Niedziela
„Szukajcie prawdy, a ona was wyzwoli”. Na początku drogi do Piekła jest Kłamstwo. Maciej Sikorski, który był – jak sam pisze w książce „Byłem w Piekle. Nie polecam” – tam był, daje nam poczuć jak słodko i miło się to wszystko zaczyna. Swoją ziemską via dolorosa zaczynał jako nastolatek na jednym ze śląskich blokowisk. Był tam jeden bajeczny ptak, człowiek prawdziwie wolny, znany bluesman, legendarny wokalista zespołu „Dżem” Ryszard Riedel. Niczym zrzutek, ja wiem, z jakiegoś Marsa, tak bardzo odróżniał się od peerelowskiej klatki z osiedlowej, szarawej płyty.

„Był ponad, pokonał komunistyczną siermięgę, był ponad, miał wolność…” wspominał Sikorski w godzinnym wywiadzie dla Telewizji Republika, który można zobaczyć na YouTube. Wolność, miłość, swoboda, piękno… wszystko pięknie, ale w raj na ziemi wkradł się haj… Kompot, polska heroina, który to wszystko spinał. „Niewinni”, wspaniali ludzie, wolnością niby zaszczepieni… „którzy mówili o pokoju, wolności, gdy specyfiku brakowało, potrafili robić rzeczy straszne, okradali się” wspomina Sikorski. Przekrój społeczny w domu u Ryśka był szeroki: studenci medycyny, którzy eksperymentowali, ktoś pracujący w kopalni, właściciel kantoru, kwiaciarni, cała młodzież hipisowska. „Połączył ich nałóg… tam się rozgrywało Piekło”.

Sam Sikorski na razie z heroiną nie miał do czynienia, narąbany Riedel jakimś cudem chronił gówniarza. Później drogi się rozeszły, Riedel zmarł a chłopak wkroczył w dorosłe życie dzień w dzień na haju. Marihuana w dużych ilościach, i życie rozciągnięte na piękne chwile przeżyć w zdeformowanym przez substancję psychoaktywną świecie. „Można się było rozkoszować jak pająk rozpostarł sieć i studiować poszczególne elementy pajęczej sieci przez pięć godzin Osłabia się wolę, chęć życia, zmagania się z relaną rzeczywistością. Demon przestawia nam porządki, gdzie szczęście zamienia się w przyjemność. Ale na końcu drogi jest przedsionek piekielny na Dworcu Centralnym w Warszawie, gdzie żyją wyrzutki zniszczone przez alkohol, narkotyki. To życie w ciemności, jedynym światłem było światło lokomotywy, często ostatni widok w życiu gdy taki nurek znajduje się nie tym torze, co trzeba…

Po narkotykach były zajęcia okultystyczne, wszelkiego rodzaju duchowe wtajemniczenia i wiary. I pęczniejące ego, bo „Demon powoduje małe dobro, żeby dalej rozlewało się z boku większe Zło…” Więc są jakieś tam uleczenia i rośnie Pycha, wszędzie obecna w okultyźmie, „pycha, która pęcznieje, bo to za moją przyczyną się stało”. Ale im dalej w duchowych poszukiwaniach zachodził na Daleki Wschód tym dalej był od spokoju duchowego. Bo go nie było w nim, bo go nie było też w buddyjskim samozatraceniu, wreszcie do niczego nie prowadzi wiara w „maya” czyli, że jak w hinduizmie wszystko jest „złudzeniem, iluzją”… Interwencja przyszła dosłownie od Zmartwychwstałego, który najpierw fizycznie uratował Sikorskiego od śmierci, a potem uleczył duszę. Kto nie przeżył Odkupienia kilkunastoletniego odpuszczenia Mroku i Błędów na ziemi, trochę mu trudno zrozumieć. Podobnie jak informację, że poza naszym, materialnym życiem, toczy się ostra walka na całego. Duchowa. Bezwględna, bo rzecz dotyczy naszych dusz na wieki, wieków, Amen…

Czwartek o świcie
Piękny jest ten najnowszy film Martina Scorsese „Milczenie”. Piękny, groźny i przerażający. W morzu opowieści o niczym lub „zabili go a uciekł” dotyka podstawowych pytań. Naszej duchowości, wiary, zdolności do współczucia i poświęcenia. Bohaterowie, dwaj jezuiccy misjonarze wyjeżdżają na własne życzenie do XVII-wiecznej Japonii, gdzie trwa akcja dechrystianizacji. Prowadzona głównie ogniem i mieczem, ale też perfidną perswazją.

Jak wiemy, Kościół silny krwią męczenników i Scorsese nie oszczędza nam zdjęć kaźni za Jezusa. Ale jednocześnie rzuca w dzisiejszych czasach – islamskich nihilistów – pytanie czy jesteśmy gotowi powiedzieć „niech będzie wola Twoja” do samego końca? Czy jesteśmy gotowi ponieść wszelkie konsekwencje za Wiarę, jak choćby tych 21 koptów, którym nihiliści z ISIS obcięli głowy, bo nie chcieli wyprzeć się Jego?

Tu nie ma łatwych zagrywek, bo japońscy bonzowie – ostatecznie Czarny jest królem intelektualistów – stosują podstępy. A co jeśli zamiast samemu umrzeć w glorii męczennika, innych swoich oporem narażasz na katusze? Czy możesz? A może chodzi o Twoję pychę a nie poświęcenie Jemu? Z drugiej strony spokój z jakim idą na mękę prości ludzie, podczas gdy przeintelektualizowane umysły roszczepiają włos na czworo, odchodząc od „tak, tak – nie, nie” do formuły „pewnie tak, ale w tych okolicznościach, powiem nie”. Ale takżepytanie, jakie zadaje sobie jeden z bohaterów „co MOŻE zrobić SŁABY człowiek w TAKICH czasach”? Jakby były inne czasy…

Mistrzostwo Scorsese najlepiej widać w kreowaniu nastroju obrazem. Wszystko to przypomina dwa ważne filme Joffe’a „Misję” i „Gdy rodzą się demony”, ale także „Cienką, czerwoną linię” Terrence’a Mallicka. Tytułowa milczenie to brak reakcji Boga na Zło, cisza w której tle słychać Naturę, która pełna ptasiego świergotu i owadzich dźwiękych jest bezwolnym świadkiem naszych duchowych zmagań. Przecież gdy dowożonych do Treblinki ludzi palono w krematoriach, na zewnątrz było gorąco a sierpniowe słońce rozleniwiało niemal każde, Boże stworzenie. Podobnie jak mordercy NKWD strzelali do polskich oficerów w Katyniu, leśne ptaki wcale nie zamilkły – choć jak to świetnie pokazał Andrzej Wajda, leśną ciszę rozrywał – oprócz wystrzałów – dźwięk spychacza, tworzący – w zamierzaniach morderców – kolejny pokład geologiczny nad trupami pomordowanych… Wiara, duchowość, wytrwałość, odwaga a wszystko w pięknej acz surowej przyrodzie – na film Scorsese trzeba iść koniecznie.

Czwartek
Niektóre pomyłki są zabójcze. Używamy maszyn, które próbują autokorekty albo i nasze paluszki nie trafiają tam, gdzie trzeba na klawiaturze. „Dead Mister Jeremi” otrzymałem maila z tym wstępem, choć jako żywo żyję i pewie powinno być „Dear Mister…”. Przed laty słowo „śmierć pana X”, komputer zamieniał mi z uporem maniaka w „śmieć pana X”, co przyznacie znaczy ździebko coś innego. Całe życie składa się ze szczegółów. Dlatego warto być codziennie bardzo uważnym.

Jeremi Zaborowski