Zastąpienie ubezpieczenia zdrowotnego wprowadzonego przez Baracka Obamę nowym, lepszym planem miało być demonstracją siły i skuteczności Donalda Trumpa oraz popierającej go większości. Zmieniło się w klęskę GOP i nowego prezydenta.

Przez siedem lat republikanie jak mantrę powtarzali, że kiedy dojdą do władzy odrzucą Obamacare. W Kongresie odbyło się nawet kilkadziesiąt symbolicznych głosowań przeciwko tej reformie, mających pokazać determinację GOP do przeprowadzenia zmian. Donald Trump w trakcie kampanii wyborczej uderzał w podobną nutę obiecując, że nowe ubezpieczenie będzie znacznie lepsze i tańsze niż Obamacare i w dodatku obejmie wszystkich Amerykanów.

Po wyborach okazało się jednak, że król jest nagi. Plan przygotowany przez republikanów nie tylko nie obejmował wszystkich, ale wręcz odwrotnie stwarzał zagrożenie, że 24 milionów ludzi straci ubezpieczenie. Ustawa, na opracowanie której GOP miała siedem lat, okazała się nie do przyjęcia nie tylko dla demokratów, ale także dla republikanów. Konserwatywne skrzydło partii mającej większość w Kongresie i swojego prezydenta krytykowało ją za to, że w zbyt małym stopniu niweluje przepisy wprowadzone przez Obamacare. Umiarkowani republikanie atakowali ją zaś za to, że jest za ostra. Skutkiem wewnętrznych sporów planu nie udało się przeforsować, a przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan, by nie dopuścić do kompromitacji, w ostatniej chwili wycofał ustawę spod głosowania.
„W najbliższej przyszłości będziemy nadal żyć pod rządami Obamacare” – oświadczył później Ryan, dodając, że republikanie przekonali się, iż „przeprowadzanie dużych zmian jest trudne”.

Klęska reformy zdrowia, choć przede wszystkim obciąża większość rządzącą w Kongresie, jest również pierwszą znaczącą porażką nowego prezydenta. Donald Trump zaangażował się w jej poparcie, lobbował za przyjęciem ustawy, wysyłał też do Kongresu swoich emisariuszy. Wysiłki te spełzły jednak na niczym, co poddaje w wątpliwość zdolności negocjacyjne Trumpa i jego mocno reklamowaną podczas kampanii wyborczej umiejętność zawierania porozumień. Prezydent, który miał w Białym Domu wykorzystać swoje doświadczenie z biznesu okazał się mało przekonywujący i w dodatku mało kompetentny. Trump pokazał, że tak naprawdę nie ma pojęcia o szczegółach reformy zdrowia przygotowanej przez jego partię, a swoim najbliższym współpracownikom zwierzał się sfrustrowany, iż zaskoczyło go to, że „reforma zdrowia jest aż tak skomplikowana”.

Skoro republikanom mającym aktualnie pełnię władzy nie udało się przeprowadzić swojej sztandarowej reformy zasadne wydaje się pytanie co będzie z resztą zapowiedzi z kampanii wyborczej? Czy Donald Trump niepotrafiący doprowadzić do jedności w skłóconej wewnętrznie GOP będzie w stanie przeprowadzić pozostałe zapowiadane zmiany? Reformę podatków, która jest jeszcze bardziej skomplikowana niż reforma zdrowia, deregulację systemu finansowego i inne elementy swojego programu?

Prezydent by to zrobić będzie musiał wykazać się dużymi zdolnościami politycznymi. Najprawdopodobniej będzie musiał sięgnąć również po poparcie części demokratów gotowych współpracować z nim w niektórych sprawach. Tymczasem polityka jest akurat jego słabą stroną. Donald Trump zwyciężył w walce o prezydenturę właśnie dlatego, że nie był zawodowym politykiem. Swoim oponentom wytykał gadulstwo i nieumiejętność rządzenia, a zaufanie wyborców zdobył obiecując „osuszenie politycznego bagienka w Waszyngtonie”. Sam jak na razie nie wykazał się niczym szczególnym. Reforma zdrowia poniosła klęskę, rozporządzenia wprowadzające ograniczenia w podróżowaniu do USA obywateli kilku muzułmańskich państw zostały zablokowane w sądach, a nad prezydenturą Donalda Trumpa ciąży jeszcze w dodatku dochodzenie FBI mające wyjaśnić powiązania jego współpracowników z Rosją Władimira Putina. Reasumując – start więcej niż słaby. A dalej może być jeszcze trudniej. Przewaga republikanów po wyborach w połowie kadencji może się zmniejszyć, a silna wciąż wiara zwolenników Trumpa w jego moc sprawczą będzie słabła.

Tomasz Bagnowski