„Pozbądź się wewnętrznego biegu” – mawiała Danuta Szaflarska do siebie samej i do młodszych kolegów, którzy „już nie wyrabiali na zakrętach”. Od niedawna próbuję i wciąż mi to kiepsko wychodzi. Ale staram się. Tylko muszę sobie o tym codziennie przypominać.

$

W moim wielotysięcznym archiwum publicystycznym i zdjęciowym szukam dawnych artykułów i fotografii, które są mi teraz potrzebne. Wzmaga się odczuwanie przemijania. Boleśnie, bo tak przedwcześnie.

$

Odwiedził mnie kolega z otwockiego liceum – Andrzej Bytnerowicz wraz z małżonką Dasią. Ostatnio widzieliśmy się 52 lata temu. O dziwo niewiele zmienił mu się głos i charakter pisma. Jest młodzieńczo szczupły. Lubiłem go, bo był dojrzalszy i subtelniejszy od innych chłopców w klasie, lepiej od nich wychowany i głębiej myślący. Miał też rozleglejszą od wielu z nas wiedzę. Interesował się przyrodą. Chciałem się z nim zaprzyjaźnić, ale przeprowadził się do Warszawy i przeniósł do innej szkoły. Kilka lat temu odnaleźliśmy się listownie i telefonicznie. Okazało się, że mieszka w Riverside, w Południowej Kalifornii. Szybko porozumieliśmy się na gruncie amerykańskich doświadczeń i wspomnień otwocko-świdersko-józefowsko-warszawskich. Dziś opowiadamy sobie wzajemnie nasze dzieje, dopełniane dziejami jego żony. Oboje stworzyli w Ameryce wzorowy dom i wychowali troje dzieci. Dostałem od nich w prezencie piękny witraż przedstawiający „Ucieczkę do Egiptu”. Nie wiem, skąd wiedzieli o moim zamiłowaniu do witraży. Czasu nie starcza na omówienienie wszystkiego, zatem umawiamy się na następne spotkania. Razem wybieramy się na uroczystości z okazji 50-lecia matury. Andrzej jest doktorem ekologii z dużym dorobkiem w tej dziedzinie, cenionym wielce w Stanach Zjednoczonych. Związał się na dobre m.in. ze Statewide Air Pollution Research Center of the University of California, USDA Fire Forest Service Laboratory w Riverside i International Union of Forest Research Organizations (IUFRO).

$

Minęła 30 rocznica śmierci Kota Jeleńskiego, jednego z najlepszych eseistów i znawców kultury, jakich mieliśmy. Był uosobieniem patrioty i jednocześnie rzecznikiem jedności Europy. Ponadnarodowej, budującej wspólną kulturę i wspólną tradycję. Władał w mowie i piśmie pięcioma językami. Jego urok osobisty zniewalał wszystkich. To on pokazał Europie m.in. Gombrowicza, Miłosza, Wata i Herberta. W powojennej Polsce był prawie nieznany. Krążyła jednak opowieść o tym, jak w przedwojennym liceum im. Stefana Batorego w Warszawie został wraz Krzysztofem Kamilem Baczyńskim pobity przez kolegów z klasy za to, że obaj przeciwstawili się antysemickim napaściom na nauczyciela matematyki. Ciż „prawdziwie patriotyczni” koledzy nieźle ich poturbowali, jak wynika z różnych zapisów. Niewielu wiedziało, że później Kot Jeleński był czołgistą w I-ej Dywizji Pancernej generała Maczka i brał udział w wyzwalaniu Belgii i Holandii. Po wojnie był m.in. współzałożycielem samopomocy intelektualistów europejskich. Chętnie wracam do jego esejów. Wysoko wystaje w nich ponad nasz swojski prowicjonalizm, w którym się tak rozkosznie czujemy, wzajemnie się nienawidząc i zwalczając. Jakże brak dzisiaj ludzi tak światłych, jak on i pozostali współzałożyciele Instytutu Literackiego w Paryżu. Jakże brak publicystów tej klasy, co autorzy paryskiej „Kultury”, począwszy od Jerzego Giedroyca, Józefa Czapskiego, Jerzego Stempowskiego, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Otóż są! Oni stali się najlepszym tego przykładem.

$

Jakoś nie chcemy wiedzieć, że Konstytucja 3 Maja, którą słusznie się przed światem chlubimy, była w dużej mierze dziełem masonów, którzy byli jednocześnie wielkimi patriotami. Jakoś nie chcemy wiedzieć, że Kościuszko był wolnomyślicielem i wielkim zwolennikiem Oświecenia. Opowiadał się za państwem świeckim oraz takimże szkolnictwem. Z życiorysów naszych wielkich wybieramy to, co nam pasuje do doraźnej propagandy i narodowej dydaktyki, pomijamy natomiast fakty z różnych powodów niewygodne lub nie pasujące do istniejących już pomników.

$

Kardynał Kazimierz Nycz – „Nie zawsze użycie krzyża – i trzeba to powiedzieć wyraźnie – czy próba schowania się za krzyżem Chrystusa, jest godna tego świętego znaku. Czasem wręcz bywa profanacją krzyża i nie ma nic wspólnego z tym, co nazywamy i chcemy mieć w naszej Ojczyźnie, czyli z patriotyzmem”.

$

ONR znowu żyje, maszeruje z krzyżem, podnosi prawicę z wiadomym pozdrowieniem i skanduje – „Wielka Polska Narodowa”. Prawica, na czele z PiSem milczy. Nie sądziłem, że możliwa jest reaktywacja polskiego nacjonalizmu. A tu proszę… Młodzież Wszechpolska też pręży muskuły, krzycząc – „Naszą drogą nacjonalizm, uderzymy w liberalizm”.

$

Zdzisław Beksiński – „Nie składam się z przekonań, tylko z wątpliwości”. W filmie „Ostatnia rodzina” malarz ten jawi się jako postać, której nie chciałbym poznać, choć jego obrazy mnie fascynują. Jego chory psychicznie syn jest wręcz odrażającym psychopatą. Nie mam dlań współczucia. Żal mi żony Beksińskiego granej wspaniale przez Aleksandrę Konieczną. Sam film jest znakomicie zrobiony.

$

Z dzieł prezentowanych na Nowojorskim Festiwalu Filmów Polskich największe wrażenie zrobiła na mnie „Zaćma” Ryszarda Bugajskiego. Jest to pogmatwany portret psychologiczny Julii Brystygierowej, osławionej „Krwawej Luny”, nękanej po latach wyrzutami sumienia i potrzebą odkupienia, przeplataną sadystyczną nienawiścią do swych ofiar. Maria Mamona w roli tejże Luny wykreowała postać która pozostała zagadką także dla samej siebie. Dobrym filmem jest „Obce niebo” dobitnie pokazujące różnice w mentalności między Polakami a wieloma ludźmi z Zachodu, jakże często bezdusznymi i bezwzględnymi. My z kolei jesteśmy postrzegani jako niezbyt mądrzy i agresywni. O potrzebie dzielenia życia z drugim człowiekiem dowcipnie przekonuje „Planeta singli” brawurowo wyreżyserowana przez Mitję Okorna i świetnie grana przez Agnieszkę Więdłochę i Macieja Stuhra. To zabawna komedia z niegłupim przesłaniem. Wyświelany poza konkursem „Smoleńsk” jest potwierdzeniem tezy o zamachu z fatalną Beatą Fido grającą dziennikarkę próbującą dotrzeć do prawdy o katastrofie. Wartością tego słabego skądinąd filmu jest pokazanie mechanizmu odgórnej manipulacji informacjami i mediami. To aktualny wciąż temat.

$

Prawdziwą wadą Internetu jest to, że ludzie uwierzyli, że mają coś istotnego do powiedzenia.

$

W tymże Internecie znalazłem taką oto prośbę – „Save me. On jpg or pdf”. Nie powiem, trochę mnie rozczuliła.

$$$

Panu Marianowi Sakowi z głębi serca dziękuję za krzepiące słowa uznania oraz za wsparcie naszej redakcji i mojej w niej osoby. Czujemy się docenieni i jesteśmy bardzo wdzięczni.

Andrzej Józef Dąbrowski