Zaostrza się konflikt Brukseli z Warszawą w sprawie rozmieszczania imigrantów islamskich w Unii Europejskiej.

W ostatni wtorek odbyła się w Parlamencie Unii Europejskiej debata o wykonywaniu przez państwa członkowskie zobowiązania z 2015 roku o przenoszeniu uciekinierów z Włoch i Grecji. Państwa Unii zgodziły się na przyjęcie 160 tysięcy ludzi. Do tej pory udało się przenieść tylko 11 tysięcy.

Rząd Ewy Kopacz zgodził się na przyjęcie siedmiu tysięcy, lecz Polska nie przyjęła do tej pory ani jednej osoby. Premier Beata Szydło stanowczo odmówiła, w związku z debatą, przyjęcia imigrantów islamskich przez Polskę.

70 procent Polaków jest przeciwne przyjmowaniu imigrantów islamskich. Donald Tusk, przewodniczący Rady Europy, zapowiedział kary dla Polski jeżeli nie wywiąże się z obietnicy rządu Kopacz.

Podczas debaty w Parlamencie UE europosłanka PO Barbara Kurdycka skrytykowała polski rząd za odmowę przyjmowania imigrantów. Wspomniała, że Caritas i Episkopat oferują pomoc przez organizowanie korytarzy humanitarnych. „Rząd PiS, który szafuje wartościami katolickimi nie liczy się nawet z tym”, oświadczyła. Przyjmowanie powinno być dobrowolne – dodała – jednak rząd musi wykonać swe zobowiązania. Wypowiedź Kurdyckiej skrytykował europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski. „W debacie PE o relokacji uchodźców dotąd żaden z europosłów nie atakował swego rządu. PO jest jednak wyjątkowa”, napisał na Twitterze.

Oprócz Polski ani jednego imigranta islamskiego nie przyjęły Austria i Węgry. W marcu Komisja Europejska zagroziła rozpoczęciem postępowania o naruszenie unijnego prawa wobec państw, które do września nie zwiększą swego udziału w programie relokacji. To postępowanie może prowadzić do nałożenia kar na państwa członkowskie. We wrześniu upływa termin wykonania programu z 2015 roku. Zdaniem Komisji Europejskiej nie wygasną wtedy zobowiązania państw.

Premier Szydło zapowiedziała, że Polska nie przyjmie żadnych uchodźców z Syrii i innych krajów, nawet jeśli UE – zniecierpliwiona łamaniem zobowiązań przez polski rząd – rozpocznie dyscyplinującą procedurę. – Nie ma możliwości, aby do Polski byli przyjmowani uchodźcy, i na pewno nie zgodzimy się na narzucanie Polsce ani innym krajom członkowskim jakichkolwiek przymusowych kwot – powiedziała premier. Ale Komisja Europejska zagroziła we wtorek rozpoczęciem procedury o naruszenie prawa UE, jeśli Polska, Węgry i Austria nie zaczną do czerwca relokacji uchodźców. Zdaniem KE państwa te łamią zasady sprawiedliwego podziału odpowiedzialności. Minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak powiedział, że Polska się nie ugnie a relokacja nie jest rozwiązaniem kryzysu uchodźczego w Europie.

Natomiast Donald Tusk pyta retorycznie, czy chcemy wspólnie z Europą rozwiązywać problemy związane z migracją, czy twardo wyłamywać się z europejskiej solidarności i nie przyjmować uchodźców. Oba podejścia mają swoje uzasadnienie ale też koszty – powiedział Tusk. Opowiedzenie się Tuska przeciw stanowisku obecnego rządu dowodzi zdaniem sympatyków PiS, że rezygnuje on ze startu w wyborach prezydenckich w 2019 roku i postanawia pozostać „na służbie niemieckiej”.

Minister Błaszczak zapytał retorycznie, czyje interesy reprezentuje Tusk, bo na pewno nie polskie. Wyjaśnił, że w przypadku przyjęcia uchodźców ta społeczność rozrasta się i problem polega na tym, że się nie integruje ze społecznością europejską. Jakby na ironię dodał, że polski rząd jest solidarny wobec partnerów. Gdy Węgrzy zwrócili się o pomoc to wysłano im 30 strażników granicznych do patrolowania granicy z Serbią i podobnie Polska postąpiła wobec Bułgarii.

Natomiast stanowisko opozycyjnej Platformy Obywatelskiej wobec uchodźców stało się chwiejne. Z jednej strony europosłanka PO Barbara Kurdycka głosi, że należy ich przyjmować. Podobnie uważają inni politycy PO, jak senator Jan Rulewski. Uważa on, że byłby to wyznacznik polskiej solidarności, moralności i jedyną możliwą odpowiedzią na wezwanie papieża Franciszka o pomoc uchodźcom.

Jednak z drugiej przewodniczący PO Grzegorz Schetyna powiedział, że Polska nie powinna przyjmować „nielegalnych imigrantów”. Schetyna liczy się z tym, że ogromna większość Polaków właśnie tak uważa, więc nie chce zająć niepopularnego stanowiska. Czuje się odpowiedzialny za szanse wyborcze swojej partii.
W tym sporze samo pojęcie „europejskiej solidarności” jest niejasne. Po pierwsze, to była osobista decyzja kanclerz Angeli Merkel, żeby przyjmować uchodźców z Bliskiego Wschodu. Kiedy fala uchodźców zalała Niemcy, pani kanclerz postanowiła podzielić się nimi z innymi państwami, wymuszając ich zgodę. Rząd Ewy Kopacz uległ naciskowi, ale rząd Beaty Szydło uznał, że nie skończy się na przyjęciu siedmiu tysięcy ludzi. Zresztą oni sami nie chcą mieszkać w Polsce, wolą bogate Niemcy przyznające nowo przybyłym znaczne zasiłki socjalne.

Dziennik Rzeczpospolita opublikował niedawno list Syryjczyków wysłany do Urzędu d.s. Cudzoziemców przesiedlonych do Polski. Skarżą się, że status uchodźcy nadany w Polsce utrudnia im obecne życie poza krajem pochodzenia. Status ten przyjęli, ponieważ wprowadzono ich w błąd. Inni Syryjczycy powiedzieli po wyjeździe do Niemiec, że życie w Polsce jest „niemożliwe” z powodu niskich zarobków, nieznajomości języka oraz „braku życzliwego otoczenia społecznego”. A także złe przygotowanie aparatu państwa do pomocy.
Polska nie chce uchodźców muzułmańskich. Natomiast rząd PiS kilka razy oświadczał, że będzie pomagał w obozach na Bliskim Wschodzie. Sceny przemocy i gwałtów na kobietach, których dopuszczają się młodzi muzułmanie jest wystarczającą przestrogą o zamachach terrorystycznych już nie mówiąc.

Jan Różyłło