„Potrafiłem opić Rosjanina jego własną wódką. Byłem w tym dobry, wręcz profesjonalny. Piłem za dużo i to stało się problemem” – przyznał Brad Pitt w „oczyszczającym” wywiadzie udzielonym amerykańskiemu magazynowi GQ. Gwiazdor zapewnia, że od pół roku jest trzeźwy, uczęszcza na terapię i „odzyskuje czucie w palcach”. Z okładki wyziera wychudzona twarz aktora, który przez lata uważany był za wzór wszelkich cnót. Aż do zeszłego roku, gdy Angelina Jolie wniosła sprawę o rozwód z powodu „agresywnego zachowania męża, który nadużywał alkoholu i narkotyków”. Pitt został również oskarżony o stosowanie przemocy wobec dzieci, a konkretnie, podniesienie ręki na adaptowanego, 15-letniego Maddoxa. Do sytuacji miało dojść na pokładzie samolotu z Nicei do Los Angeles, gdzie para promowała swój najnowszy film. Jak relacjonowali świadkowie zdarzenia: „Pitt rozpoczął picie zaraz po wylocie z Nicei i pił przez całą podróż. Był w świetnym humorze i mimo próśb żony, wciąż prosił o kolejne drinki” – ujawnia pasażer samolotu. „Angelina stanowczo powiedziała mu, że powinien przystopować. Wtedy zaczął się awanturować z całą rodziną. Żona powtarzała, że porozmawiają „rano”, bo nie chciała kłócić się z nim i robić scen w samolocie. W pewnym momencie Maddox podszedł do pijanego ojca i poprosił, aby się uspokoił. W odpowiedzi wstawiony Brad uderzył go w twarz. Dla Angeliny to już było za dużo, próbowała uspokoić zarówno męża, jak i syna, jednak po przylocie do Los Angeles zamówiła dodatkowe taksówki, aby nie wracać z pijanym Bradem jednym samochodem. Jolie razem z dziećmi pojechała do hotelu, z kolei Pitt odwiedził kolejny bar” – donosi plotkarska prasa. W medialnej spowiedzi aktor przyznał, że dopiero rozwód „dał mu do myślenia”, „otworzył oczy na wyniszczające uzależnienie” oraz „pozwolił przyjrzeć się wnikliwie słabościom i porażkom”. „Pamiętam, i mówię całkiem serio, że w zeszłym roku nawiedziła mnie taka myśl: ktoś przechodził przez podobny skandal, wszędzie było o tym bardzo głośno. Pomyślałem: dzięki Bogu, że nigdy nie będę musiał przez to przechodzić. Mam swoje życie, swoją rodzinę, robię swoje, nie robię nic nielegalnego, nie wchodzę nikomu w drogę” – opowiadał Pitt. „A teraz? Jak szedł ten cytat Davida Fostera Wallace’a? Prawda cię wyzwoli, ale najpierw sponiewiera. A moją prawdą było uświadomienie sobie, że świetnie idzie mi odcinanie się od wszystkiego, co sprawia mi trudności” – podsumował aktor. Czy świat wybaczy skruszonej gwieździe? Z pewnością. Opinia publiczna uwielbia upajać się spektakularnymi upadkami, by zaraz potem móc trzymać kciuki za mozolne gramolenie się z powrotem na szczyt.

*

Sienna Miller, aktorka i modelka, której uznanie przyniosły role w „Snajperze” Clinta Eastwooda i „Dziewczynie Hitchcocka” (za którą otrzymała nominację do Złotego Globu) znana jest przede wszystkim jako „dziewczyna aktora”. „Związek z Jude’em Law był przez długi czas tematem numer jeden. Gdyby prześledzić wzmianki na mój temat w prasie, można by odnieść wrażenie, że zostałam aktorką dzięki temu, że spotykałam się przez jakiś czas ze sławną osobą” – mówi Sienna. Aktorka uważa, że romans, o którym rozpisywały się magazyny plotkarskie, tak samo jej pomógł, jak i zaszkodził. „Pisanie tylko o mojej prywatności uważam za krzywdzące. Ciekawe, że tylko kobietom dokleja się taką etykietkę. Tej, która wybiła się przez łóżko. Znam wielu mężczyzn, którzy dzięki znajomościom, a nie pracowitości czy talentowi porobili kariery. A jednak im nie przykleja się etykietek „chłopak kogoś sławnego”. I to jest bardzo frustrujące” – dodała. 35-letnia aktorka nareszcie dojrzała do decyzji, by chronić swoją prywatność i zamiast pozować na ściankach, skupić się na rolach. „Wcześniej sporo grałam, ale częściej bywałam. Na pewno nie miałam też takiego apetytu na kino. Czułam się młoda i nie wyobrażałam sobie, że miałabym zabiegać o role. Nie liczyłam też czasu, który mijał. Wydawało mi się, że jeszcze zdążę zrobić te wszystkie rzeczy, o których marzę. Wyobrażałam sobie, że zagram raz lub dwa razy dobrze i propozycje się posypią. To był błąd” – podsumowuje. Aktorka postanowiła przeprowadzić się do Nowego Jorku i zawalczyć o role. „Tutaj czuję większą mobilizację. Nowy Jork to tygiel kulturalny, miasto, które samo w sobie jest inspirujące. Poza tym jestem tu bardziej anonimowa niż w Londynie. A odkąd mam dziecko, rozsądniej dysponuję czasem. Muszę mieć naprawdę dobry powód, żeby wyjść z domu” – mówi. Sienna Miller postawiła na Nowy Jork i ma nadzieję, że to dobra decyzja. Podobnie jak kilka milionów imigrantów, którzy z podobną nadzieją przybyli do tego miasta.

*

„Szczęście jest stanem ducha, więc nie może być trwałe” – pisał już w XVII wieku Voltaire. Według hiszpańskiego psychologa, Rafaela Santandreu, powodem większości naszych trosk oraz braku poczucia szczęścia jest fakt, że mamy skłonność do wpadania w „pułapkę uwielbienia komfortu”. Lubimy rozkoszować się wygodą i chcielibyśmy, by ten stan trwał bezustannie. Kiedy jednak wystąpi awaria (np. brak ciepłej wody, niedziałająca klimatyzacja w 40-stopniowym upale, popsuty komputer) cierpimy i narzekamy. Naukowiec uważa więc, że trzeba zwalczać „nadwrażliwość na niewygody” i celowo oraz świadomie fundować sobie przynajmniej raz dziennie, minimum cztery razy w tygodniu, jakąś niedogodność, która wyprowadza nas z równowagi. Zdaniem psychologa – jeśli z własnej woli wybierzemy pewne nieprzyjemności (może to być np. wizyta u wiecznie marudzącej ciotki albo stanie w supermarkecie w najdłuższej kolejce do kasy) to po pewnym czasie znieczulimy się na nie i przestaną nas drażnić. Wtedy nie straszne będą nam korki na drodze ani pouczenia nielubianego szefa, a nawet ulewa podczas długiego weekendu, który postanowiliśmy spędzić grillując na daczy. Nic nie popsuje nam nastroju! Idąc tym tropem, oglądając codziennie wiadomości, powinniśmy uodpornić się na dyskomfort związany z słuchaniem polityków. A jednak… ciągle potrafią doprowadzić nas do białej gorączki. Czyżby metoda zaproponowana przez hiszpańskiego psychologa nie działała na polskie, gorące, głowy?

Weronika Kwiatkowska