Cztery nieostrożne słowa uruchomiły sprawę, która będzie poważnym kłopotem dla rządu Prawa i Sprawiedliwości. „To ja wykończyłem caracale” powiedział dr Wacław Berczyński w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej 14 kwietnia.

Dr Berczyński nie miał formalnego umocowania, żeby wpływać na wynik przetargu wartego 13,5 miliarda złotych na dostawę śmigłowców z francuskiej firmy Airbus Helicopters. Jego wypowiedź poprawia szanse Airbusa w żądaniu odszkodowania od rządu polskiego. Ministerstwo Obrony Narodowej musiało więc zarzucić nieprawdę, podobnie Ministerstwo Rozwoju, gdzie toczyło się postępowanie w sprawie tzw. offsetu przy zakupie, czyli dodatkowych inwestycji w Polsce francuskiego koncernu w nagrodę za uzyskanie cennych dostaw.

Zarzucanie nieprawdy dr Berczyńskiemu może być kosztowne politycznie, skoro jest on szefem podkomisji dla ponownego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. A raczej był, ponieważ został w ciągu tygodnia od wywiadu w DGP zmuszony do złożenia rezygnacji. Został również zmuszony do rezygnacji z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej Wojskowych Zakładów Lotniczych w Łodzi, które remontują śmigłowce. W zakładach łódzkich przeprowadził eksperyment dowodzący eksplozji na pokładzie TU-154M.

Afera z caracalami wybuchła ledwie parę tygodni po tym, gdy podkomisja smoleńska ogłosiła wstępny raport ze swych prac. Dr Berczyński oświadczył wtedy, że jest pewny eksplozji oraz że samolot rozpadł się w powietrzu. Jaka jest wiarygodność podkomisji smoleńskiej, kiedy dwa ministerstwa zarzucają jej szefowi nieprawdę w innej sprawie helikopterów? Jedno nie przeszkadza drugiemu. Nawet gdyby dr Berczyński wymyślił „wykończenie caracali” to dowody zebrane w sprawie smoleńska i tak świadczą o tym, że doszło do wybuchu. Jest to opinia nie tylko szefa podkomisji, ale także jej członków.

Opozycja oczywiście podważa wiarygodność podkomisji. Jednak można sądzić, że to nie dr Berczyński wymyślił swoją rolę w utrąceniu przetargu, który uznał za przekręt z powodu zawyżonej ceny. To raczej oba ministerstwa zaprzeczają faktowi, który miał miejsce, aby nie osłabić pozycji w konflikcie z Airbusem. W wywiadzie dr Berczyński powiedział bowiem: „Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba” – wyjaśnia -. „To był kwiecień 2015 roku, jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi, w których powstają właśnie helikoptery.”

Oficjalne stanowisko rządu głosi, że rozmowy z Airbusem w sprawie offsetu trwały rok w ministerstwie rozwoju i zostały zakończone w październiku 2016. I w żadnym czasie nie pojawił się tam dr Berczyński ani nie wypłynęło jego nazwisko.

Partie opozycyjne PO i. Nowoczesna domagają się śledztwa prokuratury oraz komisji śledczej w Sejmie. Zwracają uwagę, że dr Berczyński jest emerytowanym pracownikiem amerykańskiej firmy Boeing, gdy też amerykańska firma Sikorsky przegrała z Airbusem przetarg na caracale. Co więcej ostatnio MON zakupiło za dwa miliardy złotych i to bez przetargu trzy samoloty Boeinga do przewozu najwyższych urzędników państwowych. Opozycja pyta więc, czy były już szef komisji smoleńskiej nie jest aby lobbystą Boeinga i szerzej amerykańskiego przemysłu lotniczego. „To wygląda na wielką aferę finansową, na korupcję” – oburza się szef PO Grzegorz Schetyna domagając się prokuratorskiego śledztwa z urzędu w tej sprawie. Bohater afery wyjechał już z Polski i nie wiadomo, czy zechce zeznawać w trybie telekonferencji. Ale wymowne jest, że nie tylko autoryzował wywiad, ale też po wybuchu afery potwierdził swoje słowa w rozmowie z dziennikarką DGP.

Odstąpienie Polski od zakupu caracali po dojściu do władzy PiS wywołało skandal międzynarodowy. Rząd nie przedstawił szczegółów odmowy zakupu, powołując się na tajemnicę postępowania. Prezes Airbusa napisał więc list otwarty. Ogłosił, że oferta offsetowa jego firmy odpowiadała 127 proc. wartości netto kontraktu. Przewidywała powstanie w Łodzi zakładu zatrudniającego 1250 osób i budowę 50 kompletnych śmigłowców H225 Caracal – czyli tylu, ile zakupić planowały polskie siły zbrojne. Wyjaśniał, że sprzedaż Polsce części śmigłowców zmontowanych we Francji wynikła z konieczności dostawy pierwszych maszyn już w 2017 roku, bo z użytkowania będą wycofane śmigłowce Mi-8 liczące sobie 40 lat. Produkcja śmigłowców w Polsce miała być kontynuowana po zakończeniu dostaw dla polskiej armii, a w łódzkich zakładach powstałoby co najmniej 50 śmigłowców.

Decyzja polskiego rządu wywołała ostrą reakcję Francji – wizyty w Polsce odwołali prezydent Francois Hollande i minister obrony, Jean-Yves Le Drian. Publicznie Polskę skrytykował również premier Manuel Valls. Ministerstwo Rozwoju ani Ministerstwo Obrony Narodowej nie odniosły się do tych zarzutów.

Polski rząd uważa aferę za zamkniętą ale opozycja łatwo nie popuści. Można było tego uniknąć, gdyby dr Berczyński trzymał język za zębami, zamiast wyrywać się z sensacją wcale o to nie pytany przez dziennikarkę DGP.

Jan Różyłło