Zeznania Marcina P. przed sejmową komisją śledczą w sprawie Amber Gold ukazały obraz III Rzeczpospolitej jako „państwa teoretycznego”.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadziła sprawę Marcina P. w taki sposób, aby nie wykryć realnych założycieli tej piramidy finansowej. On sam został uprzedzony z ABW o aresztowaniu, jakby ktoś chciał, żeby uciekł za granicę, uniknął sprawiedliwości oraz zeznań kompromitujących ważnych polityków. Kiedy w końcu ABW wkroczyło do biur Amber Gold, przeszukania odbywały się jak „w atmosferze pikniku”. Dokumentację firmy zabezpieczono tak niedbale, żeby nie udało się ustalić, kto skorzystał na oszustwie. Bowiem inwestorów, którzy jako pierwsi otrzymali wypłaty można by uważać za trop wiodący do faktycznych sprawców i mocodawców Marcina P. Komuś jednak zależało w ABW, żeby tego właśnie nie dało się ustalić z powodu zaginięcia części dokumentacji finansowej.

Ministerstwo gospodarki w rządzie Donalda Tuska chciało sprzedać PLL LOT właśnie Marcinowi P. Ten jednak odmówił. Stwierdził bowiem, po analizie ksiąg udostępnionych przez ministerstwo, że LOT nie ma nic oprócz marki oraz 800 milionów złotych długu, bo był tak źle zarządzany przez ówczesnych szefów narodowego przewoźnika.

Marcin P. powiedział komisji, że jego plan biznesowy wcale nie polegał na przejęciu LOT-u. Chciał natomiast doprowadzić LOT do bankructwa przez ceny biletów dużo poniżej kosztów. Dzięki temu już po upadku LOT-u – należący do Amber Gold OLT Express przejąłby jego trzy miliony pasażerów rocznie na rynku krajowym. Następnym krokiem operacji miała być sprzedaż OLT Express, czyli krajowego rynku lotniczego, Air Berlin. Dzięki temu niemieckie linie lotnicze, przejęłyby przeloty pasażerskie w Polsce za wiedzą i zgodą Donalda Tuska.

Z zeznań Marcina P. wynika, że ówczesny premier musiał wiedzieć, że Amber Gold jest oszustwem, ponieważ zabronił synowi Michałowi pracy w OLT Express. Młody Tusk wbrew woli ojca podjął tam pracę. Miał być bowiem zwolniony z gdańskiego oddziału Gazety Wyborczej a miał kredyt hipoteczny do spłacenia. Marcin P. przyznał komisji, że „płacił młodemu Tuskowi za wynoszenie poufnych informacji z lotniska” gdańskiego, gdzie był też zatrudniony. Co ciekawe, dyrektor lotniska, rekomendował oszustowi zatrudnienie premierowicza, jak gdyby nie obchodził go konflikt interesów. Michał Tusk jako pracownik gdańskiego lotniska miał dostęp do poufnych informacji biznesowych o innych liniach lotniczych, i dzielił się nimi z OLT Express.

Marcin P. wiedział dokładnie, że w październiku lub listopadzie 2012 roku LOT ogłosi bankructwo. Oprócz złego zarządzania w LOT, kilka miesięcy działalności OLT Express naraziło narodowego przewoźnika na 34 miliony złotych dodatkowych kosztów, przez obniżkę cen biletów i wydatków na reklamę.

Marcin P. miał prawo odmowy zeznań przed sejmową komisją śledczą, gdyż toczy się dochodzenie prokuratorskie w jego sprawie. Zdecydował się jednak mówić, być może po to, aby swymi zeznaniami postraszyć osoby wpływowe. Ale odmówił zeznań na temat początków Amber Gold. Nie odpowiedział na podstawowe pytanie, skąd miał pieniądza na uruchomienie firmy i kto stworzył plan biznesowy piramidy finansowej. On sam był wówczas drobnym oszustem skazanym kilkoma wyrokami sadowymi i nie mógł mieć potrzebnej na ten temat wiedzy.

Spółka Amber Gold została założona na początku 2009 r. jako parabank inwestujący w złoto i metale szlachetne. Inwestorów przyciągała wysokim oprocentowaniem wkładów. Dwa lata później AG zainwestował w linie OLT Express należące do Marcina P. 13 sierpnia 2012 Amber Gold ogłosił likwidację nie wypłacając klientom kapitału ani oprocentowania. Marcin P. zaprzeczył przed komisją, iżby jego firma była piramidą finansową, gdyż w tej sprawie nie ma wyroku sądowego (postępowanie dopiero się toczy). Uznał, że nic nie jest winien swoim klientom, bo „każdy kto zawiera umowę powinien mieć świadomość ryzyka, jakie ponosi.” Dodał, żeby pamiętać o osobach, które zyskały nawet więcej niż zakładała umowa z Amber Gold, bo takich osób jest dość sporo.” Lista takich beneficjentów byłaby wymowna i ciekawa. Niestety, ABW nie zadbała o zachowanie dokumentacji.

Marcin P. jest przekonany, że Donald Tusk wiedział, na czym polega Amber Gold, gdyż informacje miała prokuratura i ABW. „Ja bym miał tę wiedzę, gdyby mój syn pracował w takiej spółce i wobec niej toczyło się postępowanie” – powiedział.

Oszust powiedział komisji, że w bazie danych Amber Gold występowały nazwiska polityków wszystkich partii, między innymi byłej premier Ewy Kopacz i prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, jednak zaznaczył, że mogła to być zbieżność nazwisk. Powiedział też, że wystąpił z wnioskiem o szczególną ochronę swej osoby, ponieważ obawia się o życie. Nie chciał jednak wskazać, kto mu zagraża.

Z tych zeznań można wyciągnąć wniosek, że Marcin P. był słupem, postawionym przez jakieś wpływowe środowisko, dla którego prowadził swój interes i dzielił się zyskami. W roku 2009 sąd zwolnił go z odbywania kary więzienia, co jest o tyle dziwne, że nie podał uzasadnienia a decyzję podjął już na pierwszym posiedzeniu. Następnie przekształcił swoją firmę pod żałosną nazwą „Salony Finansowe EX” w spółkę Amber Gold Invest, co pozwoliło mu oszukać 19 tysięcy naiwnych klientów. Nie udało się tylko zniszczyć LOT-u i przekazać Niemcom polskiego rynku przelotów pasażerskich.

Jan Różyłło