W nocy z wtorku na środę nieznani sprawcy ostrzelali konsulat polski w Łucku, w północno-zachodniej części Ukrainy.

Do ostrzału użyto granatnika przeciwpancernego RPG-26. W górnej części budynku powstała 70 centymetrowa wyrwa. W tym czasie w konsulacie przebywała tylko ochrona. Nikt nie ucierpiał.

Polskie MSZ zamknęło do odwołania wszystkie sześć konsulatów na terenie Ukrainy. Konsulaty nie przyjmują wniosków wizowych od Ukraińców i obywateli innych państw ani nie rozpatrują wniosków o wydanie Karty Polaka, natomiast otaczają opieką obywateli Polski. Wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak wezwał ambasadora Ukrainy Andrija Deszczycę i zażądał wyjaśnień oraz natychmiastowych działań dla wykrycia i ukarania sprawców. Domagał się również ochrony polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych przez 24 godziny na dobę.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko przeprowadził w środę rozmowę z prezydentem Andrzejem Dudą, w której potępił atak i poinformował o wzmocnieniu ochrony polskich placówek i miejsc pamięci historycznej na Ukrainie. Zaproponował włączenie polskich przedstawicieli do śledztwa w sprawie ostrzelania konsulatu w Łucku. Prowadzi je SBU, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy z podejrzeniem ataku terrorystycznego.

Jak podają lokalne media w Łucku, wybuch był tak głośny, że słyszalny w miejscowości Boratyn odległej sześć kilometrów od miasta.

Atak na konsulat jest kolejnym, ale najpoważniejszym incydentem antypolskim w ostatnich miesiącach. W lutym oblano czerwoną farbą konsulat we Lwowie, a na płocie pojawił się napis „nasza ziemia”. W styczniu został zniszczony pomnik Polaków w Hucie Pieniackiej, postawiony na cześć pomordowanych w roku 1944 przez ukraińską dywizję SS-Galizien. Krzyż wysadzono w powietrze a tablice z nazwiskami ofiar zamalowano czerwoną farbą. Również w styczniu w Bykowni sprofanowano czerwoną farbą groby polskich i ukraińskich ofiar NKWD, tam znajduje się cmentarz ofiar zbrodni katyńskiej.

Mieszkańcy Huty Pieniackiej odnowili z własnych środków sprofanowany pomnik, ale w marcu znowu został pokryty napisami wykonanymi farbą. Także w marcu wymazano farbą pomnik profesorów lwowskich uczelni zamordowanych przez Niemców i tak samo zniszczono pomnik Polaków zamordowanych w miejscowości Podkamień w obwodzie lwowskim. We Lwowie i w Podkamieniu wypisano „śmierć Lachom”, a w Podkamieniu wymalowano swastykę na krzyżu. Miejscowe władze oczyściły oba miejsca pamięci.

Władze Ukrainy potępiły te wszystkie antypolskie incydenty. Ich zdaniem stoi za nimi „strona trzecia”, która chce wywołać konflikt polsko-ukraiński. Uznały, że napaści zleciły rosyjskie służby specjalne. Podobnie uważa Michał Kamiński, pracujący w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jak powiedział, nie jest zaskoczony, ponieważ „dostawaliśmy bardzo dużo sygnałów dotyczących rosyjskich prowokacji, które będą zmierzać do pokłócenia Polaków i Ukraińców, i mieliśmy dowody na to w tym czasie. Dlatego Lech Kaczyński w pewnym momencie wycofał swój patronat z obchodów rzezi wołyńskiej, myśmy mieli materiały i to tajne materiały, z których wynikało, że celem Rosjan jest dzielenie Polaków i Ukraińców.”
Kamiński dodał następnie w rozmowie w TVN24, że rosyjska agentura jest wszędzie na całym świecie a skrajny nacjonalizm ukraiński i skrajny nacjonalizm polski są często finansowane przez Moskwę.

Krzysztof Szczerski, minister do spraw zagranicznych w kancelarii prezydenta Dudy także zasugerował, że atak został zlecony lub przeprowadzony przez rosyjskie służby, gdyż skłócenie Polaków i Ukraińców leży w interesie Rosji. Ukraina jest państwem bardzo ważnym dla bezpieczeństwa w regionie i takie wydarzenia nie podważają sojuszu polsko-ukraińskiego. Również szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin powiedział, że był to atak wymierzony w przyjaźń Polski i Ukrainy.

Dyrektor Telewizji Bielsat Agnieszka Romaszewska, która mniej musi liczyć się ze słowami od ministrów, uważa że „nasilające się działania Rosji w wojnie hybrydowej dotarły do nas. „Na początku są incydenty i wojna informacyjna, prowadząca z czasem do dezinformacji. Podzielam opinię, że jesteśmy już przedmiotem takiego hybrydowego ataku.” Romaszewska wskazała, że chodzi o podgrzewanie nastrojów antypolskich na Ukrainie i antyukraińskich w Polsce. „Polska i Ukraina razem – niezależnie od sytuacji państwowej Ukrainy – to 80 milionów ludności i potężny potencjał w tej części rosyjskiego dziedzictwa.” Dlatego trudno się dziwić, że Rosji zależy na rozbiciu tego porozumienia.

Również Bogdan Klich, były minister obrony w rządzie PO-PSL a obecnie senator PO, jest przekonany, że atak to „ewidentna robota Rosjan”.

Komentator tygodnika Newsweek. pl zwraca uwagę, że gdyby pocisk eksplodował w nieco innym miejscu, zagrożone byłoby życie pracowników konsulatu i samego konsula, zamieszkującego część zabudowań budynku polskiej misji. Ważne również, że do ataku doszło w Łucku. Tym razem uderzono w sercu Wołynia. I prawdopodobnie celem akcji jest zapewne utrwalenie złowrogiej dla Polaków zbitki „Wołyń – zagrożenie”.

Dalsze prowokacje wydają się pewne. Czy zaczął się drugi etap wojny Rosji z Ukrainą, mianowicie wojna hybrydowa z Polską?

Jan Różyłło