Z Janem Syczewskim, przewodniczącym Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Polsce rozmawia Leszek Wątróbski.

– Na Podlasiu Białorusini mieszkali od zawsze. W spisie powszechnym, z czerwca 2002 roku, narodowość białoruską zadeklarowało na Białostocczyźnie pond 46 tys. osób i ponad dwa tys. w innych regionach Polski…

– Wcześniejsze szacunki określały naszą liczbę na 150-200 tysięcy. Sądzę, że i obecnie jest to liczba obiektywna, a różnice w spisie wynikają z procesów asymilacji Białorusinów w miastach, a także z naturalnych lęków spowodowanych gorzkimi doświadczeniami historycznymi.

Najbardziej „białoruskimi” powiatami województwa podlaskiego okazały się hajnowski i bielski. Prym wiodły tu gminy Czyże i Dubicze Cerkiewne, w których do narodowości białoruskiej przyznało się ponad 80 procent ludności. Od 70 do 40 procent Białorusinów spis odnotował w gminach Orla, Hajnówka, Narew, Narewka, Kleszcze i Bielsk Podlaski. Najmniej świadomych Białorusinów okazało się na terenie powiatu sokólskiego i siemiatyckiego.

Jeżeli natomiast chodzi o liczbę Białorusinów na terenie gmin, to najwięcej, bo ponad siedem tysięcy zadeklarowało się ich w samym Białymstoku. Jest to wskaźnik niewielki, jeśli wziąć pod uwagę, że w Białymstoku mieszka ponad 100 tysięcy Białorusinów. W większości byli to migranci z mniejszych ośrodków, w dużej liczbie ludzie młodzi, świadomie kultywujący w rodzinach swoją tożsamość. W tym właśnie gronie zrodził się pomysł stworzenia grup białoruskich dzieci w jednym z białostockich przedszkoli. Rodzice zadbali następnie, aby dzieci kończące to przedszkole miały możliwość kontynuowania białoruskiej edukacji w szkole podstawowej, a następnie w gimnazjum. Temat nauczania języka białoruskiego w Białymstoku był poruszany przez wiele lat na różnych gremiach naszego Towarzystwa i zakończył się sukcesem. Zaangażowanie rodziców i potrzeby serca zwyciężyły.

– Kto jeszcze, poza oświatą, wpływa na budowanie Waszej tożsamości narodowej?

-Pierwszoplanową rolę w zachowaniu i budzeniu własnej tożsamości wśród Białorusinów na Podlasiu odgrywała i nadal odgrywa Cerkiew prawosławna. Tam, gdzie jest ona silna, ugruntowana jest także i świadomość narodowa. Postępująca polonizacja życia liturgicznego Cerkwi może zachwiać tą podstawę.

Po uchwaleniu, w roku 2005, Ustawy o Mniejszościach Narodowych i Etnicznych, ostatnie wyniki spisu powszechnego mają bezpośrednie przełożenie na życie społeczności białoruskiej na Białostocczyźnie. Dotyczy to przede wszystkim gmin, w których ponad 20 proc. ludności zadeklarowało narodowość białoruską. Decyzją lokalnych samorządów w tychże gminach, jako język pomocniczy, może być wprowadzony urzędowy język mniejszości oraz dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości. Tak stało się dotąd tylko w jednej gminie Orla.

– Wielu mieszkańców Podlasia należy i działa w Białoruskim Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym i nadal czuje się Białorusinami…

– Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne działa od 26 lutego 1956 roku. Nasza organizacja powstała w Białymstoku jako stowarzyszenie, którego cele statutowe dotyczą rozwoju kultury, tradycji, historii, tożsamości narodowej Białorusinów w Polsce. Nasza ponad 60-letnia działalność polegała na umacnianiu więzi przyjaznego współżycia Białorusinów i Polaków oraz kształtowaniu postaw zaangażowania w rozwój kraju. Robiliśmy to poprzez popularyzowanie wiedzy o kulturze białoruskiej i Republice Białoruś oraz poprzez inspirowanie i organizowanie rozwoju białoruskiej twórczości artystycznej, kulturalnej, naukowej, literackiej i wydawniczej.

– Po przemianach politycznych w Polsce Wasze Towarzystwo mogło oficjalnie zabiegać o wsparcie ze strony niepodległej Republiki Białoruś. Jak to wyglądało w praktyce?

– Jako organizacja pozarządowa nawiązaliśmy współpracę z kilkoma organizacjami na Białorusi: Towarzystwem „Radzima” – odpowiednikiem polskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Fundacją Kultury Białoruskiej i Związkiem Kompozytorów Białoruskich, ale także z Ministerstwem Kultury, Ministerstwem Edukacji i Pełnomocnikiem Rządu ds. Mniejszości Narodowych i Religijnych.

Ważne było ponadto wsparcie władz Białorusi dla szkolnictwa białoruskiego na Białostocczyźnie. Potrzebna tu była systematyczna współpraca z nauczycielami, pozyskiwanie pomocy naukowych, dokształcanie pedagogów i opracowywanie nowych programów nauczania. Niezbędne okazały się również nowe podręczniki do języka białoruskiego do wszystkich klas szkół podstawowych i średnich, zgodnych z nowymi założeniami programowymi. Dotyczyło to także podręczników do historii Białorusi, której uczono ze starych książek, wydanych jeszcze za czasów Radzieckiej Białorusi.

– Zaangażowanie Waszego Towarzystwa w sprawy oświaty przejawiało się także w udanej obronie nauczania języka białoruskiego – m.in. w szkole w Rybołach…

– Dzięki wielokrotnym wizytom sekretarza Zarządu Głównego naszego Towarzystwa oraz naszych działaczy, także moim, oraz rozmowom z nauczycielami i uczniami nauczanie języka białoruskiego zostało utrzymane.

– O Waszej działalności organizacyjnej, sukcesach i niepowodzeniach pisał istniejący do dzisiaj tygodnik mniejszości białoruskiej w Polsce „Niwa”.

– Ten zasłużony dla naszego środowiska tygodnik opisywał zawsze życie codzienne Białorusinów w Polsce i publikował materiały dotyczące aktualnych wydarzeń na Białorusi. Wydatnie przyczyniał się też do kształtowania świadomości białoruskiej na Białostocczyźnie, a dla wielu młodych, którzy nie mogli uczyć się w szkołach mniejszościowych, pełnił podstawową funkcję oświatową. W okresie transformacji ustrojowej profil tygodnika uległ istotnej zmianie.

– Czym żyje na codzień Wasze Towarzystwo? I jakie imprezy organizuje obecnie?

– Najważniejszy dla nas jest Ogólnopolski Festiwal Piosenki Białoruskiej. Tegoroczny XXIV odbył się w lutym w budynku Opery Podlaskiej w Białymstoku. Nasz Festiwal ma na celu promocję i prezentację białoruskich zespołów artystycznych. Jest to największe tego rodzaju kulturalne przedsięwzięcie w naszym kraju. Głównym organizatorem festiwalu jest Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne w Polsce, zaś sponsorami głównymi MSWiA oraz samorządy różnych szczebli i Kulturalne Centrum Białorusi w Polsce.

Podczas Koncertu Galowego wystąpili laureaci eliminacji centralnych festiwalu w roku bieżącym. Koncert uświetniły występy zespołu pieśni i tańca „Wierbica” z Mińska oraz „Haradzieńskija Karunki” z Grodna.

Współpracujemy też z niepodległym państwem białoruskim. Ma ono prawo do własnej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Nie chcemy w nią ingerować. Ja, powiem nieskromnie, jako patriota białoruski, uważam, że Białoruś była państwem od wieków poniżanym, pogardzanym i deptanym na wszystkie możliwe sposoby. Był przecież polski pan i białoruski poddany – tzw. łapciużnik, były wpływy Rosji i dyktat języka rosyjskiego.

Jeśli chodzi o czasy współczesne, to w warunkach słabych gleb i braku zasobów naturalnych, Białoruś z transformacją radzi sobie bardzo dobrze. Wszyscy mają pracę i systematycznie wypłacane zarobki. Zmiany zachodzące w dziedzinie kultury czy języka ewolucyjnie postępują wszędzie i na Białorusi także.

– A co z Waszym lokalem, siedzibą BTSK, tu w Polsce? Kto za Was płaci?

– Z naszym lokalem był wielki dramat. To jest bowiem kamienica pożydowska, podobnie jak większość budynków na tej ulicy. Obecny lokal stał się naszą siedzibą już na początku lat sześćdziesiątych. Ale w ramach transformacji, budynek otrzymało miasto, które zaczęło nas dusić wysokimi czynszami. W ten sposób doszło do zadłużenia 160 tys. zł wobec miasta. Władze wysłały do nas pismo, w którym zostaliśmy poinformowani, że jeżeli zaległości w czynszu nie spłacimy w ciągu dwóch tygodni, to nas wyeksmitują, po prostu wyrzucą na bruk. Powstała wtedy wielka awantura. Byłem w Warszawie na naradzie w ministerstwie kultury, gdzie przedstawiłem sprawę zadłużenia i planowanej eksmisji.

Zmuszeni zostaliśmy do nagłośnienia naszego problemu, bo termin płatności, a więc i eksmisji, zbliżał się szybko. W ciągu trzech dni zebraliśmy ponad sześć tysięcy podpisów pod protestem przeciwko działaniu prezydenta miasta. Eksmisja została wstrzymana. Nasz dług ciągle jednak narastał. I co kilka miesięcy dostawaliśmy przypomnienie o aktualnym stanie naszego zadłużenia. Kiedy premierem rządu został w roku 1996 Włodzimierz Cimoszewicz nasza sytuacja zaczęła się powoli zmieniać. Premier zaczął się do nas odnosić zupełnie normalnie. W międzyczasie trzykrotnie, z roku na rok, obniżono nam dotację z ministerstwa kultury, któremu wówczas podlegały wszystkie mniejszości narodowe. Zaprosiliśmy więc premiera na naszą naradę do Białegostoku. Jego przyjazd okazał się dla nas bardzo korzystny. Ministerstwo, w następnym roku, zwiększyło dotację do poziomu poprzedniego. Cimoszewicz zaproponował też miastu pałacyk na Dojlidach, który był własnością państwa w zamian za nasz lokal. Prezydent Białegostoku na taką zamianę się zgodził. Następnego dnia po zamianie premier Cimoszewicz przekazał towarzystwu, w formie darowizny na własność, lokal w którym od lat mieściła się siedziba naszego Towarzystwa. I od tej pory jesteśmy właścicielem naszego lokalu, a dług został sprowadzony do opcji zero. Płacimy więc teraz tylko za media.

– Jak wygląda Wasza współpraca z Cerkwią Prawosławną i ambasadą Republiki Białoruś?

– Współpraca układa się generalnie dobrze. Dotyczy to zarówno parafii, diecezji jak i samej metropolii. Nikt dla nas, Białorusinów, tyle nie zrobił, co obecny metropolita Sawa, kiedy był arcybiskupem białostocko-gdańskim. Przychodził na każde nasze spotkanie – m.in. na festiwal piosenki białoruskiej itd. On też wprowadził audycje radiowe i telewizyjne poświęcone cerkwi w języku białoruskim. Nigdy też nie słyszałem nawet cienia krytyki w stosunku do białoruskości. Wręcz przeciwnie. W czasie narad w naszym Towarzystwie z jego udziałem czy także w Centrum Kultury Prawosławnej, na spotkaniu z parlamentarzystami z Europy, prosił mnie o zabranie głosu, ale wyłącznie po białorusku. Taki był metropolita Sawa, kiedy kierował diecezją białostocko-gdańską. Takich sytuacji było dużo. Podobne dobre relacje mamy z obecnym arcybiskupem Jakubem oraz innymi biskupami.

Jeśli chodzi o ambasadę Republiki Białoruś w Warszawie, to współpracujemy blisko z ich Centrum Kultury Białoruskiej. Oni nam pomagają w realizacji naszych planów, szczególnie wtedy, kiedy polskie państwo umywa ręce. Podam przykład. Dwadzieścia dwa lata temu podjęliśmy – jako Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, wspólną inicjatywę w realizacji dwóch przedsięwzięć ze Związkiem Polaków na Białorusi. To były lata 1992/1993. Mam na myśli jesienną Międzynarodową Konferencję Naukową „Droga ku wzajemności”, na której poruszane są zazwyczaj wieloaspektowe i interdyscyplinarne problemy pogranicza polsko-białoruskiego. Drugą wspólnie organizowaną inicjatywą jest Międzynarodowy Festiwal Piosenki Polskiej i Białoruskiej Białystok – Grodno. Imprezy te odbywają się nadal, na przemian – raz w Białymstoku, raz w Grodnie. Śpiewają polskie zespoły z Białorusi i białoruskie z Polski. Piękna sprawa. I od momentu, kiedy kuratelę nad imprezami objęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zabrano nam zupełnie dofinansowanie – zarówno na konferencje, jak i na festiwal. I nie ma z kim rozmawiać na ten temat. Podobnie wyglądała współpraca z poprzednią władzą.

– Jakie plany na najbliższą przyszłość ma Wasze Towarzystwo?

– Mamy takie plany, na jakie nam okoliczności pozwalają. Można snuć plany niesamowite, na które nie dostaniemy funduszy i które niestety upadną.

Nasi formalni sojusznicy to Cerkiew i ambasada Republiki Białoruś. Jeśli zaś chodzi o pomoc merytoryczną, to niektóre gminy Podlasia partycypują w kosztach naszych przedsięwzięć, choć w sposób bardzo ograniczony, a nawet symboliczny. To jest kwestia tysiąca lub dwóch tysięcy złotych, co o niczym nie przesądza. Jeżeli mamy natomiast kwotę z MSWiA gwarantującą przeprowadzenie przedsięwzięcia, to bywa tak, że gmina nas wspomoże albo nie.

Nie mamy ani jednego etatu pokrywanego przez państwo polskie. Dawniej nasze wszystkie oddziały miały półetaty a nawet etaty i niejednokrotnie środki transportu. Jednym słowem była baza do działalności. Obecnie w skali województwa i w skali kraju możesz robić co chcesz, ale za własne pieniądze. Żadnych dotacji państwowych już nie otrzymujemy. Dostajemy natomiast pieniądze na poszczególne przedsięwzięcia. Aby je jednak otrzymać, a potem przeprowadzić, to po pierwsze muszę mieć ludzi, którzy to zorganizują oraz ludzi, którzy to następnie rozliczą. A papierologia i biurokracja jest coraz większa.

– A czego możemy się dowiedzieć o panu?

– Urodziłem się w roku 1937 i od 20 lat jestem na emeryturze. Za znaczący wkład w umocnienie przyjaznych stosunków między Republiką Białorusi i Rzeczpospolitą Polską, aktywną propagandę kulturowego dziedzictwa ludu białoruskiego odznaczony zostałem Medalem Franciszka Skaryny w roku 1996. Byłem m.in. posłem na Sejm III kadencji (1997–2001). Ukończyłem pedagogikę (1967) na Uniwersytecie Gdańskim. Następnie, w latach 1955–1962, pracowałem jako nauczyciel w szkołach podstawowych. Od 1962 do 1964 pełniłem funkcję sekretarza zarządu oddziału powiatowego Związku Nauczycielstwa Polskiego w Hajnówce. Od 1964 kierowałem Domem Kultury Związków Zawodowych w Białymstoku. Od 1970, do czasu przejścia na emeryturę, wykładałem na Politechnice Białostockiej, gdzie kierowałem Zakładem Nowych Technik Nauczania. Od roku 2002 do 2014 pełniłem funkcję radnego sejmiku podlaskiego, będąc jednocześnie jego wicemarszałkiem (do roku 2007). Jestem wieloletnim przewodniczącym Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Białymstoku. I to sobie chwalę najbardziej.

rozmawiał Leszek Wątróbski