W trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego znaleziono szczątki dwóch innych osób.

Do tej pory ekshumacje ujawniły dwa przypadki zamiany ciał, w dziewięciu przypadkach w trumnach znajdowały się szczątki innych osób, niż osoby przypisanej do tej trumny.

Jak podkreślił w ubiegły czwartek zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek, w wypadku prezydenta Kaczyńskiego nie okazano należytej troski wobec głowy państwa NATO.

Ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej na nowo podsycają emocje wokół tragedii.

Pierwotnym celem tej bolesnej dla rodzin operacji było ustalenie przebiegu i przyczyn katastrofy. Miały je ujawnić zniekształcenia ciał. Badania te trwają i na ich wyniki trzeba jeszcze poczekać. Obecnie na plan pierwszy wysuwa się niesłychany skandal profanacji zwłok przez Rosjan i milczącej zgody na to rządu Donalda Tuska. W kwietniu 2010 roku trumny ze zwłokami przybyły z Rosji zalutowane a rząd polski sprzeciwił się otwarciu ich przed pogrzebem. Zapewne spodziewał się najgorszego, co wychodzi na jaw dopiero po siedmiu latach. Na tych zalutowanych trumnach Bronisław Komorowski wygrał wybory prezydenckie a Platforma Obywatelska utrzymała władzę.

Tusk z pełną świadomością przekazał Rosji dochodzenie przyczyn katastrofy licząc, że Rosjanie wykonają całą brudną robotę ukrywania jej przyczyn. Ten układ z Władimirem Putinem przypieczętował „żółwikami” przybitymi z rosyjskim prezydentem na miejscu katastrofy.

Samolot, którym leciała polska delegacja na obchody 70 rocznicy mordu katyńskiego był wojskowy, należał więc do NATO. Dlatego do śledztwa powinny się włączyć służby sojuszu. Tego właśnie chciał uniknąć Tusk. W przeciwnym razie wyszedłby na jaw ogrom zaniedbań ze strony rządu w przygotowaniu transportu delegacji prezydenckiej. A także to, co naprawdę zdarzyło się w Smoleńsku.

Rosjanie wykonali zadanie aż „za dobrze”. Nie tylko ukryli w oficjalnym raporcie prawdziwy przebieg katastrofy a dowody przeciwne zalutowali w trumnach ofiar. Dopuścili się także celowej profanacji zwłok, żeby tym bardziej upokorzyć Polskę i premiera jej usłużnego rządu. Tak zwana komisja Millera badająca katastrofę z ramienia Polski wyraźnie mataczyła, ogłaszając wyniki swoich badań w jakiś czas po raporcie rosyjskim.

Do międzynarodowej opinii publicznej dotarł jedynie przekaz rosyjski o wyłącznej winie polskich pilotów i o rzekomych naciskach na pilotów aby lądowali pomimo bardzo złej pogody.

Tusk powiedział wówczas rodzinom ofiar, że bierze na siebie odpowiedzialność za wszystko. Zapewne nie przypuszczał, że PiS znowu dojdzie do władzy i rzeczywiście pociągnie go do odpowiedzialności. Rzeczniczka rządu mówi już o postawieniu byłego premiera przed Trybunałem Stanu. Na razie w prokuraturze zeznawała Ewa Kopacz o swej roli przy identyfikacji ofiar. Jak wiadomo, tuż po katastrofie udała się do Rosji w celu udziału w rozpoznaniu szczątków. Następnie zapewniała w Sejmie, że ziemia na miejscu tragedii „została przekopana na metr w głąb”. Dzisiaj broni się, że poleciała do Rosji jako wolontariuszka, a przecież była wtedy ministrem zdrowia i najwyższym rangą przedstawicielem Polski w czasie badania szczątków. Tak też była traktowana przez Rosjan. Jak się zdaje, również jej raczej nie minie Trybunał Stanu.

Prokurator Pasionek nie szczędził na konferencji prasowej bulwersujących detali z ekshumacji: „W grobie śp. Natalii Januszko, najmłodszej ofiary, ujawniano elementy ciał pięciu osób. W grobie Aleksandry Natalli-Świat ujawniono elementy ciała należące do innej osoby. W trumnie gen. Bronisława Kwiatkowskiego ujawniono czternaście części ciała, należących do siedmiu osób. W trumnie generała Włodzimierza Potasińskiego ujawniono sześć części ciała, należących do czterech innych osób” – mówił prokurator.

W trumnie arcybiskupa Mirona Chodakowskiego – powiedział Pasionek – znaleziono połowę ciała. „Połowę ciała śp. biskupa, czyli od pasa w górę, natomiast od pasa w dół znajduje się tam ciało gen. Płoskiego. W wyniku ekshumacji ciała Tadeusza Płoskiego w jego trumnie stwierdzono tylko pół ciała”. Prokurator zastrzegł, że przeprowadzone badania w związku z ekshumacjami nie są ostateczne. „Z czterech ekshumacji w ogóle nie mamy jeszcze wyników badań genetycznych” – podkreślił. Kwestia podstawowa w badaniach po ekshumacjach to ustalenie przyczyny i mechanizmu zgonu. Jest to w dalszym ciągu kwestia wiodąca – powiedział zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek. Dodał, że jednocześnie jest prowadzona identyfikacja szczątków ofiar.

„Kwestie dotyczące tożsamości i badań genetycznych wydają się w tej chwili, z uwagi na zupełnie uzasadniony ból rodzin, kwestią pierwszoplanową. Absolutnie nie tracimy jednak z pola widzenia zasadniczej kwestii, której wyjaśnieniu sekcja zwłok służyć miała, to jest ustaleniu przyczyny i mechanizmu zgonu” – zaznaczył Pasionek.

Dwa dni przed konferencją prokuratora Pasionka szef klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann powiedział, że najrozsądniej byłoby pochować wszystkie ofiary katastrofy we wspólnym grobie. „Wtedy nie mielibyśmy podziału na dwie Polski, mielibyśmy wspólne obchody i wspólną dobrą pamięć.” Jednak lider PO Grzegorz Schetyna odpowiedział, że nie było zgody rodzin na takie rozwiązanie.

Wyniki ekshumacji obciążają Rosjan ukazując nie tylko ich bezradność i niechlujstwo lecz także złą wolę. Co innego, gdy trudno zidentyfikować i rozdzielić szczątki ciał a co innego, kiedy w trumnie znajduje się więcej kończyn, niż ma ludzkie ciało. To musiało być świadome działanie.

A jednak ta wina działa na korzyść Rosji pogłębiając podziały polityczne w Polsce. Jeśli Rosjanie naprawdę oszukali wtedy rząd Tuska, to premier i jego ministrowie powinni dzisiaj okazać oburzenie. Tego jednak nie ma. Natomiast są próby usprawiedliwiania się „bardzo trudną sytuacją”. Zaś komentarze czytelników Gazety Wyborczej pod artykułami o ekshumacji świadczą w pewnych wypadkach o zaniku ludzkich uczuć wobec ofiar z PiS. Minęło siedem lat a koszmar smoleński się nie kończy.

Jan Różyłło