Sobota
Sam koniec marca. One już wiedzą. Świergot ptaków staje się bardziej wyraźny. Nic dziwnego, gody. Ostatnie kilka dni obserwowałem przepychanki o kilka dziupli, w których możnaby założyć gniazdo. Teraz intensywne ćwierkanie i świrlenie – znak że nadeszła wiosna…

Także ziemia pachnie inaczej, co pozwalają mi zarejestrować chłopskie geny, gdzie zapisano setki lat zmagań z rolą i brudne od pracy paznokcie. Tchnie… świeżością, aż chce się zaczerpnąć pełną piersią. Typowe oznaki wiosny w postaci krokusów również zameldowały swoją obecność. Ale ptaki są szczególne: tak wyraźnie słychać je świtem i wieczorem, że człowiekowi aż weselej się robi, że ma je tak blisko siebie.

Poniedziałek
„Słowami łatwiej rządzić. Stawiają mniejszy opór niż rzeczywistość” mówi satyryk Robert Górski, grający Jarosława Kaczyńskiego w serialku satyrycznym „Ucho prezesa”. Z kolei publicysta Piotr Zaremba utyskuje na polską politykę, gdzie „organizuje się politykę wokół słów zamiast czynów”. Zalew słów bez pokrycia, bufonady, przesady, zwykłej inflacji pojęć – oto polska polityka AD 2017.

Środa
Przy okazji Wielkiego Postu przypomniałem sobie siedem grzechów głównych, jak je określa Katechizm Kościoła katolickiego za św. Janem Kasjanem i św. Grzegorzem I Wielkim. Nazywa się je „głównymi”, ponieważ powodują inne grzechy i inne wady, a także są podłożem, na którym może powstać i rozwinąć się wiele innych występków, nieprawości, zaniedbań. Grzechami głównymi są: 1. Pycha, 2. Chciwość, 3. Nieczystość, 4. Zawiść (zazdrość), 5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, 6. Gniew, 7. Gnuśność (lenistwo).

Nie na darmo Pycha jest zwana „korzeniem” innych wad i grzechów, gdyż stanowi chore wywyższenie „ja” ponad resztę. To zamiana Bożego „Bądź wola Twoja” na świętokradcze „bądź wola moja a nie Twoja”.

Czwartek
Kolejny atak bronią chemiczną w Syrii. Najprawdopodobniej śmiercionośnym sarinem. Biorąc pod uwagę, że to rząd prezydenta Assada dokonywał podobnych ataków oraz że trafiło na tereny kontrolowane przez rebeliantów z samolotów bojowych wskazuje chyba jednoznacznie na władze w Damaszku. Choć już trwa rosyjsko-syryjska akcja zagłuszająca, że oni tylko trafili w magazyny z gazem trzymane przez rebeliantów. Patrząc na sprawę strategicznie – wszystko wskazuje na Assada, który dzięki rosyjskiemu wsparciu oraz pogłębiającej się obojętności Waszyngtonu, postanowił sprawdzić, jak daleko może się posunąć. To rodzaj ultimatum dla wrogów reżymu: „Możemy z Wami zrobić, co chcemy. Lepiej się poddajcie, bo zginiecie wy i wasze rodziny.”

Straszne zdjęcia dzieci, dorosłych zaduszonych po zatruciu gazem. Niektórzy jeszcze dychają, ale to konwulsje przedśmiertne – nikt im nie pomoże, bo nie wiadomo jak ani nie ma czym. Jest też kupa dziecięcych ciałek z powykręcanymi kończynami – ujęcia jak z wyzwalanych w czasie II wojny światowej niemieckich obozów koncentracyjnych. Dla nas Polaków, to gorzkie przypomnienie lat wojny, gdy Hitler i Stalin robili co chcieli, a tzw. światowa opinia publiczna uroniła łezkę czy dwie, szybko przechodząc do właściwego porządku rzeczy – przyjaźni z sowieckim Wujkiem Joe…

Syryjskiego piekła nie ma końca. Zbyt wiele tu zapętlownych interesów. Prezydent Syrii walczący o władzę i życie. Terroryści z al-Kaidy i Państwa Islamskiego bijący się o panowanie nad zastępami ekstremistów. Kurdowie walczący o niepodległość czy syryjskie zwyklaki, chcące czegoś na wzór demokracji. Do tego gra wpływów Turcji, Rosji, Iranu, państw Zatoki Perskiej czy Stanów Zjednoczonych. W tym tyglu, śmierć, brutalność i cierpienie wzmaga się z każdym dniem, co wygodnie możemy oglądać przez okienko telewizora czy ekran komputera. Gdy nam się znudzi, wyłączamy i rzeź znika. Sprzed naszych oczu, bo dopóki któraś z zakleszczonych stron nie uzyska bezwględnej przewagi – o co niezwykle trudno – orgia zniszczenia będzie trwać.

Pisze na portalu wPolityce. pl Łukasz Adamski, że żyjemy „w cywilizacji wiecznej wojny. Wiecznego cierpienia i śmierci, która w zasadzie nie schodzi z ekranów telewizora. Pierwszą ofiarą wojny jest niewinność. My ją dawno utraciliśmy. Dlatego nie robią na nas wrażenia te obrazki. Jeszcze kilka lat temu atak chemiczny na cywilów nie schodziłby z czołówek informacyjnych przez wiele dni. A dziś? Po kilkunastu godzinach od niego dzieje się coś ważniejszego. Znieczulica? Również. Ale ta wyjęta z Josepha Conrada groza, została oswojona. Nauczyliśmy się z nią żyć. Nauczyliśmy się żyć z Jądrem Ciemności. Chyba naprawdę idą czasy ostateczne…”

Czy aby naprawdę idą czasy ostateczne? Nie mam takiego wrażenia, te czasy są takie same, jak były za czasów wielkich rzeźni sprzed wieków czy tych bliższych z okresu II wojny światowej czy komunizmu. Zło oślepia, próbuje zawładnąć światem, reklamując swoją niszczycielską moc, odkrywając kolejne pokłady nicości na miliardach elektronicznych okienek odbierających wojenne porno.

Musimy jednak krzyczeć, sprzeciwiać się – przynajmniej tyle. I prosić: „Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci”. To dla ofiar niewinnych. Bo jak śpiewał wielki Jacek Kaczmarski, „tylko ofiary się nie mylą/ i tak rozumieć trzeba Jałtę”, gdzie za współczesną Jałtę należy uznać poczynania wielkich tego świata, którzy od sześciu lat przerzucając syryjski kryzys niczym gorący kartofel z rąk do rąk. I warto jeszcze pomodlić się: „I trzymaj nas Boże z daleka od stref buforowych, gdzie toczą się wojny zastępcze”. My Polacy przez setki lat wiedzieliśmy, co znaczy być w miejscu, gdzie ścierają się różne „potencje”. Ale ostatnie dziesięciolecia spokoju chyba nas nieco uśpiły w tej kwestii…

Jeremi Zaborowski