Dwie szacowne organizacje pilnujące wolności słowa i demokracji w świecie wydały raporty silnie krytykujące Polskę pod rządami Prawa i Sprawiedliwości – amerykańska fundacja Freedom House i Reporterzy bez Granic.

Freedom House ogłosił w ostatnich dniach, że Polska spadła o sześć punktów w ciągu roku w rankingu wolności mediów. Ma obecnie tylko 34 punkty w kategorii „częściowo wolna”. Rok temu miała 28 punktów i status „wolna”, na skali od 0 (najwięcej wolności) do 100. FH obserwuje łącznie 199 państw.

A jak Polska wypada w uszeregowaniu państw? W rankingu zajęła 66 miejsce razem z Antiguą, Barbudą i Koreą Południową. Wypada lepiej od Węgier (44 punkty) i Ukrainy (53), ale zdecydowanie lepiej od Białorusi i Rosji (83), gdzie nie ma wolnych mediów. Pierwsze miejsce zajmuje Norwegia (8) Holandia i Szwecja (11). Natomiast najgorzej wypada Korea Północna i Turkmenistan (98).

Jako przykład ograniczania wolności mediów w Polsce Freedom House cytuje słowa Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że Gazeta Wyborcza jest przeciwko polskiej racji stanu. Stawia prezesa PiS obok przywódców Afryki Południowej, Filipin i Stanów Zjednoczonych. A to dlatego, że „starali się delegalizować krytyczne lub bezstronne źródła informacji… odrzucając tradycyjną w społeczeństwach demokratycznych rolę stróża wolnej prasy.”

Freedom House zarzuca rządowi przejęcie kontroli nad publicznymi rozgłośniami radiowymi i telewizją TVP. W rezultacie media te sprzyjają PiS w swych programach. Agencje rządowe zaprzestały prenumeraty mediów sprzyjających opozycji a spółki skarbu państwa przestały się w nich ogłaszać.

„Przez cały ubiegły rok – stwierdza dalej raport – rząd PiS starał się podważać w mediach głosy niezgodne z jego narracją historyczną. A ta narracja PiS na ogół pomija udział Polaków w zbrodniach w czasie II wojny światowej. W lutym TVP rozpoczęła emisję filmu „Ida” – o katolickiej zakonnicy, która odkryła, że rodzice byli Żydami i zostali zabici w czasie II wojny – 12 minutowym wstępem. Komentatorzy oświadczyli, że film przedstawia w sposób wypaczony współczesną historię Polski. W kwietniu prokuratorzy przesłuchiwali przez pięć godzin Jana Grossa z podejrzenia, że publicznie obraził naród twierdząc, że w czasie II wojny światowej Polacy zabili więcej Żydów niż nazistów. Poglądy Grossa skłoniły prezydenta Andrzeja Dudę do rozważenia, czy nie pozbawić go Orderu Zasługi otrzymanego w 1996.”

Warto zauważyć, że prezydent Duda nie odebrał Grossowi orderu, chociaż autor ten prowadzi w kolejnych publikacjach coś w rodzaju kampanii antypolskiej w sprawie stosunków polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej. Polscy historycy podważyli jego tezy przedstawione w „Sąsiadach”, lecz autor nie sprostował błędów. Zaś komentarze przed projekcją „Idy” w TVP nie naruszały obyczaju przedstawiania innych punktów widzenia, niż podany w emitowanym filmie. Jest to przyjęta praktyka. A konieczna w odniesieniu do tak ważnej sprawy, jak obarczanie Polaków winą za Holocaust. Przecież w „Idzie” w ogóle nie widać Niemców.

Wątpliwe też, by wycofanie ogłoszeń spółek skarbu państwa z wrogiej rządowi PiS „Gazety Wyborczej” naruszało wolność słowa. GW coraz bardziej nasila kampanię antyrządową i władze nie przeszkadzają w tym redakcji, nie cenzurują tekstów, nie nękają dziennikarzy. Owszem, poprzedni rząd PO-PSL hojnie dofinansowywał GW przez ogłoszenia i prenumeratę. ale czy wtedy nie ograniczał przekupstwem wolności gazety w krytykowaniu władz?

Również przejęcie kontroli mediów publicznych przez rząd trudno określić w polskich warunkach ograniczeniem wolności słowa. Wprawdzie TVP i Polskie Radio sprzyjają PiS ale nie działają w próżni. Większość mediów: telewizji jak TVN, radiostacji jak TokFM, czy tygodników jak „Newsweek Polska” jest jawnie wroga partii rządzącej. Trzeba było przejęcia kontroli mediów publicznych, aby trochę zrównoważyć przekaz dochodzący do społeczeństwa.

Co więcej, ogromna większość prasy regionalnej należy do koncernów niemieckich. To sytuacja niespotykana ani w Niemczech ani w innych krajach Unii Europejskiej. Rząd zmierza obecnie do „repolonizacji” tych mediów przez ich wykup. Można sobie wyobrazić co w przyszłym roku powie Freedom House; jaki będzie krzyk, że władze polskie chcą, by gospodarzami polskich mediów byli Polacy.

Wspomniany na wstępie raport drugiej organizacji wolnościowej „Reporterzy bez Granic” również maluje raczej ponury obraz mediów w Polsce. W roku 2017 kraj nasz znalazł się na 54 miejscu pod względem wolności słowa, obok Haiti i Mauretanii. Rok wcześniej był na miejscu 47. Jednak za rządów PO-PSL w roku 2015 przyznano nam miejsce 18. Jednym z głównych powodów spadku wolności ma być przejęcie kontroli mediów publicznych przez PiS, jak wspomniano wyżej.

Reporterzy bez Granic wytykają partii rządzącej próbę ograniczenia mediom dostępu do parlamentu w grudniu 2016. „Dopiero kiedy tysiące ludzi wyszły na ulice w obawie o wolność słowa, wycofali się ze swoich planów. Wiele obaw – piszą reporterzy – budzi też zapowiadana przez rząd PiS tzw. repolonizacja mediów i wprowadzenie limitu poziomu kapitału zagranicznego w polskich spółkach medialnych.” No właśnie, ale kto powinien obawiać się repolonizacji, bo raczej nie Polacy. A oto gwóźdź raportu: W odpowiedzi na poważne i powtarzające się pogwałcenie wolności i pluralizmu mediów w październiku 2016 r. Reporterzy wystosowali do Unii Europejskiej „wezwanie o nałożenia sankcji na Polskę, w tym sankcji finansowych”.

Reporterom bez granic przyzwoitości nie przeszkadzało, kiedy rząd PO-PSL dokonał najazdu na redakcję tygodnika „Wprost”, żeby przejąć komputery z danymi o źródłach informacji w „aferze taśmowej”. Ani usunięcie dziennikarzy przychylnych PiS kiedy PO przejęła kontrolę nad TVP. Ani fałszowanie relacji telewizyjnych z Marszu Niepodległości itd.

Wolność mediów w Polsce ma się całkiem dobrze. Co będzie dalej, dopiero zobaczymy. Jednak dzisiaj kto chce krytykować rząd nie ma żadnych przeszkód czynić tego jawnie i z rozgłosem.

Jan Różyłło