Trzeba natychmiast żyć. Jest później, niż się wydaje!

Zamierzam zająć się sobą bardziej niż dotychczas, żeby zdążyć jakoś rozpoznać samego siebie i wyraźniej utrwalić w słowie. To zarozumiałość, ale nic nie poradzę na to, że w końcu odkryłem, że mój świat wcale nie jest gorszy ani mniej ciekawy od świata ludzi, których opisywałem, bo mnie fascynowali lub którzy byli mi zadawani do opisania.

$

Tegoroczny Festiwal Filmów Polskich w Nowym Jorku dedykowany był Andrzejowi Wajdzie. Pokazane zostało na nim, nie tylko jego ostatnie i jakże ważne dzieło „Powidoki”, ale przypomniany został również „Popiół i diament”, uważany przez wielu krytyków za arcydzieło. Ponadto wyświetlony został film dokumentalny „Andrzej Wajda: Róbmy zdjęcie!”, wyreżyserowany przez jego studentów, którzy postanowili utrwalić swego mistrza podczas kręcenia filmu „Katyń”. Udało im się pokazać, w jaki sposób pracuje on z aktorami i jak funkcjonuje jego wyobraźnia. Udało się również pokazać rzecz najważniejszą – malarską świadomość Wajdy, myślącego od razu całymi obrazami i reżyserującego metodą od ogółu do szczegółu. Kiedy oglądałem ten film, przypomniały mi się nauki pobierane u Wajdy w warszawskiej PWST w połowie lat 70. ub. wieku. Opowiadając na Wydziale Reżyserii Dramatu o swej pracy w filmie i teatrze, mówił jak o przygodzie pełnej niespodzianek i odkryć. O dziełach, które nakręcił i sztukach, które wystawił także mówił obrazami. W jego narracji powstawały obrazy o obrazach, którymi były już nakręcone filmy i wyreżyserowane przedstawienia. Na przykładzie „Sprawy Dantona” Stanisławy Przybyszewskiej, którą wówczas reżyserował w warszawskim Teatrze Powszechnym, pokazywał jak czyta dzieło literackie. I owszem, zagłębiał się wraz z nami w poszczególne warstwy znaczeniowe i meandry głównych postaci, ale zawsze widział je tak, jakby jednocześnie malował je na płótnie lub rysował na kartonie. Świetnie wydobywał to, co w danym utworze jest ponadczasowe i brał na warsztat tylko takie utwory, przez które mógł coś istotnego powiedzieć, m.in. o otaczającej nas wtedy rzeczywistości politycznej. Wbrew temu, co wypisują o nim jego wrogowie, wcale nie był pieszczochem władz. Przeciwnie musiał dobrze kombinować, lawirować i wyprowadzać w pole, by uzyskać zgodę na kręcenie a potem, by pokazać na ekranie, choćby część tego, co zamierzał. A i tak nie brakowało działaczy partyjnych, którzy krzyczeli, że nie pozwolą już Wajdzie niczego więcej zrobić. Ratowało go głównie to, że jego filmy zarabiały w owych latach 70. na całą polską kinematografię. Serio!

Nauczyłem się od niego, nie tylko owego myślenia obrazami, ale przede wszystkim inspirowania aktorów i wciągania ich w proces powstawania przedstawienia. On też uspokajał mnie mówiąc: „nie bądź przesadnie ambitny”. Jeśli mówisz rzeczy potrzebne a mimo to poniesiesz klęskę, to będzie to klęska wartościowa. Samo dochodzenie do prawdy i jej przekazywanie jest również czymś bardzo ważnym i pożytecznym. Ewentualny sukces jest już wartością dodatkową. Pożądaną, a jakże, ale przecież nie nieodzowną.

$

Andrzej Wajda – „Nie chcę sumować mojego życia, nie mnie je oceniać. W każdym razie: starałem się. Wiem, że zostawię po sobie nie tylko filmy, ale też Mangghę, Galerię Europa – Daleki Wschód, Szkołę Języka Japońskiego, pawilon z witrażami Wyspiańskiego. A jeszcze ta dawna elektrownia w Radomiu, która przemieniła się w galerię sztuki.

(…) Kino narodowe istniało i za PRL. Generała Moczara otaczała grupa artystów, którzy realizowali tę jego ideę. Żaden z tych filmów nie pozostał w naszej pamięci. Taki film zawsze jest lokalnym wydarzeniem bez znaczenia. Jeśli się umówimy, że będziemy się zachwycać sami sobą, to nasz zachwyt będzie krótki i jałowy. A co najważniejsze, nie odegra żadnej roli. To jak w piosence: >Styl dawno minionych chwilpedagogiką wstydu

$

Kiedy czytam w polskiej prasie prawicowej o polskich bohaterach, zwłaszcza tych z II Wojny Światowej, odnoszę wrażenie, że wszyscy z nich byli narodowo-prawicowi i narodowo-katoliccy. A przecież to nieprawda! Dla pełności obrazu dodam, że ci o innych orientacjach nie byli ani mniejszymi bohaterami ani gorszymi Polakami.

$

Wykład dr Ewy Jędruch w nowojorskim Instytucie Piłsudskiego uświadomił mi ponownie rolę i znaczenie kobiet w Armii Andersa. A było wśród nich wiele fascynujących i zarazem bohaterskich pań. Dzieje większości z nich, począwszy od matki pani Jędruch to gotowe materiały na scenariusze filmowe. Gotowym materiałem jest również życie kulturalne tejże Armii, nie wyłączając piśmiennictwa, teatru, estrady i kabaretu. Bardzo lubię i cenię panią Ewę. Zawsze kojarzy mi się z tym, co we Lwowie było najlepsze.

$

Zauważyłem, że osoby wychowane na rapie nie tylko nie znają, ale i nie słyszą innej muzyki i nie potrzebują jej znać ani słyszeć. Nie słyszą również tego, że rap to właściwie jedna melodia w wielu wariantach i z innym słowami. Mało odkrywczymi – powiedzmy sobie szczerze. A przecież protest i bunt może być sztuką. I to jaką! Ci najbardziej zbuntowani raperzy podejrzanie mało wymagają od siebie, zadowalając się stwierdzeniem, że zastany świat jest do kitu a ludzie podli.

$

Pan Grzegorz Kramer napisał na Facebooku – „Łatwiej świętować konstytucję sprzed wieków niż przestrzegać obowiązującej. To ma też swoje przełożenie na religię. Łatwiej wspominać stare wydarzenia niż dziś żyć Ewangelią Jezusa”. Otóż to, otóż to.

$

Mamy już dwie Polski, dwie Ameryki, dwa Zjednoczone Królestwa, a teraz przybyły nam dwie Francje. Robi się coraz ciekawiej i coraz groźniej.

$

Ciągle do głównych opiniodawców i osób uważanych za autorytety nie dociera fakt, że chrześcijanie są w tej chwili najbardziej prześladowanymi i najczęściej mordowanymi ludźmi na świecie. Jakoś dziwnie tego nie widzą. A może nie chcą lub nie umieją widzieć? Bywa, że ten temat podejmują zdeklarowani wolnomyśliciele. W imię prawdy i solidarności. Skądinąd przypomnieć trzeba, że wolnomyślicielstwo nie prowadzi walki z kościołami, ani z wyznaniami. Wolnomyślicielstwo to umysłowa niezależność od wszelkich idei i religii. Powtarzam – niezależność. Wiem, że przyznając się do niej bardzo się teraz narażam, ale trudno. W końcu nie muszę wszystkim się podobać ani ze wszystkimi zgadzać.

Andrzej Józef Dąbrowski