Reforma Krajowej Rady Sądowniczej to najważniejszy dla państwa projekt rządu PiS, twierdzi Jan Rokita. Kiedy był jeszcze przewidywany na premiera rządu PO-PiS w roku 2005, nie kto inny jak prof. Andrzej Rzepliński przygotował dla PO projekt reformy tego właśnie ciała. Chodziło o wyrwanie KRS z rąk korporacji sędziowskiej, która stała się praktycznie bezkarna nadzorując samą siebie. Członkowie mieli być wybierani przez Sejm spośród czcigodnych obywateli różnych zawodów oraz wyższych uczelni.

Dość podobną reformę forsuje obecnie minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mimo zawziętego oporu środowiska sędziowskiego i Platformy Obywatelskiej. „Kiedyś powiedziano Polakom – przypomniał minister – że środowisko samo się oczyści.” Tak się nie stało. Wymiar sprawiedliwości to jedna z najgorzej działających instytucji III RP.

Projekt reformy trafił już do Sejmu. Jak uzasadnia Ziobro, chodzi tu o pewne zasady, by obowiązywały standardy etyczne, by profesjonalizm był na pierwszym miejscu i żeby korporacyjne sitwy nie rządziły w polskim sądownictwie. „Myślę, że te zasady będziemy mogli konsekwentnie realizować, gdy poszczególne władze będą się równoważyć, będą na siebie wpływać.” Nie będzie państwa w państwie jak w środowisku sędziów, którzy sami siebie powołują, decydują o awansach, o ocenie i kto ma zostać usunięty z zawodu. Ziobro twierdzi również, że sondaże wykazują poparcie dla reformy przez większość wyborców PO.
Jednak wiceprzewodniczący Platformy i były minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL Borys Budka jest innego zdania. „Ustawa to początek końca niezależnego wymiaru sprawiedliwości”, ostrzegł. Przewiduje ona powstanie dwóch izb w KRS i wygaszenie kadencji 15 obecnych członków sędziów 30 dni po wejściu ustawy w życie. Następców ma wybrać Sejm, gdzie jak wiadomo, PiS ma większość. Dlatego zdaniem Budki nastąpi cofnięcie polskiego wymiaru sprawiedliwości do epoki PRL.
Były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień też jest żarliwym krytykiem reformy uderzając w wysoki ton: „Wolność wywalczyli robotnicy, teraz my – inteligencja musimy tę wolność obronić.” Zapowiedział, że wkrótce dojdzie do ogólnopolskiego kongresu prawników, którzy wezmą na siebie główny ciężar walki z PiS. „Prawnicy to jest potężna armia, która musi pokazać swoją siłę”, wzywał do antyrządowego buntu.

Zdaniem przedstawicieli rządu to nie sędziowie opierają się zapowiadanym zmianom ale grupka związana z Krajową Radą Sądownictwa. Natomiast środowisko sędziowskie domaga się zmian, jednak KRS dotąd ignorowała jego postulaty. Wiceminister Marcin Warchoł w resorcie sprawiedliwości przekonuje, że sędzia wybrany do KRS pozostanie nieusuwalny ze stanowiska i z KRS, dlatego politycy nic w praktyce nie będą mogli mu zrobić. Przemilcza jednak okoliczność, że wybiorą go posłowie partii obecnie rządzącej, a wybiorą ludzi zaufanych i o podobnych poglądach.

Obywatele nie mają dziś żadnego wpływu na to, co dzieje się w polskich sądach, a te pracują źle. Warchoł dowodzi, że Sejm wybiera Rzecznika Praw Obywatelskich albo prezesa Najwyższej Izby Kontroli, a przecież nie są upolitycznieni. Za to wybór przez Sejm daje demokratyczny mandat w imieniu przedstawicieli narodu i stawia w pozycji odpowiedzialności przed narodem.
Niestety, wątpliwości wobec reformy KRS ma także biuro legislacyjne Sejmu, które bada zgodność projektów ustaw z prawem w tym z Konstytucją. Jednak rzecznik PiS Beata Mazurek odpowiada, że biuro nie jest Trybunałem Konstytucyjnym, a tylko ten może orzekać o zgodności prawa z ustawą zasadniczą. „Dla nas najważniejsze jest to, żeby ze zmian które wprowadzamy byli zadowoleni Polacy, a nie osoby, których ona bezpośrednio dotyczy”, dodała rzeczniczka PiS.

Otóż Biuro Legislacyjne twierdzi, że skoro kadencja członków KRS trwa cztery lata, to skrócenie jej byłoby sprzeczne z Konstytucją. Zdaniem dwóch ekspertów prawa projekt PiS narusza podział i równoważenie władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Narusza też niezawisłość sędziów i zasadę kadencyjności. Projekt krytykuje również Rzecznik Praw Obywatelskich i niektóre organizacje pozarządowe oraz stowarzyszenie sędziów „Iustitia”.

Obecnie KRS liczy 25 członków, których wybierają zgromadzenia sędziowskie, a z urzędu należą tu: I prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, minister sprawiedliwości, posłowie, senatorowie i przedstawiciel prezydenta. Opiniują kandydatów na sędziów i awanse do sądów wyższego szczebla, w celu przedstawienia prezydentowi.
Krytyka projektu PiS byłaby uzasadniona w normalnym państwie demokratycznym z mocną tradycją praworządności. III Rzeczpospolita nie jest takim państwem. Kto miał do czynienia z sądami w Polsce wie, że jest to ociężała i wroga obywatelowi machina, często przeżarta korupcją. Opinia publiczna mogła się o tym przekonać z mediów, gdy były prezes sądu apelacyjnego w Krakowie został aresztowany jako podejrzany o uczestnictwo w zorganizowanej przestępczej albo oglądając transmisje z komisji do sprawy afery Amber Gold. Przecież to tylko czubek góry lodowej w morzu niesprawiedliwości. Sądy staną się w pewnej mierze zależne od polityków, ale pochodzących z demokratycznych wyborów. Nie ma innego sposobu na usprawnienie pracy sądów w Polsce.

Jan Różyłło