Próba odwołania ministra obrony narodowej przez opozycję poniosła fiasko.

Było to do przewidzenia jednak Platformie Obywatelskiej i Nowoczesnej chodziło tylko o kolejną awanturę przeciw rządowi PiS.
Wniosek o wotum nieufności został odrzucony zdecydowaną większością głosów. Antoni Macierewicz powiedział po obradach Sejmu, że spodziewał się większej liczby posłów popierających jego odwołanie, ponieważ w ostatnich miesiącach została rozpętana nawała propagandowa przeciwko niemu i programowi reformy wojska, który realizuje.

Macierewicz zarzucił poprzednikowi na stanowisku w rządzie PO-PSL Tomaszowi Siemoniakowi „rezygnację z narodowego potencjału obronnego” oraz podpisanie dokumentu mającego zniszczyć polski przemysł obronny. Warto dodać, że rząd PO-PSL zniósł powszechną służbę wojskową. Gdy szef MON w rządzie Donalda Tuska domagał się zwiększenia wydatków na obronę zgodnie z zaleceniami NATO, premier spytał „na jaką wojnę minister się wybiera?”. Wkrótce potem nastąpił atak Rosji na Ukrainę.

Wniosek o wotum nieufności dla Macierewicza był dyskutowany w Sejmie na dwa dni przed spotkaniem na szczycie liderów krajów NATO w Brukseli, z udziałem prezydenta Donalda Trumpa. Mimo to opozycja zdecydowała się na podważanie pozycji polskiego ministra obrony przed tak ważnym wydarzeniem. Podobnie postąpiła rok temu wnosząc o dymisję ministra obrony przed szczytem NATO w Warszawie.

Szef MON odniósł się do obecnego szczytu NATO 25 maja, gdzie mają zostać poruszone dwie kluczowe sprawy. Po pierwsze zwiększenia nakładów na obronę przez państwa członkowskie. Polska należy do ledwie pięciu krajów, których budżet wojskowy wynosi dwa procent dochodu narodowego. Taka wysokość nakładów jest obowiązkowa, lecz wiele państw uchyla się od tego, w tym Niemcy wydające połowę zalecanej sumy.

Zdaniem polskiego ministra, na jego kolegach z sojuszu „robi olbrzymie wrażenie podjęty przez nas wysiłek reformy polskiej armii oraz próba zwiększenia jej liczebności, budowa Wojsk Obrony Terytorialnej i kwestia wydawania pieniędzy na modernizację armii.” W Polsce po raz pierwszy od dziesięciu lat udało się wydać wszystkie środki na ten cel.

Druga sprawa omawiana na szczycie to udział państw NATO w walce z terroryzmem.

Wniosek o wotum nieufności wobec szefa MON uzasadniał w imieniu PO poseł Tomasz Siemoniak, szef MON w rządzie PO-PSL. Jego zdaniem pozostawanie Macierewicza na tym stanowisku szkodzi bezpieczeństwu Polski a jedna trzecia wyborców PiS chciałaby jego odejścia. Znajduje się on też na czele rankingu nieufności, według sondaży polskiej opinii publicznej.

Oczywiście innego zdania był wiceminister MON Michał Dworczyk, który dowodził, że wniosek PO o wotum nieufności dla jego szefa stanowi oznakę „bezideowego i pustego podejścia Platformy do spraw państwa. Platforma nie ma programu i konstruktywnych pomysłów a w jej wniosku o dymisję „roi się od nieprawd, manipulacji i zwykłych kłamstw”. A co gorsza „wiele z zarzutów to po prostu niezrozumienie współczesnej armii, jej potrzeb i wyzwań, jakie stoją przed wojskiem polskim”, oświadczył Dworczyk. Przypomniał wydarzeniach podczas kadencji ministra: były to największe manewry wojsk NATO jakie miały miejsce w Polsce po roku 1989, rozmieszczenie wojsk sojuszu w kraju, w ramach wzmocnienia „flanki wschodniej” sojuszu oraz doskonałą organizację szczytu NATO w Warszawie rok temu. Próbę odwołania szefa MON przed spotkaniem na szczycie w Brukseli uznał za działanie na szkodę państwa.

Premier Beata Szydło kilka dni przed debatą w Sejmie oświadczyła, że nie bierze pod uwagę dymisji szefa MON. Natomiast w przemówieniu podczas debaty pozwoliła sobie na krytykę elit politycznych Unii Europejskiej w związku z zamachem terrorystycznym w Manchesterze. Powiedziała o „oszalałych elitach europejskich” i wezwała Europę, aby obudziła się z letargu i powstała z kolan. Słowa te wywołały brawa posłów PiS, jednak nie spodobały się opozycji. Jak powiedział potem w radio poseł Siemoniak – PiS traktuje Unię Europejską jako zło konieczne, jako wroga. Elity europejskie to przecież kanclerz Merkel, prezydent Macron, premierzy Włoch, Hiszpanii, ich zaatakowała premier Szydło. Jak będzie teraz z nimi rozmawiać w Brukseli? „To jest jakaś katastrofa.” Szydło mówi językiem, którym nawet Wiktor Orban nigdy nie odważyłby się mówić.” I oświadczył, że premier polskiego rządu sieje nienawiść. Sądzi on, że Beata Szydło walczy o utrzymanie stanowiska, dlatego chce się przypodobać twardemu elektoratowi PiS a zwłaszcza Jarosławowi Kaczyńskiemu. W lipcu odbędzie się kongres partii, na którym ma zostać postanowiona rekonstrukcja rządu.

Jak dotąd Beata Szydło znajduje się na czele rankingu zaufania Polaków, razem z prezydentem Andrzejem Dudą oraz Pawłem Kukizem.

Jan Różyłło