Z prezesem Narodowego Banku Polskiego, profesorem Adamem Glapińskim rozmawiał Czesław Karkowski.

– Jaki był cel Pańskiej wizyty w Nowym Jorku?
– Przede wszystkim udział w seminarium zorganizowanym przez Uniwersytet Columbia na temat polityki monetarnej w dzisiejszym świecie niskich stóp procentowych i wykorzystywania przez wiele banków centralnych niekonwencjonalnych instrumentów, jak ujemne stopy procentowe czy luzowanie ilościowe. W seminarium tym wzięło udział kilkunastu prezesów banków centralnych, głównie z tzw. emerging markets oraz – oczywiście – profesorowie uczelni.

Doszło także do spotkania z prezesem Systemu Rezerw Federalnych (Fed), w Securities and Exchange Commission. A przy okazji, zawsze gdy jesteśmy w Ameryce, to spotykamy się z instytucjami polonijnymi – przedstawicielami Fundacji Kościuszkowskiej, Instytutu Piłsudskiego oraz Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, której działalność, zwłaszcza społeczną, wysoko cenimy.

– Czyżby tematyka seminarium oznaczała smutną perspektywę dla banków centralnych, skoro wszystkie kraje obniżają stopy procentowe.
– Od wielu lat mamy do czynienia z globalnym zjawiskiem niskich nominalnych i realnych stóp procentowych, jednak my jesteśmy akurat w dobrej sytuacji, bo w Polsce nominalne stopy nigdy nie spadły do zera, nawet w warunkach ponad dwuletniej deflacji. Nie było to po prostu potrzebne, bo deflacja nie wywierała negatywnego wpływu na gospodarkę, albowiem wynikała z przyczyn zewnętrznych. Udaje się nam utrzymać klasyczną politykę pieniężną dlatego, że cały czas dynamika produktu krajowego brutto (PKB) pozostaje przyzwoita i bliska tzw. wzrostowi potencjalnemu naszej gospodarki.

– W którą więc stronę będzie podążała polityka pieniężna NBP?
– Zobaczymy. Na razie najbardziej prawdopodobna jest stabilizacja stóp procentowych. W przyszłości stopy mogą zacząć rosnąć z uwagi na przyspieszenie wzrostu gospodarczego w Europie. I na świecie. Osobiście nie przypuszczam jednak, aby w tym roku doszło w Polsce do podwyżki stóp procentowych. O ile w USA mamy do czynienia z ożywieniem gospodarczym trwającym od dłuższego czasu, na co reaguje – choć bardzo ostrożnie – Rezerwa Federalna, to w strefie euro nie jest ono jeszcze utrwalone, przez co EBC nadal prowadzi bardzo luźną politykę pieniężną. W przyszłym roku sytuacja gospodarcza może się poprawić w Europie, ale jak zawsze jest to obarczone niepewnością.

– Czy obietnice wyborcze obecnych władz – 500 zł na drugie dziecko, wcześniejsze emerytury – można zrealizować bez zagrożenia dla finansów państwa? Bez konieczności drukowania pieniędzy, powiedzmy.
– O drukowaniu pieniędzy na pokrycie bieżących potrzeb budżetowych w Polsce w ogóle nie ma mowy. Zarówno Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, jak i przede wszystkim polska Konstytucja oraz ustawa o NBP zakazują takich praktyk. Ale też w ogóle nie ma takiej potrzeby. Tempo wzrostu podaży pieniądza zależy od akcji kredytowej i sytuacji w bilansie płatniczym. Jeżeli np. przedsiębiorcy nie są zbyt skłonni do zaciągania kredytów ze względu na stagnację na rynkach światowych i wstrzymują się ze śmielszymi inwestycjami, to oczywiście kredyt rośnie wolniej.

Wspomniane „500 plus” – wbrew obawom wielu – zostało zrealizowane bez żadnych problemów. Mieliśmy o wiele wyższe wpływy podatkowe i w tym roku też nic nie wskazuje na to, aby wystąpić mogły problemy z utrzymaniem deficytu na poziomie poniżej trzech procent.

Dyskusje się toczą wokół drugiego projektu – wcześniejszego wieku emerytalnego. Na dobrą sprawę nie wiadomo, ile osób skorzysta z tej możliwości przejścia na emeryturę. Nie jest to przecież przymus, a jedynie możliwość. Ja osobiście nie widzę tu większego zagrożenia, zwłaszcza, że trzeba pamiętać, iż jednocześnie mamy wielu legalnych pracowników z Ukrainy. Oni płacą składki. Na Zachód wyjechało dużo Polaków, ale przybyło nam pracowników ze Wschodu.

– Niedawno dowiedzieliśmy się o rekordowym zysku NBP – 9 mld 260 milionów złotych. 95 procent tego przekazano do skarbu państwa. Czy wiadomo, na jaki cel zostaną te pieniądze wydane?
– One ustawowo wchodzą do budżetu, czyli zostaną przeznaczone na wszystkie cele związane z wydatkami państwa. Według nomenklatury europejskiej, zasilają budżet, ale nie zmniejszają deficytu. Zysk banku centralnego stwarza więc ulgę dla państwa, które w tej sytuacji musi pożyczać mniej pieniędzy na rynku. Czyli nie wpływa na obniżenie deficytu, ale zmniejsza dług publiczny, bo państwo może pożyczyć mniej dla realizacji takich samych wydatków.

– Nie opowiada się Pan za wejściem do strefy euro…
– Ten temat dyskutowano jakiś czas temu w Polsce, w NBP powstał także zespół badawczy, który analizował ewentualne korzyści i zagrożenia z tym związane. Powstały raporty i od tego czasu niczego nowego się nie dowiedzieliśmy poza tym, że strefa euro boryka się z problemami związanymi z tym, że nie jest optymalnym obszarem walutowym. Ekonomiści są niemal zgodni, iż kwestię ewentualnego wejścia do strefy należy odłożyć. A w przyszłości, zobaczymy…

– Jaki jest Pana stosunek do sprawy ingerencji państwa w gospodarkę. Do jakiego stopnia ingerencja ta jest dopuszczalna, albo nawet pozytywna?
– Ingerencja jest niezbędna. Ingerencją w gospodarkę jest przecież m.in. istnienie banku centralnego. O całkowicie wolnym rynku nie można zatem mówić. Natomiast w USA zasadniczo panuje zasada wolności gospodarczej – naturalnie jej zakres się zmienia, w zależności od partii sprawującej w danym momencie władzę. Ogólnie jest ona większa niż w Europie, bo są niższe podatki, dynamiczniejsza jest przedsiębiorczość, giełda, przedsiębiorstwa, natomiast gorzej wyglądają usługi publiczne, np. ubezpieczenia społeczne.

Mnie jednak najbardziej odpowiada model gospodarki niemieckiej, gdzie panuje duży zakres wolności gospodarczej, przy zarazem sporej odpowiedzialności państwa wobec i przedsiębiorców, i obywateli.

– W jakim stopniu stan gospodarki amerykańskiej wpływa na sytuację w Polsce?
– Ten wpływ jest znaczący, choć ze Stanami Zjednoczonymi nie mamy dużej wymiany, ale gospodarka USA ma ogromny wpływ na gospodarkę światową, w tym europejską, pośrednio więc i na naszą.

Polska ma silne związki gospodarcze z Niemcami, ich wymiana gospodarcza z nami jest większa niż z Rosją. Warto też powiedzieć, ze Polska ma nadwyżkę handlową z Niemcami. Polska gospodarka jest duża, prężna. Staliśmy się 24 gospodarką świata pod względem PKB.

– Jest Pan bardziej znany z kariery akademickiej, a spadła na Pana rola bardzo konkretna, praktyczna. Czy są one sprzeczne?
– Wręcz przeciwnie. Nie przez przypadek wielu prezesów banków centralnych to byli profesorowie, wykładowcy wyższych uczelni. Prezes polskiego banku centralnego ma postępować tak, aby – zasadniczo – wszystkie podstawowe proporcje w gospodarce były stabilne. W takiej roli, wydaje się, profesor ekonomii jest osobą najodpowiedniejszą.

– Jakie korzyści i zagrożenia widzi Pan dla polskiej gospodarki z powodu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej?
– Jak wszyscy, nie wiemy jakie będą z tym związane konsekwencje dla całej Unii Europejskiej. Mamy środki pomocowe z Unii do roku 2020/21, więc na budżet kraju w tej perspektywie Brexit nie wpłynie, ale nie wiemy, czy w jego wyniku nie nastąpi osłabienie koniunktury w Unii Europejskiej i jak to wpłynie na sytuację budżetową Unii, co może mieć konsekwencje dla programów realizowanych z unijnych środków i naszych składek. Wielka Brytania jest też ważnym rynkiem eksportowym dla Polski, nie wiemy, w jaki sposób będzie uregulowany handel miedzy Unią Europejską a Wielka Brytanią. Wiemy natomiast, że polskie przedsiębiorstwa są bardzo elastyczne i poradzą sobie w różnych warunkach.

– Jakie obecnie są największe wyzwania dla polskiej gospodarki?
– Chcemy, aby polska gospodarka była bardziej innowacyjna, żeby tworzyć polskie „specjalizacje” przemysłowe, nowoczesne ośrodki rozwojowe, bo tylko dzięki temu realne wynagrodzenia będą mogły trwale rosnąć. To są założenia jakie wicepremier Mateusz Morawiecki zarysował w planie odpowiedzialnego rozwoju. Mamy doskonałą sytuację gospodarczą i prężny rynek pracy, jednak wynagrodzenia są dwa-trzy razy niższe niż w krajach najbogatszych. Żeby osiągnąć taki poziom, trzeba przejść z prostej produkcji na produkcję technologicznie zaawansowaną.

Doszliśmy z sukcesem do pewnego pułapu rozwoju, poziom życia podniósł się bardzo, ale żeby pójść dalej, trzeba przeskoczyć pewien poziom przeobrażeń. Trzeba wymyślać samemu nowoczesne produkty i usługi, wprowadzać innowacyjne technologie. Do tego konieczna jest edukacja, nakłady na nowoczesność, niekonwencjonalność; premier Morawiecki podaje – jako przykład – specjalizację w samochodach elektrycznych, jakiś rodzajach samolotów, mniejszych dronów, itp.

To bardzo ambitne zadania, ale jeśli się przypomni ów przedwojenny „cud gospodarczy” Polski, to możemy mieć nadzieję, że jeśli wtedy Polacy sobie poradzili, to i teraz sprostamy zadaniu. Mamy na to środki finansowe w dyspozycji Polskiego Funduszu Rozwoju. Trzeba tylko umiejętnie z nich korzystać.

– Jeśli sytuacja gospodarcza Polski jest tak korzystna, to jak udaje się uniknąć inflacji?
– Nie ma inflacji w krajach Zachodu, nie ma jej także u nas. Główną rolą banku centralnego jest strzeżenie stabilności cen. W tej roli sprawdziliśmy się i jesteśmy wiarygodni, co ułatwia nasze zadanie dzięki wysokiemu zaufaniu do polskiego złotego. To zaufanie jest kluczowe i ono utrwala się dzięki temu, że prowadzimy konserwatywną politykę pieniężną i nie robimy żadnych eksperymentów.

Czesław Karkowski