Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Mt 28, 16-20

W czasie naszej pilegrzymki do Ziemi Świętej zamieszkaliśmy w hotelu na szczycie Góry OliwneJ, skąd rozciąga się przepiękna panorama Jerozolimy. Góra Oliwna jest miejscem wielu zdarzeń związanych z działalnością Jezusa. Jest także na niej miejsce upamiętniające wniebowstąpienie Jezusa. Na tym miejscu stoi niewielka kaplica, która obecnie jest w rękach muzułmańskich. W kaplicy znajduje się kamień, na którym są ślady dwóch stóp. Według tradycji zostały one odciśnięte przez Jezusa przed Jego wniebowstąpieniem. Jest to jednak miejsce bardziej wypisane w krajobraz naszej wiary niż rzeczywistą topografię terenu.

W Nowym Testamencie znajdujemy kilka różniących się opisów Wniebowstąpienia. A może nie tyle różniących się, co uzupełniających. Według opisu św. Łukasza Chrystus wznosi się do góry, do nieba. Jest to obraz bardzo przemawiający do wyobraźni. Jako małe dziecko, słysząc o niebie, o Bogu lokowałem to miejsce wysoko nad chmurami, w przestrzeni ozdobniej gwiazdami księżycem i słońcem. Takie wyobrażenie pomaga dziecku poukładać sprawy związane z wiarą, lecz staje się niebezpieczne dla dorosłego człowieka. Przykładem tego może być wypowiedź przywódcy Związku Radzieckiego Chruszczowa po pierwszym locie człowieka w kosmos. Powiedział on, że Gagarin był w kosmosie, ale Boga tam nie widział. Stąd prosty wniosek: Biblia się myli, nie ma Boga.

Wydarzenie Wniebowstąpienia Pańskiego ma przede wszystkim podwójny charakter teologiczny – zamyka publiczne życie Jezusa i rozpoczyna okres działalności Jego uczniów i Kościoła. Jezus nie tyle wzniósł się do góry, ile zasłonił się przed oczyma apostołów, jak w Eucharystii. Nie jest to zatem odejście, lecz pozostanie w innym kształcie. Wcześniej jednak Jezus posyła apostołów z misją głoszenia Królestwa Bożego: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. To jest najważniejsze zadanie dla apostołów. Chrystus zostawił dzieło zbawienia jakby niedokończone. Uczniowie mają je dopełnić. Mówi o tym poniższa legenda. Jezus po śmierci i zmartwychwstaniu wrócił do nieba. Archanioł Gabriel był nieco zaskoczony, że Jezus tak szybko powrócił. Trzydzieści trzy lata to za mało, aby dobrze przygotować tak ważne dzieło jakim było zbawienie człowieka. „Wróciłeś tak szybko”- powiedział archanioł Gabriel. „Mogłem zostać dłużej, ale oni mnie ukrzyżowali”- odpowiedział Jezus. „Och, ukrzyżowali Cię, to znaczy, że nie spełniłeś swojego posłannictwa”- podsumował Gabriel. „Niekoniecznie”- opowiedział Jezus – „Powołałem niewielką grupę uczniów, oni będą kontynuować moje dzieło”. Zaniepokojony Gabriel pyta: „A co będzie, gdy oni też nie wypełnią swego zadania. Czy masz jakiś zapasowy plan?” „Nie mam żadnego innego planu”- odpowiada Jezus.

Jezus złożył w ręce niewielkiej grupy apostołów misję głoszenia Ewangelii. Nie przygotował jakiegoś „zapasowego planu”, tylko dlatego, że pozostał na zawsze ze swymi uczniami, zawsze mogą liczyć na Jego pomoc: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Sam człowiek może się mylić, może ulec przeciwnościom. Zaś w łączności z Bogiem znajduje mądrość i siłę do pokonania wszelkich przeciwności, stojących na drodze wypełnienia powierzonej misji. Chrystus obiecuje apostołom szczególne obecność Ducha Świętego, na którego zesłanie czekają po wniebowstąpieniu Jezusa. I w pięćdziesiątym dniu po zmartwychwstaniu, gdy apostołowie z Maryją trwali w wieczerniku na modlitwie, zstąpił na nich Duch Święty. Napełnieni Jego mocą zaczynają odważnie głosić Ewangelię Chrystusa. Moc Ducha i świadomość obecności Chrystusa w ich życiu sprawia, że dokonują rzeczy niezwykłych; uzdrawiają chorych, wskrzeszają umarłych, mówią różnymi językami, gotowi są oddać swe życie za Chrystusa. I dzięki temu Kościół rozprzestrzenia się w zadziwiającym tempie.

Jest to możliwe w naszym życiu pod warunkiem, że tak jak apostołowie napełnimy się mocą Ducha Świętego i żyć będziemy głęboką świadomością obecności Chrystusa w naszym życiu. Ksiądz Mark Link, aby przybliżyć tę prawdę, w jednym ze swoich kazań opowiada następującą historię. Pewnego ranka siedmioletnia Jenny siedziała w kuchni przy stole jedząc śniadanie. Nagle do kuchni wszedł ojciec. Był tak zapędzony, że nawet nie zauważył córeczki. Pośpiesznie wziął coś, i zamierzał wyjść. A wtedy Jenny chwyciła go za rękę i powiedziała: „Tatusiu, zapomniałeś czegoś. Zapomniałeś powiedzieć mi dzień dobry”. Zaskoczony ojciec przygarnął do siebie dziecko i powiedział: „Bardzo przepraszam. Tak wiele mam problemów w pracy, że one zaprzątają moje myśli dniem i nocą”. Jenny ciągle trzymając ojca za rękę powiedziała: „Tatusiu, czy pomodliłeś się dzisiaj rano?” „Nie”- odpowiedział zmieszany ojciec”. „Chodź ze mną”- powiedziała – „To zajmie tylko jedną minutę”. Ojciec posłusznie podążył za córeczką do jej pokoju. Następnie Jenny powiedziała: „A teraz zamknij oczy”. Poczym sama zrobiła to samo i cicho powiedziała: „Jezus powiedział: Nie lękaj się, ja zawsze jestem z tobą”. I dodała: „Tatusiu, tylko pomyśl o tym kilka minut a na pewno poczujesz się lepiej”. I rzeczywiście ta poranna lekcja była bardzo ważna w życiu zabieganego człowieka.

Świadomość obecności Boga w naszym życiu sprawia, że otwieramy się na działanie Jego łaski. Napełnieni nią możemy dokonać bardzo wiele, możemy wypełnić zadanie jakie postawił Chrystus swoim uczniom i nam, przed swoim wniebowstąpieniem: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. Wypełnianie tego nakazu słowem i czynem jest drogą, prowadzącą nas do nieba.

Ks. Ryszard Koper