Jezus opowiedział tłumom taką przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją”.

Mt 13, 44-46

 

Wakacje w pełni. Odpoczywamy gdzie się da, w pensjonatach, domkach letniskowych lub włóczymy się po świecie, tak jak ja to czynię z Nowojorskim Klubem Podróżnika. W kenijskich i tanzańskich parkach narodowych czeka nas safari i podglądanie bogatej fauny i flory. Nieco później zanurzymy się starożytnej historii i niespotykanym pięknie bałkańskiej ziemi. Tam też odwiedzimy „konfesjonał świata”, tak bowiem nazywane jest Medugorje, miejsce objawień Matki Bożej, gdzie najwięcej ludzi przystępuje do sakramentu pojednania.

Wielu z nas latem rozkoszuje się pięknem ojczystej ziemi. Zapewne przejeżdżając przez miasta odwiedzać będziemy różne restauracje. Do jednej z nich nie mamy szans się dostać, bowiem miejsce w niej trzeba rezerwować kilka miesięcy wcześniej. Jest to restauracja Atelier Amaro w Warszawie. A to zasługa Wojciecha Modesta Amaro, jej założycielela i szefa. Restauracja ta w roku 2013, jako pierwsza w Polsce została oznaczona trzema gwiazdkami Michelina. W branży kulinarnej to wyróżnienie porównywane jest do nagrody Nobla lub Oscarów. Wojciech jest autorem dwóch książek: „Natura kuchni polskiej” oraz „Kuchnia polska XXI wieku”, która w 2010 otrzymała nagrodę Grand Prix w kategorii literatura kulinarna na Międzynarodowej Akademii Gastronomicznej w Paryżu.

W latach 2013–2016 Amaro był przewodniczącym jury kulinarnego reality show Top Chef w telewizji Polsat. Był gospodarzem programu Hell’s Kitchen. Należy on do polskich celebrytów branży kulinarnej.

Powyższe słowa mogą wyglądać na kryptoreklamę. Nic z tych rzeczy. Chciałem zwrócić uwagę na inny aspekt tej historii. Jest on ukazany w wywiadzie pod tytułem „Bóg ma coś dla mnie lepszego” na portalu styl. pl oraz w książce Katarzyny Olubińskiej „Bóg w wielkim mieście”. Wojciech Modest Amaro mówi o swoim spotkaniu z Bogiem: „Spotkałem Boga na samym szczycie kariery. Wszystko szło dobrze, kariera toczyła się rewelacyjnie, mam wspaniałą żonę i dzieci. Zbudowaliśmy dom naszych marzeń i ciężką pracą doszliśmy do wielu rzeczy, o które zabiegaliśmy przez długie lata. Można powiedzieć, że ziściły się nasze marzenia. Nagle w tym wszystkim pojawiła się jakaś pustka, krzyk rozpaczy i pytanie: ‘Co dalej?’ Zastanawialiśmy się z żoną, co miałoby być tym następnym krokiem, celem, motywem działania. Co jest sensem życia? Nie umiałem odpowiedzieć sobie na pytania, co dalej, i jakoś mnie to zaczęło napawać lękiem. Zwróciłem się po odpowiedź do Boga i ta odpowiedź przyszła. (…). Ta pustka polegała na tym, że w życiu, które powinno być zbudowane na systemie wartości, a najważniejsza wartość, czyli życie z Panem Bogiem, gdzieś nam się zagubiła. Bóg był przestawiany w tej drabince na jakiś niższy szczebel. Mówię tu o pierwszym przykazaniu, żeby to Bóg był zawsze na pierwszym miejscu”.

O swoim spotkaniu z Chrystusem Amaro powiedział: „Przyszedł jak do rybaków i powiedział: ‘Przestań się już tym zajmować. Pójdziesz za Mną”. Przyszedł do mnie i mówił poprzez ludzi, poprzez zdarzenia, poprzez Pismo Święte i tak bezpośrednio również do mojego serca. To był najpiękniejszy głos i najpiękniejsze powołanie w moim życiu, więc za Nim poszedłem. Wielu ludzi nie może w to uwierzyć, ale tak właśnie było. Nie było we mnie wahania. Wiedziałem, że to jest ten brakujący element. Wszystko inne już przecież wcześniej miałem – nie było pełni”. To spotkanie z Chrystusem zaowocowało zmianami w życiu: „Zrezygnowałem z jednego programu telewizyjnego, bo stał w sprzeczności z moim sumieniem. Teraz przygotowuję się do rzeczy o dużo większym znaczeniu, które będę musiał wykonywać. Będę musiał – celowo używam tego sformułowania, ponieważ chcę świadczyć nie tylko słowami, ale też tym, jak żyję. Chcę przekuć to, co poczułem, w działanie. Chciałbym, żeby to, nad czym razem z żoną pracuję, było inspiracją i pomocą dla innych ludzi”.

Patrząc na tę historię przez pryzmat Ewangelii możemy powiedzieć, że Wojciech Amaro odnalazł najważniejszy skarb w życiu. Tak jak odnalazł go św. Mateusz, autor dzisiejszej Ewangelii, w której odnajdujemy przypowieść o odnalezionym skarbie. Mateusz był Galilejczykiem, który pobierał cło i podatki w Kafarnaum, jednym z większych handlowych miasteczek nad jeziorem Genezaret. Chrystus powołał Mateusza po cudownym uzdrowieniu paralityka, którego przyjaciele, z powodu tłumu spuścili przed Jezusa przez otwór, który zrobili w dachu. O tym cudzie musiał dowiedzieć się Mateusz, który należał do zamożniejszych ludzi w mieście. Funkcja celnika, którą pełnił była bardzo intratna, chociaż znienawidzona przez Żydów, ponieważ podatki były ściągane dla rzymskiego okupanta. Celnicy byli uważani za grzeszników. Na wezwanie Chrystusa Mateusz zostawił wszystko i poszedł za Nim. Nawrócony, zaprosił do swego domu Jezusa, Jego uczniów, przyjaciół celników i współpracowników. W czasie uczty faryzeusze zarzucili Chrystusowi, że przestaje z celnikami i grzesznikami, na co Chrystus im odpowiedział, że chorzy bardziej potrzebują lekarza niż zdrowi. Odtąd Mateusz pozostał już w gronie Dwunastu Apostołów. Tradycja mówi, że Ewangelista został przebity mieczem podczas sprawowania Eucharystii.

Gdy Mateusz spotkał Jezusa pozostawił wszystko i poszedł za Nim. Odnalazł w Chrystusie prawdziwy skarb. W naszym życiu najczęściej przybiera to trochę inną formę, taką jak w życiu Wojciecha. Nie musimy wszystkiego zostawiać, gdy odkryjemy, że Chrystus jest dla nas największym skarbem. Wystarczy przesączyć się Chrystusem. Nie musimy zostawiać dóbr doczesnych, wystarczy, że zmienimy do nich podejście, tak by stały się one narzędziem w służbie bliźniemu. Odkrycie skarbu w Chrystusie nie przymusza nas do porzucenia naszej codzienności, ale przesączenia jej odnalezionym skarbem, światłem Jezusa, Jego nauką.

O taką mądrość trzeba prosić Boga. Bo gdy otrzymamy ją wszystko inne będzie nam dodane. Może warto w tym momencie pomyśleć o intencjach naszej modlitwy. Czy prosimy Boga, aby dał nam mądrość odkrywania w naszym życiu prawdziwego skarbu, tego co jest najważniejsze?

Warto to przemyśleć w świetle pierwszego czytania z dzisiejszej niedzieli. W czasie snu Bóg ukazał się królowi Salomonowi, mówiąc do niego: „Proś o to, co mam ci dać”. A Salomon odpowiedział: „O Panie, Boże mój, Ty ustanowiłeś królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody i nie umiem rządzić. Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, który wybrałeś, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce rozumne do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?” Odpowiedź spodobała się Bogu, który powiedział do Salomona: „Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale prosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, oto spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i pojętne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie”.

Spełnienie tej modlitwy jest bardzo ważne w naszym życiu. Abyśmy umieli odróżnić połyskujące złotem śmieci od prawdziwego skarbu, który nieraz w oczach świata jest szary. Abyśmy umieli odróżniać dobro od zła, co jest bardzo często mieszane w dzisiejszym czasie. Zło jest nazywane dobrem. Abyśmy umieli oceniać, co jest najważniejsze, ważne i nieważne w naszym życiu. Spełnienie tej modlitwy będzie odnalezieniem najważniejszego skarbu naszego życia, którym jest Królestwo niebieskie.

Ks. Ryszard Koper