Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego”.

J 3, 16-18

Tajemnica Trójcy Przenajświętszej jest nie lada wyzwaniem dla naszej wiary oraz naszych dociekań intelektualnych. Do jej zgłębienia konieczna jest wiara, ale potrzebny jest także wysiłek intelektualny. Rozum podprowadza nas do pewnej granicy, niejako stawia nas przed przepaścią, podpowiadając że po drugiej stronie jest rozwiązanie. Trzeba zdecydować się na skok, który może być dokonany tylko w wierze. Po tym skoku nie tyle ogarniemy całą tajemnicę Trójcy, co tajemnica ogarnie nas i odczujemy jej pulsowanie w naszym życiu w kształcie pozdrowienia na początku uczty Eucharystycznej: „Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym będą z wami wszystkimi”. Ogarnie nas miłość Boga Ojca, który stworzył cudowny świat i człowieka i przez swoje oko Opatrzności ciągle czuwa nad nami. A gdy człowiek przez grzech oddalił się od Niego, posłał On z miłości swojego Syna, aby przez Niego obdarzyć nas łaską zbawienia, łaską okupioną największą miłością, której symbolem stał się krzyż na Golgocie. A zatem ogarnie nas miłość, łaska zbawienia i radości jedności w Duchu Świętym, jedności z Bogiem i między braćmi.  Tajemnicę Trójcy Przenajświętszej starali się wyrazić w swoich dziełach artyści, malarze. Najbardziej znanym jest obraz Trójcy Przenajświętszej Andrieja Rublowa. Termin „obraz” spłyca rozumienie tego dzieła. Jest to ikona, która jest nie tylko owocem talentu artystycznego, ale przede wszystkim jest wynikiem doświadczenia mistycznego, które jest wpisane w doświadczenie wiary Kościoła i mocno związane z liturgią. Na ikonie Rublowa przy stole siedzą Aniołowie, którzy symbolizują Osoby Trójcy Świętej. Jest także kielich, który nawiązuje do Paschy i do Eucharystii. W kielichu bardzo delikatnie zarysowana jest głowa baranka. Także układ postaci Aniołów przybiera kształt kielicha. Z przodu ołtarza znajduje się prostokąt, który jest symbolem świata. To tu jest miejsce dla każdego z nas. Jesteśmy zaproszeni, aby tu usiąść i tym sposobem wpisać się w krąg miłości Trójcy Przenajświętszej. Kiedy wejdziemy w ten krąg, Bóg dotknie miłością naszego serca i wtedy całe nasze życie, obojętnie jakie mamy powołanie nabierze innego wymiaru, wiecznego wymiaru. Różnie odpowiadamy na zaproszenie do stołu Trójcy Przenajświętszej, na różne sposoby wpisuje się Ona w nasze życie. O mojej odpowiedzi na to zaproszenie opowiem, wracając wspomnieniem do wydarzenia, które miało miejsce czterdzieści lat temu. Dwunastego czerwca 1977 roku, prowadzony nieskazitelnym błękitem nieba zdążałem wraz z kolegami do lubelskiej katedry. Po przekroczeniu jej progu rozciągało się nad nami niebo wyczarowane pędzlem malarza w barwnych freskach sklepienia i ścian świątynnych. Gdy zagrzmiały organy i śpiew wiernych odbił się potężnym echem wydawało się nam, że do tej muzyki dołączyli ze świątynnych malowideł aniołowie na niebieskich obłokach. Wobec potęgi i piękna nieba leżeliśmy krzyżem, dotykając czołami zimnej posadzki kościoła. Biskup nałożył ręce na moją głowę, namaścił ręce świętym olejem i podał do rąk patenę z hostią i kielich z winem zmieszanym z wodą, mówiąc: „Weźmij dary ludu świętego, które masz ofiarować Bogu. Rozważaj, co będziesz czynił, naśladuj to, czego będziesz dokonywał, i prowadź życie zgodne z tajemnicą Pańskiego krzyża”.

Tak stałem się sługą nieba, do którego zdążając miałem również prowadzić innych. Ten sam błękit nieba prowadził mnie do rodzinnej parafii w Majdanie Sopockim, gdzie miałem odprawić Mszę prymicyjną. Celebrowałem ją w najogromniejszej świątyni, nad którą sam Bóg rozciągnął sklepienie niebieskie. Rozpocząłem tę Mszę w imię Trójcy Przenajświętszej, która teraz wpisywała się w moje życie posługą kapłańską. W imię Trójcy Przenajświętszej udzielałem błogosławieństwa prymicyjnego, ale wcześniej rodzice błogosławili mnie w imię Trójcy. Błogosławieństwo rodziców wpisywało się w moje życie jeszcze przed moim narodzeniem. Po święceniach kapłańskich mama powiedziała mi, że w czasie ciąży pielgrzymowała do sanktuarium w Krasnobrodzie i przed obrazem Matki Bożej, rozpoczynając modlitwy w imię Trójcy Przenajświętszej prosiła, jeśli to będzie syn, niech zostanie kapłanem. Modlitwa jej została wysłuchana. Później rodzice zanieśli mnie do kościoła. Na ich rękach spłynęło na mnie najważniejsze, sakramentalne błogosławieństwo w imię Trójcy Przenajświętszej. Kapłan polewając moją głowę wodą powiedział: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Rodzice pierwsi wpisywali mnie w tajemnicę Trójcy Świętej, kreśląc moją dziecięcą ręką znak krzyża. Niektórzy rodzice mają piękny zwyczaj, że każdego dnia kreślą znak krzyża nad swoimi dziećmi, błogosławiąc je w imię Trójcy Przenajświętszej. Czynią to niejako oficjalnie w czasie Pierwszej Komunii św., a także przed ślubem małżeńskim. W tych błogosławieństwach zawarta jest ogromna miłość rodzicielska, a przede wszystkim miłość Trójcy Przenajświętszej.

Ten znak krzyża będzie nam towarzyszył do końca naszych dni. Nie wiem w jakim kościele, nie wiem jaki kapłan po raz ostatni nad moją trumną nakreśli znak krzyża i powie: Niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty. Ale to już nie będzie miało dla mnie większego znaczenia, bo jak mam nadzieję w Bożym Miłosierdziu; będę siedział przy stole uczty niebieskiej, przy stole Trójcy Przenajświętszej, jak to przedstawił Rublow w swojej ikonie. Przy stole, gdzie mam nadzieję spotkać rodziców, których żegnałem tu na ziemi znakiem Trójcy, kreśląc krzyż nad ich trumnami. Nim to się stanie ten znak będzie kreślony nade mną wiele razy, a ja będę to czynił nad innymi mocą sakramentu kapłaństwa.

I znowu w tym miejscu chcę wrócić do pierwszych dni mojego kapłaństwa. Z radosnym wspomnieniem uroczystości prymicyjnych w mojej rodzinnej parafii w Majdanie Sopockim wyruszyłem na żniwo Pańskie. Radość i owocność tej pracy nie zależała od błękitu obłoków, ciemnych chmur burzowych, czy żaru lejącego się z nieba. Najważniejsze było niebo w duszy, które kreował i przydawał mu nieziemskiej jasności Jezus, którego byłem kapłanem. Ono decydowało o owocności żniwowania. Jednak i to niebo zaciągały nieraz ciemne chmury, ale Chrystus je oczyszczał swoją łaską oraz moimi łzami żalu i skruchy. I znowu szedłem w kierunku nieba, stając się czytelniejszym znakiem miłości, która ogarnia nas w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej.

Przez ponad 20 lat mojej posłudze kapłańskiej towarzyszyło błogosławieństwo św. Jana Pawła II. Muszę przygnać, że powraca ono do mnie przesycone ogromnym sentymentem i radością. Nie byłbym w stanie zliczyć moich wyznań wiary w Trójcę Przenajświętszą, gdy na błogosławieństwo św. Jana Pawła II odpowiadałem znakiem krzyża. A zatem niech ostanie słowa tej refleksji należą do św. Jana Pawła II: „Każdy z nas zatem, gdy nieudolnie próbuje mówić o tajemnicy Trójcy Świętej, działającej w naszych dziejach, niech naśladuje św. Grzegorza z Nazjanzu, teologa i poetę, autora pieśni pełnej uwielbienia i zachwytu: ‘Chwała Bogu Ojcu i Synowi, Królowi wszechświata. Chwała Duchowi Świętemu, godnemu chwały i w pełni świętemu. Trójca Święta jest jednym Bogiem, który stworzył i napełnił każdą rzecz, ożywiając każdą rzecz swym Duchem, aby każde stworzenie wychwalało swego mądrego Stwórcę, jedynego sprawcę życia i trwania. Bardziej zaś niż wszelkie inne stworzenia, niech stworzenie rozumne sławi Go zawsze jako wielkiego Króla i dobrego Ojca“.

Ks. Ryszard Koper