Podjęta przez rząd PiS reforma sądownictwa budzi ogromne emocje w środowisku sędziów i prawników.

Rząd twierdzi, że przywraca narodowi kontrolę nad sądami a opozycja głosi, że poddaje wymiar sprawiedliwości kontroli przez polityków, którzy faktycznie będą decydować o pracy sądów w zastępstwie wyborców.

W środę odbyło się w Sejmie pierwsze czytanie ustawy o ustroju sądów. „Kończymy z sędziokracją i przywracamy demokrację” – powiedział Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.

Posłowie PiS mający większość w Sejmie odrzucili prawie wszystkie ważniejsze poprawki do ustawy i krytyczne opinie wielu instytucji, m.in. komisarza praw człowieka Rady Europy, czy polskiego rzecznika praw obywatelskich. Prace Sejmu dotyczą dwóch ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o ustroju sądów powszechnych. Po przyjęciu przez Sejm i podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę – większość posłów będzie wybierać sędziów do KRS, która broni niezależności sądów i decyduje o nominacjach sędziowskich. Zostanie przerwana kadencja obecnych członków Rady, o ile PiS nie wycofa się z tego kontrowersyjnego pomysłu. Konstytucja stanowi bowiem, że ich kadencja trwa cztery lata. Kontrolę nad sądami zdobędzie minister sprawiedliwości obecnie Zbigniew Ziobro. Po wejściu ustawy w życie będzie mógł przez pół roku, bez ograniczeń, odwoływać prezesów sądu w całej Polsce a nowych powoła bez potrzeby konsultacji z Krajową Radą Sądownictwa.

Ożywioną debatę w Sejmie podsumował poseł Jerzy Jachnik (Kukiz ’15), który rzekł, że „wygadać się może każdy, ale z góry wiadomo, jaki będzie finał.” Z kolei Kamila Gasiuk-Pihowicz, posłanka .Nowoczesnej przypomniała, że przy Okrągłym Stole sam Jarosław Kaczyński popierał utworzenie niezależnej od władzy Krajowej Rady Sądownictwa a obecnie przywraca stalinowską zasadę ujednoliconej władzy w państwie, którą wtedy zwalczał. Ważny argument przytoczył rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Jego zdaniem reforma „podważa gwarancję niezależności sądownictwa”. A bez niezależnych sądów trudno sobie wyobrazić ochronę praw i wolności. Przyjęcie ustawy o KRS złamie kręgosłup polskiego sądownictwa, ostrzegł Bodnar.

Są to poważne argumenty przeciwko reformie sądów w kształcie nadanym przez rząd PiS. Ale miałyby większą wartość w klasycznym państwie prawa, gdzie panuje rozdział władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, które nawzajem się pilnują a sędzia jest stróżem prawa i niczego więcej.

Niestety, w III RP sądy są skorumpowane i powolne. Środowisko sędziowskie miało 27 lat, aby samo oczyścić się z patologii, lecz nie uczyniło tego uważając się za kastę ludzi nadzwyczajnych i od nikogo niezależnych. Za przykład niech służy sprawa byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie, o którego aresztowanie wystąpiła prokuratura. Otóż Krzysztof Sobierajski został oskarżony o łapownictwo. W rezultacie Skarb Państwa miał stracić 17 milionów złotych. A prezes sądu apelacyjnego stoi wysoko w hierarchii prawnej. Sąd Najwyższy zgodził się na jego areszt.

Zdaniem opozycji reforma stanowi zamach na niezależność sądów jednak politycy PiS twierdzą, że jest to jej obłuda. Gdzie była opozycja, kiedy ustalano terminy rozpraw na telefon? Albo gdy sędzia Łączewski umawiał się z osobą podszywającą się pod Tomasza Lisa, żeby ustalać sposoby zwalczania ówczesnej opozycji, czyli PiS?

Rozmiar choroby polskiego wymiaru sprawiedliwości ujawniają też trwające przesłuchania w Sejmie w sprawie Amber Gold. Albo gigantyczna afera reprywatyzacyjna w Warszawie i innych miastach, która byłaby niemożliwa bez udziału sędziów. A nawet drobne kradzieże w sklepach popełniane przez sędziów. Nic dziwnego, że wicepremier Mateusz Morawiecki wyraził się o sądach, że „trzeba wyczyścić tę zgniliznę”.

Opozycja wysuwa argument, że reforma doprowadzi do czystki w sądownictwie. Ale przecież o czystkę chodzi! Wymiar sprawiedliwości prowadzą ludzie, trzeba więc pozbyć się tych, którzy nie rozumieją swojej misji.

Kontrowersyjne jest skrócenie kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa, kiedy ustawa wejdzie w życie. Jednak sama KRS zajmuje chwiejne stanowisko w tak poważnej sprawie. 26 maja przyjęła niemal jednogłośnie, bo większością 15 uczestników na 16 obecnych, że Konstytucja „dopuszcza różne warianty określania kadencji członków KRS” ale 6 czerwca wykreśliła to stwierdzenie ze swej kolejnej uchwały. W ten sposób Rada chciała wpłynąć na przebieg debaty w Sejmie na swój temat.

KRS zajmuje się bieżącą polityką i obroną interesów swych członków, zamiast pilnować przestrzegania prawa. Ale sprzyjający PiS były sędzia Trybunału Konstytucyjnego Wiesław Johann popiera w tej sprawie KRS. „Jeśli Konstytucja mówi o czteroletniej kadencji, to powinna ona trwać cztery lata. Ustawa nie może zmieniać norm konstytucyjnych.”

Tak stanowi prawo ale gdyby nie doszło do skrócenia kadencji członków KRS, to nowe rozwiązania wymiaru sprawiedliwości można byłoby wprowadzać dopiero od marca 2020 roku. Czyli po następnych wyborach parlamentarnych, które PiS mógłby przegrać. Natomiast reforma sądownictwa pozwoli partii obecnie rządzącej wydusić Platformę Obywatelską w procesach o wielkie nadużycia w czasie sprawowania przez nią władzy.

Jan Różyłło