Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości”.

J 10, 7-10

Jedna z legend żydowskich mówi dlaczego Bóg wybrał spośród wszytkach ludzi Mojżesza na pasterza Izraela. Otóż pewnego dnia pasł on stada owiec swojego teścia Jetry. Nagle zobaczył, że jeden baranek zaczął się oddalać od stada. Mojżesz pozostawił całe stado i wyruszył za barankiem, obawiając się, że zagubi się i zostanie rozszarpany przez dzikie zwierzęta. Baranek nie reagował na wołanie Mojżesza, który wytrwale podążał jego śladami. Aż wreszcie zatrzymał się przy strumieniu, gdzie baranek łapczywie pił wodę. Mojżesz zaczekał aż nasyci swoje pragnienie, po czym powiedział: „Nie wiedziałem, że uciekałeś bo byłeś tak spragniony. Z pewnością twoje małe nogi są bardzo zmęczone”. Następnie wziął go na ramiona i zaniósł do stada. Kiedy Bóg zobaczył troskliwość i wyrozumiałość Mojżesza, powiedział: „Wreszcie znalazłem człowieka, jakiego szukałem. Uczynię go pasterzem mojego ludu”.

Bóg jak dobry pasterz pragnie dobra dla swego ludu. Naród Wybrany odczuwał na każdym kroku troskliwą opiekę Boga. Pięknie pisze o tym psalmista: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity. Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy”. Ileż pokoju, radości i nadziei niosą te słowa. Przebierają one rzeczywisty kształt w naszym życiu, gdy zaufamy i bez zastrzeżeń pójdziemy za tym Pasterzem.

Bóg posłał swojego Syna, abyśmy mogli niejako namacalnie doświadczyć Jego pasterskiej troski. W Chrystusie Bóg przybrał ludzką postać, mówiąc o sobie: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz oddaje życie swoje za owce. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je /potem/ znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”.

Dobrze mieć takiego Pasterza, który jest gotowy zapłacić najwyższą cenę, aby ratować nasze życie. Była to cena Golgoty. W Ewangelii na dzisiejszą niedzielę Chrystus wskazuje na siebie jako bramę zbawienia: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko”. Przechodzimy przez tę bramę, gdy podążamy za Chrystusem drogą Jego nauki. Troska pasterska Boga jest dla nas wielkim błogosławieństwem, z którym Bóg wychodzi do nas. Ta Boża opieka i boże prowadzenie jest dla nas wielkim błogosławieństwem, aby prowadzić nas przez bramę zbawienia.

Kiedy odchodzimy od Boga, Dobrego Pasterza wtedy On posyła pełne miłosierdzia wezwanie. Z pewnością takim wezwaniem są objawiania Siostry Faustyny. W jej dzienniczku czytamy: „Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, będą wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym”. Wymowny jest także obraz Chrystusa Miłosiernego, na którym lewa Jego dłoń spoczywa na sercu, a druga wznosi się w geście błogosławieństwa. To błogosławieństwo jest znakiem, że Dobry Pasterz czeka na nasze nawrócenie, aby przeprowadzić nas przez bramę zbawienia. W tym błogosławieństwie jest także moc do walki ze złem, które wdziera się do naszego życia. Dobry Pasterz nigdy nie zostawia nas samych, ale zapewnia słowami: „Nie lękaj się, Ja jestem z tobą”. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Począwszy od Abrahama Boże błogosławieństwo przenika historię ludzi, która zmierzała ku śmierci – by skierować ją do życia”.

Boże błogosławieństwo dociera do nas także przez drugiego człowieka. Jezus zapytał Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” Piotr odpowiedział: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. A wtedy Jezus powiedział do niego: „Paś baranki moje!” A to „pasienie” jest pełnym wyrozumiałości, miłosiernym spojrzeniem na drugiego człowieka, które przybiera formę błogosławieństwa. Stąd pochodzi najbardziej popularne błogosławieństwo papieskie, które jest rodzajem modlitwy wznoszonej do Boga przez samego Ojca Świętego, który wzywa obfitości łask Bożych dla osób pragnących otrzymać to błogosławieństwo. Skuteczność tego błogosławieństwa zależy od dyspozycji wewnętrznej osoby proszącej o łaskę Bożą. Bardzo ważne jest błogosławieństwo prymicyjne, którego udziela nowo wyświęcony kapłan, sprawując najczęściej po raz pierwszy Mszę świętą w swojej rodzinnej parafii.

Mszę św. prymicyjną sprawowałem w Majdanie Sopockim w najogromniejszej świątyni, nad którą sam Bóg rozciągnął sklepienie niebieskie. Nieopodal prymicyjnego ołtarza szemrały krystaliczne wody rzeki Sopot. Przed żarem słońca chroniły nas kwitnące lipy. Pachniały bzy, jaśminy i inne kwiaty specjalnie przyniesione na te uroczystości. W piękno natury wpisywały się kolorowe sztandary, ludowe stroje, ministranci w komeżkach, nieskazitelna biel sukienek pierwszokomunijnych i dekoracje prymicyjne. Zaś z głosem organów, śpiewem wiernych i melodiami ludowej kapeli mieszał się brzęk pszczół, uwijających się przy zbiorze lipowego miodu i śpiew ptaków w gałęziach. To wszystko było tylko oprawą najważniejszej tajemnicy naszej wiary. Na słowa kapłana Chrystus stawał się obecny na ołtarzu w eucharystycznej postaci. I to w Jego imieniu kładałem ręce na wiernych i im błogosławiłem. Ale wcześniej, poprosiłem rodziców o ich błogosławieństwo. Klęknąłem przed nimi, a oni wzruszeni i zapłakani błogosławili swego syna. Zapewne każdy z nas pamięta wyciągniętą rękę rodziców, aby nas błogosławić. Wielu z nas wyruszało do Ameryki z błogosławieństwem rodziców.

Boże błogosławieństwo zawsze spływa przez rodziców. Wszystkie dary jakie otrzymaliśmy, z najważniejszym jakim jest życie, otrzymaliśmy przez nich. Biblia mówi, że błogosławieństwo ojca i matki ma tak wielką moc, że potrafi uzdrawiać. Egzorcysta ojciec Bogusław Jaworowski wspomina kobietę, która powiedziała: „Kiedy przed rokiem głosiliście misje święte, mówiliście o błogosławieństwie ojca i matki. Mieliśmy chore na raka dziecko w szpitalu. Ja byłam w innym świecie. Do mnie te słowa nie dotarły, ale do męża tak bardzo dotarły, że przeszyły jego serce. Kiedy pojechaliśmy do szpitala, mąż stanął nad małym i powiedział do niego: „Synku, nie wiem, dlaczego nas to spotkało. Nie wiem, czemu jesteś chory. Nie jestem lekarzem, nie wiem jak leczyć, ale to, co mam, chcę ci dać. Daję Ci moje błogosławieństwo, żeby ono cię chroniło. Jako ojciec błogosławię cię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Kiedy położył mu rękę na głowie, to mały zadrżał. Lekarz zwiesił głowę i wyszedł z sali”. Ojciec za każdym razem przychodząc do chorego dziecka, kładł ręce na jego głowie i błogosławił. Po roku chłopiec został uleczony.

Ks. Ryszard Koper