Platforma Obywatelska do dzisiaj nie wyciągnęła żadnych wniosków ze swej przegranej w ostatnich wyborach. Jasne jest, że nie ma żadnego programu. Niezależna też go nie ma. Obie partie potrafią tylko torpedować PiS, nie proponując ze swej strony niczego kreatywnego. Obie partie uprawiają opozycję dla samej opozycji. I to w sytuacji, kiedy ich notowania w sondażach wykazują czarno na białym, że nie mają szans na przejęcie władzy. Wypowiedzi ich liderów są żałosne. Oni sami również. Ostatnio zaprzeczają sami sobie. PiS natomiast nie umie pozyskać dla siebie tych, którzy nie są jeszcze politycznie zdecydowani, począwszy od osób, które uważane są za autorytety w różnych środowiskach. Mało tego, partia ta wciąż daje do zrozumienia, że tylko jej zwolennicy są prawdziwymi Polakami i że tylko ona jest w prostej linii spadkobierczynią tego, co w polskiej historii było najlepsze. Gołym okiem też widać, że wszystkie zmiany w prawie i konstytucji mają jej zapewnić długie panowanie i umożliwić zbudowanie katolickiego państwa narodu polskiego. Ciekawe, czy następne pokolenie wyda z siebie polityków, którzy nie będą radykałami, tylko trzeźwo myślącymi ludźmi kompromisu. Na razie nie widzę takich osób wśród młodych ludzi.

$

Często słyszę teraz dwa słowa wzajemnie się uzupełniające – „patriotyzm” i „duma narodowa”. Jeszcze niedawno były to pojęcia niezbyt modne a dzisiaj stają się nośne. Zauważę zatem, że patriotyzm to nie tylko miłość ojczyzny, nie tylko emocjonalne jej uwielbienie, ale także uświadomienie sobie wad i niedociągnięć z nieustannym przypominaniem rzeczy, które powinny być zmienione i spraw, które powinny być załatwione. Słowem „duma” szafuje się teraz bez umiaru. Aż się chce zapytać, czy tu w Ameryce mamy być dumni z niewielkiego znaczenia Polonii i braku liczących się polityków o polskim rodowodzie?

$

Kiedy mówi się o Polakach ratujących Żydów od zagłady, od razu Żydzi mówią o Polakach, którzy ich wydawali. I zaraz następuje licytacja. Trzeba gwoli prawdy mówić o jednych i drugich. Ale gwoli tejże prawdy trzeba także mówić o Żydach, którzy wydawali Niemcom swoich rodaków i współpracowali z Gestapo. A jakoś Żydzi o nich nie mówią. Prawie nigdy nie wiedzą, że Polaków zginęło podczas wojny ponad trzy miliony. Zgadzam się, że trzeba mówić, nie tylko o bohaterach, ale także o zdrajcach i szmalcownikach. Ale dlaczego to ma się odnosić tylko tylko do Polaków a nie również i do Żydów?

$

Wolter – „Przesądy są rozumem głupców”.

$

Wiesław Myśliwski, najwybitniejszy współczesny prozaik polski – „Ktoś, kto nie pisze, też żyje w sobie, we własnej wyobraźni, a nie na zewnątrz. Na zewnątrz żyjemy w stereotypach. Żyjemy w tym, czego się nauczyliśmy, co nam się ciągle nadaje, co widzimy, co słyszymy, w co nas wciągają. Natomiast prawdziwie żyjemy tylko w sobie. Tylko w sobie jesteśmy wolni. Niektórzy już się w ogóle przenieśli tutaj (pisarz wskazuje gestem na telewizor). To jest groźne, bo to jest coś, co konkuruje z naszym wnętrzem, wyobraźnią, naszym własnym językiem. Ale taki jest współczesny świat, który próbuje nas odindywidualizować. Niepotrzebni jesteśmy światu jako indywidualności, potrzebni jesteśmy jako klienci, konsumenci. Niepotrzebni jesteśmy jako jednostki samodzielnie myślące, żyjące we własnych światach. Z nas chce się zrobić wspólny mianownik świata. I dopóki stać nas będzie na własny wewnętrzny świat, dopóty ocalejemy, będziemy ludźmi.”

$

Z najnowszej biografii Bolesława Prusa – „Śledztwo biograficzne. Prus” wyłania się inny człowiek i inny pisarz w porównaniu z tym, co dotychczas o nim wiedzieliśmy. Autorka tejże biografii – Monika Piątkowska dotarła do dokumentów, notatek i zapisków, które rzucają inne światło na jego postać, jakże ważną dla naszej literatury, myśli społecznej i historiozofii. Ostatnio w ramach odgórnie wprowadzanej polityki historycznej gloryfikuje się Sienkiewicza jako krzepiciela serc i twórcę mitologii narodowej, który trafił pod strzechy. Prusa zaś pomija się dzisiaj w narodowej pedagogice. Zapewne dlatego, że nie pokazywał nas takimi, jakimi siebie sobie wyobrażamy. Acz pisał o nas serdecznie i ciepło, to jednak krytycznie. A tego nie lubimy. Wolimy tegoż – wielkiego skądinąd – Sienkiewicza, który nas upiększał i uszlachetniał. Piątkowską, bardziej interesuje prywatny człowiek – Aleksander Głowacki, niż pisarz – Bolesław Prus. Tym, którzy zapomnieli, przypominam, że takie właśnie było prawdziwe imię i nazwisko twórcy „Placówki”, „Lalki”, „Faraona” i „Emancypantek”. Autorka dostrzega go w postaci Wokulskiego, który łączył w sobie romantyzm i pozytywizm, i jednocześnie w Rzeckim jako niepoprawnym idealiście i romantyku. Głowacki jawi się jej jako człowiek osobny i często nierozumiany przez innych, postrzegajacy świat i ludzi w nietypowy sposób. W Prusie zaś widzi pisarza, który tworzy bohaterów pogrążonych w wewnętrznym chaosie. I on sam i jego postacie cierpią na depresję. Stan szczęśliwości nie jest ich doświadczeniem. Piątkowska przypomina również, że Prus miał nieślubnego syna, którym był Jan Bogusz Sacewicz. Niewiele wiadomo o jego życiu. Po śmierci pisarza nikt nie interesował się losem jego syna, choć był to jedyny jego potomek. Udało się ustalić jedynie, że był oficerem AK i zginął w 1945 roku tuż przed wyzwoleniem obozu jenieckiego w Lubece. Romans Głowackiego/Prusa z jego matką Aliną Sacewicz opisała przed laty Gabriela Pauszer-Klonowska w „W cieniu nałęczowskich drzew”. Książka ta jednak szybko została zapomniana. Nie pasowała do legendy.

$

Na Greenpoincie powstała nowa sala wystawowa – Green Point Projects. Jest położona na uboczu, między magazynami, przy ulicy Gem pod numerem 27. Jej inicjatorem jest Sławomir Górecki, który zamierza tu promować sztukę polską. On też jest organizatorem wystawy obrazów, rysunków i grafik Stanisława Fijałkowskiego obchodzącego właśnie 95. lecie. Jego dzieła, określane jako minimalistyczne, zaciekawiły mnie różnorodnością i inwencją wyobraźni. Są rzeczywiście minimalistyczne a mimo to mają w sobie jakąś tajemniczą moc. Przyciągającą i wciągającą.

$

Odrębnym światem jest także malarstwo zmarłego niedawno Juliana Stańczaka, o którym niedawno pisałem w „Kartkach”. W Fundacji Kościuszkowskiej odbył się wieczór poświęcony pamięci tego niezwykłego artysty. Ciekawe, że padały w nim rozbieżne określenia jego sztuki. Dla jednych jest współtwórcą op-artu, dla drugich ekspresjonistą, dla trzecich kolorystą-geometrystą. On sam nazywał siebie impresjonistą, natomiast w oczach żony był przede wszystkim romantykiem bardzo tęskniącym za Polską. Dzięki Tomaszowi Magierskiemu, który pokazał Stańczaka w ciekawym filmie dokumentalnym, możemy posłuchać, co sam mówi o sobie i swojej sztuce. W filmie tym jawi się on nie tylko jako fascynujący malarz, ale i człowiek. Chciałoby się być nie tylko wśród jego obrazów, ale i rozmawiać z nim o rzeczach najważniejszych. Był ujmująco mądry. Lgnę do takich osób.

Andrzej Józef Dąbrowski