Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Marta Mu odrzekła: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Powiedział do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”.

J 11, 20- 27

W roku 2016 nieuleczalnie chora na raka 14-letnia Brytyjka przed śmiercią, prosząc o zamrożenie jej ciała napisała list tej treści: „Muszę wytłumaczyć, dlaczego chcę dla siebie tak niezwykłej rzeczy. Mam dopiero 14 lat i nie chcę umierać, ale wiem, że to właśnie się dzieje. Chciałabym dostać szansę na ponowne przebudzenie się i wyleczenie. Nie chcę być pochowana pod ziemią. Chcę żyć i myślę, że w przyszłości może się pojawić lekarstwo na moją chorobę, dzięki któremu wrócę do życia. To moje życzenie”. Matka wyraziła na to zgodę, ale ojciec był przeciwny, a zatem prośbę nastolatki musiał rozstrzygnąć sąd. Chora dziewczynka nie mogła uczestniczyć w rozprawie, dlatego sędzia odwiedził ją w szpitalu. Po odwiedzinach powiedział: „Byłem poruszony tym, jak dzielnie radzi sobie z sytuacją, w jakiej się znalazła. Ten wniosek jest jedynym w swoim rodzaju, jaki dotarł do sądu w naszym kraju, a prawdopodobnie także na świecie. To przykład, że życie stawia przez nami nowe pytania, na które nauka musi odpowiedzieć wspólnie z prawem, może przede wszystkim prawem rodzinnym. Żaden inny rodzic nigdy nie został postawiony w takiej sytuacji”. W trakcie procesu ojciec dziewczynki zmienił zdanie i powiedział przed sądem: „Szanuję decyzję, jaką podjęła moja córka. Jest to ostatnia i jedyna rzecz, o jaką mnie poprosiła”. W związku z decyzją sądu, zmarła 14-latka została przewieziona do USA, gdzie jej ciało zostało poddane krionice. Zabieg ten polega na głębokim ochłodzeniu ciała do temperatury ciekłego azotu i przechowywaniu w chłodni, po to, aby po latach doszło do wybudzenia zmarłej osoby. Jak przekonują krionicy, rozwiązanie takie jest dla osób ciężko chorych, których wyleczenie jest aktualnie niemożliwe. Specjaliści w tej dziedzinie wierzą również, że osoba zmarła będzie mogła zostać przywrócona do życia w przyszłości i poddana zabiegom, które pozwolą uporać się z chorobami, które w chwili zamrażania były nieuleczalne. Max More, właściciel firmy krionice powiedział: „Choć życie i śmierć to dzisiaj pojęcia czysto medyczne, w przyszłości będziemy traktowali je bardzo umownie. Działalność naszej firmy porównałbym do jazdy ambulansem na ostry dyżur w szpitalu, który nie został jeszcze wybudowany”. Prawdopodobnie taki szpital nigdy nie będzie zbudowany, a gdyby nawet, to nie będzie on szpitalem, gdzie realizują się ludzkie marzenia o życiu wiecznym, o którym mówi dzisiejsza Ewangelia.

Jezus udając się do Świątyni Jerozolimskiej często przechodził przez Betanię, gdzie zamieszkiwali Jego przyjaciele: Łazarz, Maria i Marta. W czasie jednej z pielgrzymek do Jerozolimy siostry Łazarza posłały do Jezusa wiadomość o chorobie ich brata: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Na co Jezus odpowiedział: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. I nie wyruszył natychmiast do domu Łazarza, jak się spodziewano, tylko zaczekał dwa dni, jakby czekając na śmieć Łazarza, bo wskrzeszenie jest bardziej wymownym znakiem mocy i chwały Bożej niż uzdrowienie. Znaczenia tych słów chyba nie zrozumiała do końca Marta, dlatego przy spotkaniu kieruje do Jezusa niejako z wyrzutem słowa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Lecz wierzy, że Chrystus może znaleźć wyjście nawet w tej sytuacji i mówi: „Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Na co Jezus jej odpowiedział: „Brat twój zmartwychwstanie”. Wtedy Marta wyznała wiarę w zmartwychwstanie w czasach ostatecznych: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. A wtedy Jezus wskazał na siebie: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Marta wyznała swoją wiarę, a Jezus na potwierdzenie prawdziwości swoich słów przyszedł do grobu Łazarza i rozkazał mu wyjść z grobu. Ku zdumieniu wszystkich, spoczywający od czterech dni w grobie Łazarz powrócił do świata żyjących. Ewangelista podsumowuje tę scenę: „Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego”.

Wśród tych wierzących jesteśmy także my, ale nie tylko ze względu na cud wskrzeszenia Łazarza, ale przede wszystkich ze względu na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. W szczególny sposób doświadczyliśmy tej tajemnicy w czasie naszej ostatniej pielgrzymki do Ziemi Świętej. Ostatnią pielgrzymkową Mszę świętą sprawowaliśmy na zboczu Góry Oliwnej po przeciwnej stronie Betanii. Jezus przechodził z Betanii do Świętego Miasta przez Górę Oliwną. Dzisiaj jest to niemożliwe bo Betanię oddziela od Jerozolimy mur oddzielający Izrael od Autonomii Palestyńskiej. Jezus zatrzymał się na zboczu Góry Oliwnej z pięknym widokiem na Jerozolimę i Świątynię Jerozolimską. Zapłakał wtedy nad Jerozolimą, widząc w proroczej wizji jej zniszczenie. Powiedział wtedy: „Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”. To proroctwo wypełniło się w roku 70. Z Jerozolimy nie pozostał kamień na kamieniu, a ze Świątyni Jerozolimskiej pozostał tylko fragment muru oporowego, który dziś nazywamy Ścianą Płaczu.

Na tym miejscu, gdzie Jezus zapłakał stoi dziś świątynia Dominus Flevit, co znaczy Pan zapłakał. Przez witraż tej świątyni widzimy piękną panoramę Jerozolimy. Spoglądamy na Jerozolimę przez krzyż i symbole Eucharystii, które są wkomponowane w witraż. To tam sprawowaliśmy Mszę św. w czasie ostatniego dnia pielgrzymowania. Byliśmy tego dnia pierwszą grupą, która nawiedziła to miejsce. Poranne słońce zalewało swoim blaskiem Jerozolimę. Ogarniała nas cisza dopełniana śpiewem porannych ptaków. Stanęliśmy przy ołtarzu, aby sprawować Mszę św., która jest bezkrwawym uobecnieniem tego co dokonało się w sposób krwawy w przestrzeni oglądanej przez świątynny witraż. Widzieliśmy Ogród Oliwny, gdzie Jezus pocił się krwawym potem, przed nami były uliczki jerozolimskie, którymi przechodził zakrwawiony Jezus, dźwigając krzyż na swoich ramionach. Widzieliśmy w panoramie miasta dwie szare kopuły Bazyliki Grobu Pańskiego. To one przykrywają wzgórze Golgoty, gdzie Jezus umierał na krzyżu. A przede wszystkim widzieliśmy pod świątynną kopułą Grób Pański, który jest świadkiem zmartwychwstania Chrystusa. Zmartwychwstania, które jest fundamentem naszej wiary.

W naszej wyobraźni krajobraz widziany przez witraż świątynny łączył się z ołtarzem, na którym sprawowaliśmy bezkrwawą ofiarę Chrystusa, sprawowaliśmy Mszę św. To złączenie potęgowało naszą wiarę w zmartwychwstanie i życie wieczne. Z naszych ust płynęła pełna wiary radosna pieśń wielkanocna:

„Zwycięzca śmierci piekła i szatana / Wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana / Naród niewierny trwoży się przestrasza / Na cud Jonasza – Alleluja!”

Ta wiara potęgowała się jeszcze bardziej, gdy przyjmowaliśmy Komunię świętą, a w naszych sercach słyszeliśmy słowa Jezusa: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”.

Ks. Ryszard Koper