Evgen (Eugeniusz) Malinowski po 24 latach starań otrzymał obywatelstwo polskie. Jego koncerty mają za zadanie przybliżać kulturę rosyjską oraz prowokować do refleksji nad słowiańską wspólnotą, relacjami między ludźmi różnych narodowości.

Działalność Malinowskiego świadczy, że możemy się wzajemnie poznawać i rozumieć przez muzykę, nawet wtedy, gdy mówimy różnymi językami i wywodzimy się z innych kultur. Malinowski jest założycielem Fundacji na rzecz zbliżania kultur OPEN ART.

Fundację założyłem w roku 2010 – opowiadał mi Evgen po koncercie, który miał miejsce w Szczecinie. Założyłem ją, z moją menedżerką Ewą Goc.

Moja wcześniejsza działalność artystyczna była bardzo prywatna. Chcieliśmy zacząć działać oficjalnie, tak aby można było rozmawiać z innymi podmiotami gospodarczymi, takimi jak: domy kultury czy z władzami miast i samorządami. Wpadliśmy na pomysł Fundacji, wiedząc, że organizacje pozarządowe stworzone są właśnie do tego. I aby zajmować się działalnością społeczną – w ogólnym pojęciu kulturalną, na rzecz zbliżenia kultur. I tak właśnie powstała nasza Fundacja.

Później zaczęliśmy organizować różne koncerty czy spotkania artystyczne cudzoziemców mieszkających w Polsce z twórcami polskimi: artystami, malarzami, pieśniarzami i muzykami. Zaczęliśmy jednocześnie zapraszać artystów zza granicy do Polski, aby Polacy mogli poznawać inne kultury.

Fundacja Evgena Malinovskiego to niekomercyjna organizacja pozarządowa, realizująca swoją misję poprzez projekty i przedsięwzięcia kulturalne, artystyczne i społeczne w kraju i za granicą. Została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym w dniu 26 maja 2010 r. Ważną formą jej działalności są Międzynarodowe Festiwale Zbliżenia Kultur.

W programie ubiegłorocznego VI Międzynarodowego Festiwalu Zbliżenia Kultur, który odbył się w Warszawie w październikowy weekend 28-30, znalazł się wspólny koncert artystów polskich i rosyjskich (Evgen Malinowski, Igor Biełow, Natalia Bartkowska, Robert Kudelski, Paweł Leszczyński, chór RODNIK, zespół folklorystyczny z Kaliningradu PRZYJACIÓŁKI…). Była też możliwość próbowania potraw kuchni polskiej i rosyjskiej oraz recital Małgorzaty Duda-Kozery „Duda śpiewa Mickiewicza” i wreszcie międzynarodowe przedstawienie teatralno-muzyczno-poetyckie „Bal poetów”.

W czasie trwania Festiwalu w eksponowana była wystawa polskiego artysty Krzysztofa Kozery.

Był też wątek szczeciński, o którym rozmawialiśmy zaraz po ostatnim koncercie w Centrum Kultury Euroregionu w Starej Rzeźni. Moje związki ze Szczecinem – opowiadał Evgen Malinowski – są zupełnie prywatne. W połowie lat dziewięćdziesiątych bywałem tu bardzo często w interesach. Niemożliwe było bowiem wówczas przeżyć wyłącznie z działalności artystycznej. Wielu artystów, w ich liczbie ja, musieliśmy zajmować się dodatkowo jakimś biznesem. I nikomu z nas to zupełnie nie przeszkadzało. Dziwię się, że to już zupełnie zanikło. A biznes Polaków z Rosjanami, na płaszczyźnie prywatnej, bardzo dobrze prosperował i dobrze się rozwijał. I ludzie, po obu stronach, dorobili się sporych majątków. Biznes ten był obopólnie korzystny. Wystarczyło nadać temu jakieś oficjalne ramy prawne, a nie likwidować.

Wracam pamięcią do lat osiemdziesiątych i wcześniejszych. Szczecin był zawsze miastem przygranicznym. Mieszkało tu, zaraz po II wojnie światowej, dużo Rosjan oraz rodzin mieszanych. I właśnie dlatego kultura rosyjska tu często gościła. Wśród tych ludzi byli i artyści i odbiorcy kultury, którzy mieszkając tu, chcieli mieć ze swoją kulturą możliwie częsty kontakt. I tak właśnie kultura rosyjska się tu zakorzeniła.

Kulturę trzeba budować oddolnie, bez polityków, którym przyświeca często jedynie chęć utrzymania się przy władzy. A wzajemne stosunki polsko-rosyjskie nie są dziś przecież najlepsze. Musi to więc być wyłącznie działanie oddolne, takie, aby pokazać rządzącym, że chcemy na co dzień współpracy i prawdziwej przyjaźni. Jeśli sam naród dogada się ze sobą, to zmiany pójdą szybko i wszystko wróci do normalności.

Nikt nas nigdy ze sobą nie pogodzi. To powinniśmy zrobić wyłącznie sami. I szukać w naszej historii tych dobrych rzeczy, których było przecież niemało. Wtedy okaże się, że wielokrotnie sprawdzona metoda: dziel i rządź nie zda już więcej egzaminu. Uważam, że trzeba łączyć, a nie dzielić. Możemy tu skorzystać z doświadczeń innych, którzy ze sobą współpracują i wspólnie podejmują liczne akcje budujące – a nie dzielące, niszczące ich społeczeństwa. Tak postępują mądre narody.

A co robimy my Słowianie? Gryziemy się ze sobą na całym świecie. Marzę o tym, abyśmy wreszcie zrozumieli, że jesteśmy z jednego, tego samego słowiańskiego korzenia. Los nas niestety tek rozdzielił, że jesteśmy Czechami, Polakami, Białorusinami, Ukraińcami, Rosjanami czy Bułgarami. W sumie jednak to jesteśmy wyłącznie Słowianami. I to powinno nas łączyć. I na zakończenie chciałbym zaapelować do wszystkich: żyjmy w zgodzie, wychodźmy naprzeciw sobie, rozmawiajmy, obcujmy, śpiewajmy sobie coś co lubimy… Wszyscy Słowianie ucierpieliśmy od systemu komunistycznego.

Pieśń, którą zawsze śpiewam podczas wszystkich prawie koncertów opowiada o więźniu, który wrócił z gułagu, z łagrów syberyjskich i prosił żonę, aby rozpaliła mu w łaźni, w której – pod wpływem ciepła – otwiera mu się język i wracają wspomnienia przeżytych w łagrze dni.

Okazuje się, że to wcale nie my, tylko systemy walczą ze sobą – a my wszyscy jesteśmy wyłącznie ich ofiarami. Mój dziadek był także zesłany na Sybir: słowa piosenki z Syberii na Sybir mówią, że: wzięli go i wywieźli. A dziadek był Polakiem. A w czasach carskich na Syberię nie tylko zsyłano, ale jechano tam dobrowolnie na zarobek, do innego lepszego życia. I mimo, że jest tam zimno, ludzie osiedlali się i zakładali rodziny. Mój dziadek np. wydobywał tam złoto. Po rewolucji październikowej bolszewicy zrobili z niego przestępcę i zesłali do sybirskiego gułagu. Niestety nigdy w życiu nie wiedziałem go na oczy.

Wszystkie pieśni, które śpiewam wyrażają moje poglądy lub związane są z jakąś sytuacją czy przeżyciem bądź spojrzeniem na świat. Dziś dobierałem pieśni specjalnie, tak aby powiedzieć Wam co myślę i czego wam życzę. Były to przeważnie pieśni Władimira Wysockiego, Bułata Okudżawy oraz jedna Alexandra Rosenbauma.

Leszek Wątróbski