey. Na premierze i trzech kolejnych z pokazach, widzowie będą mogli spotkać się z Tobą osobiście 16 i 17 września. Więcej info o pokazach na stronie www.kondrat-media.pl.

 

Rozmawiała: Katarzyna Ziółkowska