Jezus odpowiedział jej na to: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: ‘Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej”. Powiedziała do Niego kobieta: „Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?” W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu”.

J 4, 10- 14

Osiemdziesięciojednoletnia kobieta została dotknięta demencją – przewlekłą postępującą chorobą mózgu. Jej córki patrzyły z bólem jak ich mama coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Matka zdawała sobie sprawę w jakim kierunku zmierza jej choroba, widziała także zatroskanie swoich córek. Robiła zatem wszystko, aby ukryć objawy choroby. Robiła to bardzo wprawnie i z wdziękiem. Jednak córki wiedziały, że przyjdzie kiedyś taki dzień, że mama ich nie rozpozna. Po raz pierwszy stało się to kilka dni po Dniu Dziękczynienia. Najmłodsza córka zabrała ją na kolację. W pewnym momencie matka powiedziała do niej: „Ty mi kogoś przypominasz, musiałyśmy się kiedyś spotkać”. Zaskoczona córka powiedziała: „Mamo, ty mnie urodziłaś”. Matka z pewnym wahaniem zapytała: „To dlaczego Cię nie wychowałam?” „Zrobiłaś to mamo” – z bólem odpowiedziała córka. Aby ukryć przed mamą łzy bólu wyszła do kuchni. A mama coś wyczuwając poszła za nią. Gdy zostały same, matka wzięła ją za ręce i powiedziała: „Nie płacz, proszę. Płaczesz, bo myślisz, że ja cię nie kocham?” „Nie. Wiem, że mnie kochasz” – odpowiedziała córka. „Płaczesz bo widzisz, że cierpię z powodu choroby?”- zapytała matka. Córka nic nie odpowiedziała. Matka mocno ją przytuliła i zaczęła logicznie mówić: „Starzeję się. Jest to czasami bardzo trudne i przykre. Muszę jednak przez to przejść. A ty powinnaś wiedzieć, że cię bardzo kocham i być przygotowaną na cierpienie jakie niesie ta choroba. Kocham cię bezgranicznie. Tracę czasami pamięć. Takie rzeczy się zdarzają. Ale nawet, gdy po raz kolejny zapomnę się, to pamiętaj, że cię bardzo kocham. Moja kochana córeczko musisz uwierzyć, że zawsze będę świadoma kim dla mnie jesteś. Musisz jednak mówić mi wszystko, chcę znać każdy szczegół. Gdzie się urodziłaś, gdzie chodziłaś do szkoły, co robisz w życiu, jakie jest twoje małżeństwo, czy masz dzieci? A teraz wracajmy do stołu, usiądź obok mnie i opowiedz mi wszystko” (Na podstawie opowieści Jenny McPhee Refreshing a Mother’s Memory with Love and Stories).

Miłość matki w tym trudnym czasie pozwoliła rodzinie zmierzyć się z tym bolesnym doświadczeniem. W mgle zapomnienia i cierpienia miłość zapaliła światło, które ukazało drogę nawet w tych trudnych doświadczeniach. Podobnie jest w całym naszym życiu. Gdy wypełnimy je pozytywnymi wartościami, w tym najważniejszą z nich – wypełnimy się miłością, to wtedy jesteśmy w stanie zmierzyć się z najtrudniejszymi wyzwaniami życia, ze swoją słabością, znaleźć sposób na rozwiązanie najtrudniejszych problemów i ruszyć do przodu.

Uosobieniem największej miłości jest Jezus Chrystus. Tej miłości doświadczyła Samarytanka z dzisiejszej Ewangelii. Była spragniona miłości, szukała jej w ramionach kilku mężczyzn, nazywając ich mężami. Przy spotkaniu Chrystus jej powiedział: „Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem”. Zaskoczona kobieta uznała w Chrystusie proroka. Chrystus jej nie potępił, ale z miłością tak pokierował rozmową, że kobieta zrozumiała swój błąd i zapragnęła wody życia, którą chciał jej ofiarować Chrystus, mówiąc do niej przy studni: „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu”. Kobieta zawołała: „Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”. Jezus dalej pokierował tak rozmową, że kobieta wyznała: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”. A wtedy Jezus jej odpowiedział: „Jestem nim Ja, który z tobą mówię”. Z kontekstu Ewangelii wynika, że kobieta uwierzyła w Chrystusa, który stał się dla niej źródłem wody tryskającej ku życiu wiecznemu.

Chris Pratt, jeden z najsłynniejszych aktorów w Hollywood, spotkał Chrystusa przy sklepie monopolowym. Pratt mieszkał na hawajskiej plaży i pracował jako kelner w jednej z restauracji. Prowadził beztroskie, hulaszcze życie. Pewnego dnia chciał kupić piwo, a nie miał jeszcze skończonych 20 lat, poprosił zatem inną osobę, by zrobiła to za niego. Pratt w tym czasie czekał przed sklepem. Nagle podszedł do niego mężczyzna o imieniu Henry i zapytał go, co robi. „Byłem szczery. Powiedziałem, że w środku jest moja przyjaciółka i kupuje mi alkohol”- wspomina aktor. „Masz zamiar iść na imprezę, pić i ćpać, poznać dziewczyny, cudzołożyć?” – zapytał mężczyzna, na co Pratt odparł: „Mam nadzieję, że tak”. Wtedy Henry powiedział: „Jezus powiedział mi, że mam z tobą porozmawiać”. „I w tym momencie poczułem, że powinienem pójść z tym mężczyzną. Zaprowadził mnie do kościoła. Kilka dni później zaskoczyłem swoich znajomych, oznajamiając im, że zamierzam zmienić moje życie”- wspomina aktor. Wystarczyło pięć lat, by Chris Pratt stał się jedną z największych gwiazd Hollywood. Aktor wspomina, że spotkanie z Chrystusem zmieniło jego życie, stało się źródłem życia w każdym jego wymiarze. Bardzo często daje publicznie świadectwo o tym. Przed Wielkanocą postawił na zboczu góry wielki krzyż, komentując: „Jest sobota przed Wielkanocą. Jeśli o tym pomyślimy, to właśnie uczynił Jezus jakieś dwa tysiące lat temu. Niósł krzyż na wzgórze”.

Jezus będąc źródłem wody tryskającej ku życiu wiecznemu daje nam najdoskonalszy sposób czerpania z tego źródła. Jest nim Eucharystia, o której Jezus powiedział: „Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. Obecność Chrystusa w Eucharystii ciągle jest potwierdzana cudami, abyśmy mieli pewność, gdzie jest źródło życia wiecznego. O jednym z nich pisze ordynariusz legnicki biskup Zbigniew Kiernikowski w liście do wiernych: „Jako Biskup Legnicki podaję niniejszym wiadomość o wydarzeniu, jakie zaszło w parafii św. Jacka w Legnicy i które ma znamiona cudu eucharystycznego. Na Hostii, która 25 grudnia 2013 roku przy udzielaniu Komunii świętej upadła na posadzkę i która została podniesiona, i złożona do naczynia z wodą, po pewnym czasie pojawiły się przebarwienia koloru czerwonego. Ówczesny Biskup Legnicki Biskup Stefan Cichy powołał Komisję, której zadaniem było obserwowanie zjawiska. W lutym 2014 roku został wyodrębniony fragment materii koloru czerwonego i złożony na korporale. W celu wyjaśnienia rodzaju tej materii Komisja zleciła pobranie próbek i przeprowadzenie stosownych badań przez różne kompetentne instytucje. Ostatecznie w orzeczeniu Zakładu Medycyny Sądowej czytamy: ‘W obrazie histopatologicznym stwierdzono fragmenty tkankowe zawierające pofragmentowane części mięśnia poprzecznie prążkowanego. (…) Całość obrazu (…) jest najbardziej podobna do mięśnia sercowego” (…) ze zmianami, które „często towarzyszą agonii”. Badania genetyczne wskazują na ludzkie pochodzenie tkanki. W styczniu br. przedstawiłem całą tę sprawę w Kongregacji Nauki Wiary. Dziś, zgodnie z zaleceniami Stolicy Apostolskiej, polecam Księdzu Proboszczowi Andrzejowi Ziombrze przygotowanie odpowiedniego miejsca dla wystawienia Relikwii tak, aby wierni mogli oddawać Jej cześć. Proszę też o udostępnienie przybywającym osobom stosownych informacji oraz o prowadzenie systematycznej katechezy, która pomagałaby właściwie kształtować świadomość wiernych w dziedzinie kultu eucharystycznego. Polecam nadto założenie księgi, w której byłyby rejestrowane ewentualne uzyskane łaski oraz inne wydarzenia mające charakter nadprzyrodzoności. Odczytujemy ten przedziwny Znak, jako szczególny wyraz życzliwości i miłości Pana Boga, który tak bardzo zniża się do człowieka”.

Ks. Ryszard Koper