Z prof. dr hab. Andrzejem Aksamitowskim, kierownikiem Zakładu Badań nad Konfliktami i Pokojem z Uniwersytetu Szczecińskiego, rozmawia Leszek Wątróbski.

– Od połowy lat dziewięćdziesiątych Moskwa, a także od kwietniowego poniedziałku Petersburg, należą do najczęściej atakowanych przez terrorystów celów. Dlaczego?
W stolicy Rosji, ataki terroru następowały częściej niż w innych miastach leżących na politycznym i ekonomicznym „uboczu”, chyba że znajdują się w nich cele ważne militarnie.

Ogromne miasto, liczące blisko dziesięć milionów mieszkańców, posiada rozwinięty wewnętrznie system komunikacyjny, który tworzą autobusy, trolejbusy, tramwaje i mikrobusy. Niezwykle ważna dla stolicy Rosji jest również sieć komunikacji podziemnej, którą tworzy 12 linii metra – jednego z największych na świecie.

Przyjmując kryteria polityczne, adekwatne dla Rosji, ataki na metro w Moskwie mogły przeprowadzić różne terrorystyczne grupy o charakterze: separatystyczno-narodowościowym; nacjonalistycznym lub narodowowyzwoleńczym. Federacja Rosyjska, jako państwo wielonarodowe, posiada w swoim składzie grupy etniczne, które są niezadowolone z polityki narodowościowej władz Kremla, takie np. jak: Czeczeni, Gruzini, a ostatnio także i Ukraińcy.

– Jak funkcjonuje dziś metro moskiewskie?
Linii ogólnodostępnych jest dwanaście. Każda z nich posiada swój kolor. I tak np: linia nr 1 – Sokolniczevska – (czerwona); nr 2 – Zamoskvorietska – (zielona); nr 3 – Arbatsko-Pokrovska – (niebieska) itd..

Ponadto istnieją cztery niedostępne ogółowi pasażerów (tajne) linie metra, określane jako „Metro-2”. Faktyczna jego nazwa brzmi „D-6”. Są one przeznaczone dla funkcjonariuszy państwowych i VIP-ów oraz spec-służb. „Metro-2” było w sierpniu roku 1991 wykorzystane do przetransportowania sprawców „Puczu Janajewa”. Niejawne linie metra są także oznaczone numerami i kolorami i są w dyspozycji Federalnej Służby Ochrony.

Łączna długość moskiewskiego metra wynosi ponad 325 km. Metro posiada blisko 200 stacji i jest najbardziej obciążoną podziemną komunikacją miejską w Europie. Codziennie z moskiewskiego metra korzysta blisko dziewięć milionów pasażerów. Ruchome zejścia są przez cały czas monitorowane, a niedozwolone zachowania są eliminowane. Na schodach nie wolno niczego stawiać, wszystko należy trzymać w rękach.

– Jakiego rodzaju formy zamachów terrorystycznych występowały w moskiewskim metrze?
– Przyjmując za kryterium sposób działania terrorystów należy przyjąć, że w przypadku ataku na moskiewskie metro mamy do czynienia z zamachami bombowymi, w różnych formach.

Najczęściej jest to podkładanie trotylu czy heksogenu i wreszcie ataki samobójców, także kobiet samobójczyń opasanych pasami szahida.

Zamachy bombowe to najczęściej stosowana przez terrorystów forma ataków. Z braku upowszechniania informacji, warto nadmienić, że tylko w latach 1975-1979 na terytorium ZSRR przeprowadzono 373 zamachy bombowe. Nie wszystkie jednak miały charakter polityczny czy nacjonalistyczny. Do zwalczania zagrożeń terrorystycznych już w lipcu 1974 roku, z inicjatywy Jurija Andropowa, utworzono specjalny oddział o nazwie Grupa „A” („Alfa”).

Terrorystyczny atak na metro jest formą zastraszenia ludności i sposobem oddziaływania na władze państwowe i miejskie. Jest też formą ataku z zupełnie przypadkowym celem. Zaatakowane osoby stają się ofiarami – w przeciwieństwie do terrorystów, którzy są doskonale zorganizowani i kontrolują sytuację.

Akacja terrorystyczna w moskiewskim metrze, na większą skalę, nie jest możliwa do przeprowadzenia. Według nieoficjalnych danych armia rosyjska dysponuje jednostkami specjalnymi do walki w metrze. Zagrożenie terroryzmem w Moskwie jest widoczne i odczuwalne nadal. W środkach komunikacji wiszą plakaty ostrzegające o niebezpieczeństwie, a w głośnikach często powtarzane są komunikaty wzywające do czujności. Wydaje się, że w moskiewskim metrze możliwe są jedynie pojedyncze akty terroru. W metrze, które jest pilnie strzeżone i w znacznej części monitorowane, można jednak przeprowadzić zmasowany i skoordynowany jednoczesny atak w kilku ważnych punktach. Podobny do ataku przeprowadzonego 11 września 2001 roku w Stanach Zjednoczonych. Wielkość miasta i rozbudowany system podziemnej komunikacji sprzyja takim działaniom.

– Pierwsze ataki na metro i przestrzeń publiczną zaczęły się…
– …jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W roku 1996 miasto świętowało dzień pracy i dni majowego zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. W czerwcu tego roku odbywała się pierwsza tura wyborów prezydenckich, a kilka dni wcześniej na Palcu Czerwonym zorganizowano wielką nocną dyskotekę. 11 czerwca doszło do pierwszego zamachu bombowego w metrze. Trudno powiedzieć czy zamach w tym czasie przeprowadzono przypadkiem czy miał określony cel.

Kolejny atak miał miejsce 8 stycznia 1977 roku, o godz. 17.30. Do eksplozji ładunku wybuchowego doszło w wagonie metra. Bomba eksplodowała podczas jazdy kolejki na linii Arbatsko-Pokrovskiej (niebieskiej), pomiędzy stacjami Izmajłovska i Piervomajska. Fakt, że eksplozja nastąpiła podczas jazdy jest o tyle ważny, że podczas wcześniejszych ataków dochodziło wyłącznie do wybuchów w tłumie pasażerów na stacjach, w przejściach podziemnych oraz na peronach. W rezultacie zamachu w metrze zginęło wówczas siedmiu pasażerów, a rannych zostało 37 osób.

Tego dnia w Moskwie przeprowadzono jeszcze dwa inne zamachy. Poza atakiem na metro, bomby eksplodowały także w hali targowej sklepu przy ul. Dzierżyńskiego (obecnie ul. Bolszaja Łubianka) oraz przed sklepem nr 5 przy ul. 25 Października (po zmianie: ul. Nikolska). Te wydarzenia spowodowały konieczność natychmiastowej akcji przeciwko terrorystom. W rezultacie wydzielone komórki specjalne KGB przeprowadziły operację, pod kryptonimem „Wzrywniki”, w wyniku której schwytano sprawców. O zamachy obwiniono bojowników podziemnej nacjonalistycznej organizacji ormiańskiej. W rezultacie procesu, przeprowadzonego w dniach od 16 do 23 stycznia 1978 roku, sprawców skazano na karę śmierci przez rozstrzelanie, chociaż podnosiły się głosy o ich niewinności.

– Później z zamachami w metrze wiązano terrorystów z Kaukazu…
– Po przemianach w Europie Wschodniej i ZSRR oraz po wybuchu pierwszej Wojny Czeczeńskiej w Rosji poziom bezpieczeństwa nie uległ obniżeniu. Władze dążyły do uświadomienia społeczeństwu, iż stan zagrożenia ciągle będzie narastał. Szczególnie od 14 grudnia 1994 roku, kiedy to Moskwa znalazła się w stanie „propagandowego” choć nie faktycznego „alarmu bojowego”. Uwagę mieszkańców miasta skierowano w stronę Czeczenii bo trzy dni wcześniej, rozpoczął się pierwszy konflikt Rosji z Cze-czenią. Kilka dni później biuro prasowe rządu Federacji Rosyjskiej ujawniło informację, w której stwierdzono, iż bojownicy czeczeńscy wysadzają się w powietrze na terenie miasta Grozny, a winą za eksplozje obciążają oddziały artylerii Armii Rosyjskiej. Informacja biura prasowego, która mijała się z prawdą, była faktycznie próbą oskarżenia Czeczenów o wysadzanie budynków wraz z mieszkańcami. Następnego dnia służba prasowa rządu Rosji podała kolejną informację, że do Moskwy skierowano z Czeczenii trzech doświadczonych bojowników z zadaniem przejęcia dowodzenia nad grupami terrorystycznymi już działającymi na terenie stolicy Rosji.

W tym samym czasie rozpoczęła się seria ataków terrorystycznych w rejonie Moskwy i w samym mieście. Nieznani sprawcy dokonali ataku bombowego wysadzając tory moskiewskiej obwodnicy kolejowej. Jedną znalezioną bombę udało się rozbroić. Nie udało się jednak zneutralizować terrorystów. Władze sugerowały, że były to czeczeńskie „grupy dywersyjne”, które otrzymały wsparcie trzech doświadczonych dowódców polowych oraz „grupa obcokrajowców” wyposażona w trotyl i miny, które przewieziono przez granice.

Przekazywane komunikaty biura prasowego rządu sugerowały, że nastąpią kolejne ataki. Do zamachu faktycznie doszło, lecz służby specjalne nie rozpoczęły śledztwa w tej sprawie. Przebieg zamachu z 23 grudnia z Moskwy sugerował, iż atak na linię kolejową przeprowadziła ta sama grupa, która wcześniej wysadziła tory metra na moście nad Jauzą. W czasie zakładania ładunku nastąpiła przedwczesna detonacja trotylu i zginął (sic!)… kpt. Andrej Szelenkow – oficer FSB. Nie był Czeczenem ani muzułmaninem, był Rosjaninem, który wykonywał rozkaz przełożonych. Bomba na torach nad Jauzą, to w ocenie ekspertów dwa ładunki o sile około 1,5 kg każdy. Wybuch zniszczył około 20 metrów torów, a sam most o mało się nie zawalił. Przygotowanie fachowe – wykonanie amatorskie. Podjęta przez służby specjalne próba wzniecenia antyczeczeńskich nastrojów wśród mieszkańców Moskwy okazała się niewypałem.

– W grudniu 1994 miały jeszcze miejsce kolejne ataki…
– Kolejny zamach przeprowadzono wieczorem 27 grudnia 1994 roku. Obiektem stał się autobus stojący na końcowym przystanku przy Prospekcie Mira. Do autobusu, w którym było tylko kilku pasażerów i kierowca Dmitrij Trapezow, zamachowcy wsiedli na przedostatnim przystanku podkładając 40 gram amonitu. Wysiedli na ostatniego przystanku, razem z pasażerami. W autobusie pozostał tylko kierowca. Bomba została odpalona drogą radiową. Okazało się, że ładunek wybuchowy został podłożony przez oficera FSB ppłk Władimira Worobiowa oraz jego współpracownika Władimira Akimowa. Obydwaj zostali aresztowani przez Władimira Cchaja z Moskiewskiego Urzędu Kryminalnego (MUR) i początkowo złożyli zeznania w sprawie dokonanego zamachu. Jednak pod naciskiem „sił wyższych” odwołali swoje zeznania, a sąd utajnił rozprawę.

Było jeszcze kilka zamachów: 11 czerwca 1996, 1 stycznia 1998, 31 sierpnia 1999, 5 lutego 2001, 6 lutego 2004, 31 sierpnia 2004 i ostatni, podany do publicznej wiadomości, 29 marca 2010.

Były to dwa terrorystyczne zamachy na linii metra Sokolniczeskaja (linia czerwona; najstarsza linia metra). Początkowo mówiono, że zginęło 41 osób, a 88 zostało rannych. Zaczęło się o godz. 7.57 na stacji Łubianka, położonej w centrum Moskwy, w pobliżu budynku Federacyjnej Służby Bezpieczeństwa. To tam doszło do ataku terrorystycznego.

Niecałą godzinę później, o 8.37, na stacji Park Kultury (centrum Moskwy, w pobliżu budynku Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji i Służby Wywiadu Zagranicznego) kolejny wybuch spowodował śmierć 14 osób. Zamachów dokonano w godzinach porannego szczytu w pociągach stojących na stacjach. Wybuch na stacji Park Kultury nastąpił w chwili, kiedy zamykały się drzwi wagonów kolejki. W czasie akcji przeszukania na stacji Park Kultury znaleziono pas z ładunkiem wybuchowym oraz głowę i nogi jednej z terrorystek. Sytuacja była na tyle dramatyczna, że ewakuacji najciężej rannych dokonano przy użyciu śmigłowców Ministerstwa d/s Sytuacji Nadzwyczajnych. Dane o stratach wśród pasażerów, wraz z upływającym czasem, ulegały ciągłej weryfikacji. Moskwa była w szoku.

W wyniku dochodzenia prowadzonego przez policję i FSB ustalono, iż bomby zostały zdetonowane przez kobiety samobójczynie, tzw. „czarne wdowy”. Ładunki umieszczone w pasach szahida ocenia się na cztery oraz dwa kilogramy trotylu. Pasy zdetonowano za pomocą telefonów komórkowych, co oznacza, iż nie zrobiły tego bezpośrednio same kobiety. Ostatecznie ujawniono, że do zamachu użyto heksogenu.

Zamach z 29 marca należał, obok ataku z 6 lutego 2004, do jednego z największych w moskiewskim metrze. W obu zamachach śmierć poniosła największa liczba mieszkańców stolicy Rosji. Władze zostały zmuszone do zamknięcia części linii metra oraz wyłączenia z ruchu centrum miasta. W tunelach metra utknęło kilka składów pociągów. Ponadto w mieście nie działała telefonia komórkowa, a taksówkarze podbijali ceny kursów. Władze uruchomiły zastępczą komunikację autobusową, która dublowała wyłączone linie metra.

W metrze moskiewskim przez całą dobę panuje ogromny tłok, często wręcz ścisk. Pomimo tego metro funkcjonuje bardzo sprawnie, a jego wagony przyjeżdżają na stacje niezwykle punktualnie. W metrze nadawane są ciągle komunikaty informujące o remontach czy czasowych wyłączeniach z ruchu jakiejś stacji. Podawane są także zasady korzystania z kolei podziemnej oraz stałe ostrzeżenia o zagrożeniu terrorystycznym, wyrażane słowami „bądźcie czujni”.

rozmawiał Leszek Wątróbski