Rząd przyjął projekt ustawy o reformie służby zagranicznej zrywającej z niechlubnym dziedzictwem PRL, kiedy polskie MSZ realizowało głównie interesy ZSRR a polskie przy okazji i było przeniknięte przez tajne służby polskie oraz sowieckie.

Autorem tego projektu jest Jan Dziedziczak wiceminister resortu. Polacy w Nowym Jorku poznali go w roli posła na Sejm zajmującego się sprawami Polonii.

Autor reformy rysuje w uzasadnieniu projektu smutny obraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Kadry resortu przed rokiem 1990 składały się w znacznej części z ludzi tego niegodnych, w tym pracowników i współpracowników aparatu bezpieczeństwa. Wyjazd na dobrze opłacaną placówkę był traktowany jako nagroda a nie patriotyczna służba. W schyłkowym okresie PRL w kadrze MSZ panował oportunizm a motywacją do pracy była głównie chęć zarobku. „Ten bagaż doświadczeń i postaw został wniesiony do służby zagranicznej wraz z kadrami MSZ z okresu PRL.” Dlatego dyplomacja polska była i jest obciążona dziedzictwem, które utrudnia a czasem uniemożliwia sprawne działanie.

W ciągu pół roku od wejścia w życie ustawy w MSZ zostanie przeprowadzony przegląd kadr. Czystkę ułatwi także rozszerzenie katalogu osób, które muszą złożyć oświadczenie lustracyjne o członków rodzin pracownika MSZ zatrudnionych w placówce zagranicznej.
Wszyscy zatrudnieni stracą pracę na mocy prawa. W tym czasie przejściowym odbędzie się przegląd kadr. Kto nie otrzyma propozycji powrotu do pracy, pożegna się z resortem na zawsze. Odejdzie od stu do stu kilkudziesięciu pracowników, według oceny szefa resortu Witolda Waszczykowskiego. Jednak zdaniem „Solidarności” pracowników służby zagranicznej będzie to kilkaset osób.

Platforma Obywatelska twierdzi, że jest to „projekt skandaliczny” a rząd chce zrobić „czystki, jakich żaden reżim nie przeprowadzał, ani faszystowski ani stalinowski.” Głosi również, że „Rzeczpospolita jest następcą prawnym PRL-u” zaś pracownicy Służby Bezpieczeństwa w MSZ są „patriotami”.

Totalna opozycja Platformy Obywatelskiej myli się w sprawie czystek. Polskie MSZ w czasach stalinowskich przeszło czystkę w wojennym i powojennym terrorze, a w roku 1945 na miejsce przedwojennych urzędników patriotycznych wzięto ludzi gotowych służyć Moskwie. Po roku 1989 nastąpiło pewne odświeżenie kadr, między innymi na podstawie słynnego „notesu profesora Geremka”, który wprowadził do resortu ludzi blisko związanych z Unią Wolności, niekiedy tajnych współpracowników SB. Obecnie, kiedy rząd stara się odzyskać pełną suwerenność kraju – przegląd kadr i częściowa wymiana są całkowicie uzasadnione. Uwolni się wiele etatów dla młodych ludzi nie skażonych PRL, czyli służalstwem wcześniej wobec Moskwy, a później wobec Berlina.

Szef resortu Witold Waszczykowski mówi, że nowa ustawa pozwoli pożegnać się ze starymi pracownikami w „cywilizowany sposób”. Zostaną także uregulowane zasady pracy agentów służb specjalnych III RP. Zatrudnienie takich osób będzie wymagało za każdym razem zgody ministra spraw zagranicznych. Resort planuje też rozluźnienie polityki kadrowej. Pojawi się możliwość zatrudnienia pracowników na okres kilku lat. Pozwoli to szerzej korzystać przy pewnych projektach ze specjalistów spoza kadr MSZ. Będzie też możliwość czasowego przeniesienia pracownika resortu na inne stanowisko służby cywilnej poza MSZ, za zgodą pracownika. Resort ostrzega, że następuje „odpływ wartościowych kadr dyplomatycznych do instytucji europejskich i międzynarodowych”. Panuje też „niski profesjonalizm i źle pojęta solidarność grupowa pracowników służby zagranicznej.”

Przykładem grupowej solidarności jest – sprzeciw „Solidarności” służby zagranicznej wobec projektu ustawy. W liście do premier Beaty Szydło związkowcy skarżą się na „niepubliczny, wręcz potajemny tryb przygotowania projektu”. Ich zdaniem projekt reformy narusza konstytucyjne i pracownicze prawa osób, a gdyby został wdrożony, to mógłby spowodować „groźne dla bezpieczeństwa i interesów Rzeczypospolitej osłabienie, jeśli nie demontaż, służby zagranicznej RP”. Szczególnie ich oburza zamiar zwolnienia wszystkich członków służby zagranicznej po sześciu miesiącach od wejścia ustawy w życie. Nastąpi to, jeśli nie dostaną propozycji pracy, albo nie przyjmą nowych jej warunków, innymi słowy nie zgodzą się na degradację zawodową.

Natomiast minister Waszczykowski oświadczył, że przez 28 lat wyrosło już zupełnie nowe pokolenie Polaków. Należy im się, aby byli twarzą nowej Polski. Dziś nie musimy mieć w dyplomacji osób, które swą karierę zaczynały w głębokim PRL, ludzi związanych z poprzednim reżimem. Jak wspomniano wyżej, minister ocenił, że zwolnienia dotkną tylko sto kilkadziesiąt osób. Jednak zdaniem Solidarności, jak już pisaliśmy, będzie ich kilkaset.

Głęboka reforma MSZ jest spóźniona ale nie mogła zostać przeprowadzona wcześniej. Nie chciała jej ani SLD, ani Unia Wolności ani liberałowie, ani ich kolejne wcielenie jako Platforma Obywatelska. Natomiast PiS poprzednio rządził za krótko. Dopiero teraz są warunki dla szerokiej czystki w polskiej służbie dyplomatycznej.

Jan Różyłło