A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!” Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. On rzekł: „Przynieście Mi je tutaj”. Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Mt 14, 15-21

Z Nowojorskim Klubem Podróżnika przemierzamy afrykańskie drogi i bezdroża. Spotykamy lwy, słonie, antylopy, nosorożce, zebry, żyrafy, komary gotowe dzielić się z nami malarią i wszelkiego innego rodzaju większe i mniejsze boskie stworzenia. To z myślą o nich zabraliśmy dobre aparaty fotograficzne, lornetki, kamery do filmowania. Jednak wydaje mi się, że nie mniej ważne, a może bardziej ważne są spotkania z biednymi, przymierającymi nieraz głodem mieszkańcami tej ziemi. Te spotkania otwierają i napełniają nasze umysły i serca mądrością, która czyni nasze życie pełniejszym i bogatszym. Uczą nas bowiem wdzięczności za dary jakie posiadamy, uczą nas solidarności z tymi, którzy nie mieli szczęścia urodzić się w miejscu, gdzie my żyjemy, gdzie chleba mamy pod dostatkiem. Pełniej rozumiemy słowa Jezusa: „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”.

Podziwiając piękno afrykańskiej przyrody czekamy na spotkanie z Siostrą Rut, która w Tanzanii, ratując dzieci od śmierci głodowej buduje dla nich sierociniec. Będzie to szczególnie ekscytujące pierwsze spotkanie dzieci z Tanzanii i ich adoptowanych rodziców, którzy są w naszej grupie podróżniczej. Dzieci, jak informuje nas Siostra Rut tęsknią za tym spotkaniem. Modlą się za swoich adoptowanych rodziców, powtarzają, że ich kochają, malują ich portrety i czekają na rozmowę przez Skype. Sam jestem podekscytowany myślą o tym spotkaniu. Będzie tam także mały Fredek, dla którego w domu zabrakło pożywienia i jako najmłodszy „najmniej wartościowy” został wyrzucony i jako dwulatek błąkał się po afrykańskich bezdrożach. Ocalał, bo siostra Rut była szybsza od śmierci.

Spotykając najbiedniejszych wracam myślą do nowojorskiej rozmowy. Jedna z pań, słysząc o akcji charytatywnej Wspólnoty Dobrego Samarytanina rzecz godujących dzieci w Afryce powiedziała: „Po co to pomagać dzieciom w Tanzanii, przecież w Polsce jest tak wiele dzieci w potrzebie. Nimi trzeba się zająć”. Byłem zaskoczony taka postawą, ale starałem się ją zrozumieć. Aby ogarnąć ten problem w skali światowej i zrozumieć różnicę między sytuacją dzieci w Polsce a dzieci w Tanzanii trzeba mieć pewną wiedzę oraz predyspozycje intelektualne. A te predyspozycje często nie zależą od nas samych, ale od nas zależy otwartość naszego serca na te problemy. W Polsce dzieci nie umierają z głodu, a jeśli można mówić o głodzie, to w takim sensie jak odpowiedziało amerykańskie dziecko na pytanie co to jest głód: „Głód jest wtedy, gdy mama zrobi mi kanapkę z szynką, której nie lubię”. W Tanzanii dzieci umierają z głodu. W Polsce każde dziecko ma zapewnioną opiekę medyczną, a jeśli rodzice szukają pomocy lekarskiej poza granicami Polski, to dlatego, że chcą zrobić dla swego dziecka wszystko, ale to wcale nie znaczy, że w Polsce miałoby gorszą opiekę, chociaż i tak czasami bywa. Czy ktoś z nas widział w Polsce, aby trzyletnie dziecko, porzucone przez rodziców błąkało się po ulicach i przymierało głodem? Wydaje mi się, że są to sprawy tak oczywiste, że rodzi się podejrzenie, że osoby z takimi przekonaniami szukają „eleganckiego” wykrętu od wszelkiej pomocy dla biednych. Potwierdzeniem tego może być pytanie jakie postawiłem tej kobiecie: „To w takim razie ilu biednym dzieciom w Polsce pomogła pani?”. Odpowiedzią na to pytanie było milczenie.

Spójrzmy na powyższe wydarzenia przez pryzmat Ewangelii na dzisiejszą niedzielę. Za Jezusem ciągnęły tłumy, bo On ich karmił chlebem, o którym mówi prorok Izajasz w pierwszym czytaniu: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw”. Prorok Izajasz zapowiada przyjście Mesjasza i Królestwa Bożego. Mesjasz przyszedł w Jezusie Chrystusie, który gościł Królestwo Boże. Zasłuchane tłumy szły za Nim, nie zaważając na fizyczne pragnienie i głód. Ich fizyczne utrudzenie zauważył sam Chrystus i rozmnożył dla głodnych chleb i ryby. Jakby chciał ich przekonać o prawdziwości swoich słów: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”. Apostołowie chcieli odesłać głodnych: „Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Jezus wiedział co ma robić, ale niejako przy okazji chciał dać jeszcze jedną lekcję swoim uczniom, mówiąc do nich: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!”. Apostołowie mają tylko pięć chlebów i dwie ryby. Chrystus nie zważa na to, ale swoim czynem chce im powierzyć: Jeśli wydaje się wam, że macie za mało, aby czynić dobrze, to powierzcie Mnie te dobra, a Ja je rozmnożę. Na oczach tłumu dokonał pomnożenia dobra; rozmnożył chleb i ryby: „Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci”.

Gdy stajemy wobec potrzebującego człowieka Chrystus mówi do nas, jak do swoich uczniów: „Wy dajcie im jeść”. Nasza odpowiedź na to polecenie czasami przybiera formę dzielenia się chlebem powszednim, ale nie mniej ważny, a może ważniejszy jest chleb duchowy, bo najgłębsze pragnienia człowieka taki mają wymiar. Pragniemy wieczności, doskonałej miłości, sprawiedliwości, pokoju. Pełnię spełnienia tych pragnień odnajdujemy w Chrystusie, który pozostał z nami w Eucharystii, a którą zapowiada cud rozmnożenia chleba. Zanim jednak Jezus rozmnoży chleb, spogląda w niebo, zwraca się do Ojca w modlitwie błogosławieństwa i dziękczynienia. Z wdzięcznością, z dziękczynieniem kojarzy się zwykle sytuacja dostatku, obfitości darów, zadowolenia. Jezus dziękuje Ojcu w sytuacji, gdy brakuje chleba powszedniego, a tłumy doświadczają głodu fizycznego. Dziękuje za kiełkujące w ludzkich sercach ziarno Bożego Królestwa. A gdy zapanuje w nas Królestwo Boże, to wszystko inne będzie nam „dodane”, nawet chleb powszedni, którego symbolem i zapowiedzią jest cud rozmnożenia chleba. Do udziału w cudzie rozmnożenia chleba Chrystus zaprasza każdego z nas.

Na zakończenie wróćmy do miejscowości Tabgha nad jeziorem Galilejskim, gdzie dokonał się cud rozmnożenia. Stoi tam kościół Rozmnożenia Chleba, w którym przy ołtarzu znajduje się fragment bizantyjskiej mozaiki z V wieku. Przedstawia ona kosz z chlebem i rybami. Jednak w przeciwieństwie do relacji Ewangelistów, artysta umieścił w koszu nie pięć, ale cztery chleby. „Piąty chleb” to Hostia, chleb który każdego dnia staje się na ołtarzu Ciałem Chrystusa, który jest pokarmem na naszej drodze ku wieczności. Gdy spożywamy ten chleb, to on nas przemienia miłością zjednoczenia z Chrystusem. „Piąty chleb” to również symbol każdego, kto żyje i trwa zjednoczony w miłości z Jezusem. Czy tak jest w naszym życiu? Pomocą w odpowiedzi na to pytanie mogą być pytania pomocnicze: Czy współczuję ludziom, którzy cierpią, ludziom z marginesu, będącym w nędzy duchowej czy nędzy materialnej? Czy umiem dziękować za dary jakie otrzymałem i dzielić się nimi z potrzebującymi? Czy zamiast wdzięczności, ciągle narzekam? Czy jestem „Piątym chlebem” dla głodującego świata?

Ks. Ryszard Koper