Pochodzenie „Biczowania” jest tajemnicze, jak sam obraz.

Czy della Francesca wykonał dzieło podczas pobytu na dworze księcia Federigo? Może na zamówienie katedry w Urbino, gdzie po 300 latach zanotowano jego obecność w zakrystii? Albo też namalował go gdzieś indziej, a w Urbino obraz znalazł się później jako darowizna, zakup albo inną jeszcze drogą? Czy to ważne?

Tak, bo jeśli Piero namalował go na dworze księcia da Montefeltro, to tematycznie dzieło powinno być z osobą i dworem kondotiera jakoś związane. Tym samym oryginalna identyfikacja malowidła jako portretu trzech pierwszych władców Urbino, może być trafna.

Niestety, zakwestionowano ją jeszcze w XIX wieku. Choć obraz jest mocno zniszczony, jednak jedynie osoba z prawej strony wygląda jak Federigo; młodzieniec w środku, bosonogi, w greckiej tunice, podobnie jak postać z lewej nie przypominają wyglądem rzekomych pierwowzorów.

Według nowszej interpretacji „Biczowania”, portret przedstawia Oddantonia (w środku) w otoczeniu dwóch „doradców” nasłanych przez Sigismundo Malatestę, których poczynania sprowokowały potrójne zabójstwo w Urbino. Ich śmierć została upamiętniona i porównana do niewinnej krwi przelanej przez Jezusa, co przedstawiono na tylnym planie.

Bardzo wątpliwe wyjaśnienie. Żałoba Federigo po śmierci przyrodniego brata nie była zbyt głęboka, przynajmniej nie na tyle, aby gwałtowny zgon tej trójki upamiętniać na obrazie wziętego malarza. Był starszy, a jednak nie otrzymał księstwa po ojcu z uwagi na „niewłaściwe” pochodzenie. Z „nieprawego łoża”. Żywił urazę do Oddantonia i tylko czekał na szansę przejęcia władzy. Uważał się za bardziej predysponowanego do rządzenia miastem, zrujnowanym w okresie krótkich porządków młodszego przyrodniego brata. A ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, iż przyczynił się do spisku i zamordowania panującego księcia, więc zamówienie później obrazu upamiętniającego swą zbrodnię, byłoby nadmierną hipokryzją, nawet jak na tak cynicznego i obłudnego kondotiera, jakim był trzeci książę Urbino.

Dociekań, wyjaśnień i przypuszczeń na temat komunikowanego sensu „Biczowania” jest mnóstwo. Przytoczę może tylko dwiea-trzy z wielu, a na koniec podam własną interpretację. Nie jest ona moim osobistym osiągnięciem, nieoczekiwanym wglądem w znaczenie dzieła della Franceski, ale wybranym – jedną z wielu interpretacji, może z niewielkimi modyfikacjami. Wydaje mi się najbardziej prawdopodobna, zgodna z głównym wątkiem malarstwa Piero. A jest nim troska o jedność chrześcijaństwa, niepokój, oburzenie zgoła, z powodu rozłamu i świeżej pamięci niedawno zażegnanego kryzysu instytucji rzymskiego papieża i antypapieża, o pojednanie wschodniego i zachodniego Kościoła, głęboki szok z powodu nieuchronnego upadku Konstantynopola, ostatniego bastionu wschodniego odłamu religii powszechnej.

Punktem wyjścia częstych interpretacji enigmatycznego obrazu jest napis, który podobno znajdował się na ramie dzieła; później słowa te wytarto. Był to cytat z Psalmu 2: „powstają królowie ziemscy i książęta radzą społem przeciw Panu i Pomazańcowi Jego” (tłum. Czesław Miłosz). Psalm ów cytowany jest w Dziejach Apostolskich: „Podnieśli głowy królowie ziemscy i książęta zeszli się razem przeciw Panu i przeciw Jego Pomazańcowi. Rzeczywiście bowiem Herod i Poncjusz Piłat, i poganie, i ludzie pokoleń Izraela zeszli się razem (…) przeciw Świętemu Słudze Twemu…” (Dz A. 4: 27).

Ponieważ Piero raczej kierował się słowami Nowego Testamentu, niż wypowiedzią psalmisty, zatem zgodnie z tym wyjaśnieniem obraz przedstawiałby Piłata, siedzącego na tronie po lewej stronie; Heroda – mężczyznę w turbanie odwróconego tyłem, a na pierwszym planie – od lewej – zwykłego człowieka, żołnierza i Józefa z Arymatei. Byłaby to więc scena quasi-biblijna zmowy wrogów chrystusowej (katolickiej) religii z prawym Józefem między nimi.

Wyjaśnienie o tyle prawdopodobne, że wielu wcześniejszych artystów podobnie przedstawiało scenę biczowania, także podług „wskazówek” Dziejów Apostolskich. Dzieło Piera byłoby tedy w miarę standardowym obrazem, zgodnie z tradycją ilustrowania męki Jezusa, także według inspiracji z Ewangelii św. Jana: „Żydzi sami nie weszli jednak do pretorium, aby się nie skalać przed spożywaniem Paschy” (J: 18-28).

Oglądam obrazy z epoki przedstawiające sąd nad Jezusem. Stłoczone grupy ludzi (członków Sanhedrynu?) świadkują scenie biczowania – z dala, za balustradą, stoją na zewnątrz, przyglądają się ciekawie, bądź obojętnie. Jeśli w ten sposób spojrzymy na obraz della Franceski, to nie ma w nim niczego, co by scenę tę różniło od podobnych wizerunków – katowaniu Jezusa towarzyszy obojętność świadków. Na przednim planie stoją postaci beznamiętne, bezduszne wobec tego, co się dzieje we wnętrzu. Obojętni tak wtedy, jak i dzisiaj w dniach ruiny chrześcijaństwa wschodniego. Namalowane osoby znajdują się na ulicy współczesnego malarzowi miasta włoskiego. I dzisiaj, powiada Piero, ludzie reagują na mękę Pańską tak samo oschle, ozięble, jak przed wiekami. Stają się mniej religijni, bardziej przywiązani do codziennych, ziemskich spraw.

A co z postaciami przedniego planu? Tego rodzaju interpretacja wydaje się wyjątkowo dowolna: ani nie wiadomo skąd nieoczekiwanie pojawił się ów Józef, który pochował ciało Jezusa po śmierci, ani młodzieniec w środku nie przypomina żołnierza jakiejkolwiek formacji.

Czesław Karkowski