Z profesorem dr. hab. Karolem Karskim, teologiem luterańskim i prezesem Zarządu Fundacji Ekumenicznej „Tolerancja” rozmawia Leszek Wątróbski.

– Kiedy powstała i czym zajmuje się Fundacja Ekumeniczna „Tolerancja”?
– „Tolerancję” założyła w roku 1993, a więc 20 lat temu, grupa działaczy chrześcijańskich, którym bliska była idea poszanowania wszelkich odmienności – a zwłaszcza wyznaniowych, narodowościowych i kulturowych. Przewodniczącym Rady Społecznej Fundacji przez wiele lat był, zmarły w roku 2003, profesor Tadeusz Zieliński, były Rzecznik Praw Obywatelskich. Samą zaś Radę Społeczną Fundacji tworzy grupa osób różnych wyznań i niewierzących, duchownych, naukowców, polityków i dziennikarzy.

Działacze Fundacji Ekumenicznej „Tolerancja” na plan pierwszy wysuwają zadania związane ze zwalczaniem wszelkich przejawów nacjonalizmu, szowinizmu oraz antysemityzmu, sprzeciwiają się wszelkim przejawom nietolerancji, powstającym bardzo często na gruncie uprzedzeń wyznaniowych i narodowych oraz ze względu na orientację seksualną. Wszystkie te problemy i zadania stojące przed naszą Fundacją okazują się być w naszym kraju, nadal aktualne.

Członkowie naszej Fundacji inicjują też i rozwijają różnorodne formy współpracy ludzi dla budowania stosunków międzywyznaniowych i narodowościowych na zasadach równoprawności oraz utrzymują kontakty ze środowiskami ekumenicznymi Europy i świata. Kształtowanie i propagowanie oraz rozwijanie postaw i wartości chrześcijańskich i humanistycznych, tworzenie wzorców wychowawczych prowadzone jest w oparciu o ekumenizm i tolerancję.

– Kto dziś tworzy Waszą Fundację? Kto nią kieruje i zarządza?
– W jej skład wchodzą obecnie przedstawiciele różnych Kościołów: katolickiego, prawosławnego czy luterańskiego oraz osoby niewierzące. Fundacja Ekumeniczna „Tolerancja” od chwili powstania z dużą konsekwencją realizuje swoje cele. Czyni to poprzez organizowanie publicznych dyskusji, prowadzenie badań studyjnych, nagradzanie prac dyplomowych studentów, jeśli tematem jest problem tolerancji.

– Kto jest Waszym partnerem? Z kim współpracujecie?
– Fundacja „Tolerancja” współpracuje z różnymi organizacjami międzynarodowymi – m.in. Związkiem na Rzecz Pojednania Narodów z siedzibą w Berlinie, której członkami są posłowie Bundestagu i znaczący politycy europejscy oraz International Fellowship of Reconcilition – IFOR (Związkiem na Rzecz Pojednania). Nasza działalność jest dziś jednak bardzo ograniczona, głównie z powodów finansowych.

W Fundacji realizowane są aktualnie trzy projekty. Wiążą się one z dwiema nagrodami przyznawanymi corocznie. Pierwsza z nich to Nagroda im. Brata Alberta Chmielowskiego, druga to Medal Tolerancji, przyznawany 16 listopada w Święto Tolerancji ustalone przez ONZ. Symboliczną wymowę ma tu fakt, iż uroczystość wręczenia naszego Medalu Tolerancji odbywa się w Teatrze Żydowskim w Warszawie.

– Kolejny projekty ma charakter wydawniczy…
– Fundacja wydaje „Studia i Dokumenty Ekumeniczne”, które przedstawiają szeroką panoramę spraw ekumenicznych w Polsce i na świecie. Prezentuje ważne dokumenty Kościołów różnych wyznań związane z problematyką ekumeniczną oraz artykuły na temat dialogu pomiędzy wyznawcami różnych Kościołów i religii, pisane przez publicystów i teologów chrześcijańskich. Publikuje też ważniejsze dokumenty uchwalone przez mieszane komisje kościelne różnych wyznań chrześcijańskich powoływane na szczeblu światowym. Przygląda się wreszcie dialogowi chrześcijańsko-żydowskiemu oraz, od czasu do czasu, z chrześcijańsko-muzułmańskiemu. Jest to jedyne w Polsce czasopismo o takim profilu, ukazujące się dwa razy w roku w nakładzie 350 egzemplarzy Jest ono adresowane przede wszystkim dla znawców problemów ekumenicznych – profesorów teologii, duchownych i świeckich chcących pogłębić wiedzę na ten temat – w oczekiwaniu, że jako tzw. multiplikatorzy podzielą się swoją wiedzą ze studentami, wiernymi itp.

– Jaka jest rola Kościoła rzymskokatolickiego oraz luterańskiego w dialogu ekumenicznym w Polsce?
– Wymienione przez pana dwa Kościoły nie są równymi partnerami dialogu na terenie Polski. Z jednej bowiem strony jest duży i wszechobecny Kościół rzymskokatolicki, a z drugiej strony liczący zaledwie 70 tysięcy Kościół luterański, który w Polsce nosi oficjalną nazwę: Kościół Ewangelicko-Augsburski i który w jest w naszym kraju największym, pod względem liczby wyznawców, Kościołem ewangelickim. W tym kontekście zainteresowanie Kościoła rzymskokatolickiego naszą wspólnota wyznaniową jest zdecydowanie większe niż innymi wspólnotami ewangelickimi. Przez pewien czas działała nawet wspólna komisja mieszana katolicko-luterańska. Okazało się jednak, że nie ma obecnie większych kontrowersji pomiędzy obu naszymi Kościołami, które występowały w przeszłości. Mam tu np. na myśli spory o własność kościelną. Zaraz po II wojnie światowej, a nawet jeszcze w latach siedemdziesiątych, obiekty luterańskie były bowiem często bezprawnie zajmowane przez Kościół rzymskokatolicki. Sprawy te jednak zostały polubownie rozwiązane i dziś na tej płaszczyźnie nie ma już żadnych tarć.

Kościół luterański jest niewielki i są obszary, gdzie nas zupełnie nie ma. Inaczej jest na Śląsku Cieszyńskim, gdzie luteran jest najwięcej. Tam atmosfera dialogu zdecydowanie się poprawiła. Nie stało się to oczywiście z dnia na dzień. Wszelkie zmiany wymagają zawsze czasu i odbywają się ewolucyjnie. Mniej więcej od lat osiemdziesiątych XX wieku można powiedzieć, że stosunki luterańsko-katolickie w Polsce układają się normalnie.

Dziś przyjmuje się za rzecz oczywistą, że strona katolicka zaprasza stronę luterańską oraz przedstawicieli innych Kościołów na wspólne modlitwy w intencji zjednoczenia w okresie modlitw o jedność chrześcijan i odwrotnie. Tak dzieje się raz w roku. Są też, na szczęście, i inne wspólne inicjatywy. Mam tu na myśli wspólne konferencje naukowe, sympozja czy pogłębioną współpracę pomiędzy uczelniami. Tak jest np. pomiędzy Chrześcijańską Akademią Teologiczną a Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Osobiście przez 28 lat prowadziłem wykłady z ekumenizmu na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego (dawniej Akademia Teologii Katolickiej) w Warszawie. Podobnie jest w Białymstoku, gdzie na tamtejszym uniwersytecie odbywają się zajęcia z teologii katolickiej i prawosławnej. Recenzujemy wreszcie prace naukowe, takie jak doktoraty czy habilitacje. Pewne sprawy są jednak nadal nierozwiązane.

– Co ma Pan Profesor na myśli? Proszę o jakiś konkretny przykład…
– Nie rozwiązany jest jeszcze do końca np. problem małżeństw mieszanych. Pod tym względem czujemy się, jako mniejszości wyznaniowe (prawosławni, starokatolicy i ewangelicy), w dalszym ciągu trochę dyskryminowani. Odczuwamy naciski strony katolickiej, aby dzieci w małżeństwach mieszanych były wychowywane po katolicku, choć są już ekumeniczne rozwiązania tej kwestii w wielu krajach europejskich, w których każda ze stron i katolicka i ewangelicka pozostawia rozwiązanie tego problemu samym rodzicom. Dokument w sprawie małżeństw mieszanych został już opracowany przez przedstawicieli Polskiej Rady Ekumenicznej i Rady Episkopatu Polski do Spraw Ekumenizmu. Opublikowaliśmy go nawet w naszych „Studiach i Dokumentach Ekumenicznych”. Okazało się później, że Episkopat Polski nie może go sam zatwierdzić i czeka na decyzję Watykanu i papieża. I tak leży on w Rzymie już od ponad roku. W dokumencie tym zastosowano rozwiązania, jakie przyjęto już wcześniej we Włoszech czy Hiszpanii, czyli państwach o większości katolickiej, wiele lat temu. Tam było to możliwe. Pytanie nasuwa się samo: czemu więc u nas nie jest to możliwe i dlaczego musi to trwać tak długo? Czy nie jest to przypadkiem gra na zwłokę?

– Co się nam w dialogu ekumenicznym udało zrobić, a co nie?
– Rozważmy to w perspektywie światowej. Pewnych bowiem rzeczy, na płaszczyźnie krajowej, nie da się rozwiązać. Zajmijmy się więc teraz problemem wzajemnego dopuszczenia do Stołu Pańskiego czyli Eucharystii – tym, co luteranie, reformowani i metodyści czy wreszcie anglikanie i starokatolicy już dawno praktykują. Natomiast w Kościele rzymskokatolickim jest tu, w dalszym ciągu, blokada. Bezpośrednio po II Soborze Watykańskim w krajach Europy Zachodniej praktykowano przez długi czas interkomunię spontanicznie, działo się to w wielu krajach na płaszczyźnie parafialnej. Biskupi o tym wiedzieli, lecz udawali, że nie wiedzą. Doktrynalnie taki stan rzeczy nie był przecież dopuszczalny, o czym papież Jan Paweł II przypomniał w encyklice „O Eucharystii w życiu Kościoła” z 2003 roku. Odtąd spontaniczne praktykowanie interkomunii przez katolików z wyznawcami innych Kościołów stało się znacznie rzadsze. Następna kwestia, która wiąże się ściśle z poprzednią i o którą rozbija się dialog katolicko-ewangelicki, to odpowiedź na pytanie: czym jest urząd kościelny? Ewangelicy i katolicy zdecydowanie różnie rozumieją ten urząd. Kościół katolicki naucza o kapłanie, wyświęconym przez biskupa znajdującego się w łańcuchu sukcesji apostolskiej i w łączności z biskupem Rzymu, kapłanie, którego główne zadanie polega na odprawianiu mszy świętej i składaniu ofiary przebłagalnej. Centralną rolą duchownego ewangelickiego jest natomiast głoszenie słowa Bożego. Kościół katolicki nie uznaje tak pojmowanego urzędu duchownego, co w konsekwencji oznacza, że nie uznaje również Eucharystii sprawowanej przez duchownego ewangelickiego. To wcale nie znaczy, że ksiądz czy biskup katolicki nie zwróci się do biskupa czy duchownego ewangelickiego per księże biskupie czy księże. Takie formy grzecznościowe są już powszechnie uznane, ale fakt ten nie uznawany jest jeszcze przez Kościół katolicki teologicznie. Niemniej jednak, takie rozumienie urzędu kościelnego stanowi dziś największą przeszkodę w praktykowaniu interkomuni. Tego problemu nie da się rozwiązać w dialogu krajowym w Polsce czy w Niemczech, lecz musi być rozwiązany globalnie przez cały Kościół rzymskokatolicki.

– Jest Pan Profesor absolwentem Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej…
– Tak. Tam też obroniłem pracę doktorską z zakresu historii ruchu ekumenicznego w Polsce przed II wojną światową. Stopień doktora habilitowanego uzyskałem natomiast na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wynikało to z faktu, iż w owym czasie (1992 rok) moja macierzysta uczelnia miała za mało samodzielnych pracowników naukowych zdolnych do przeprowadzenia przewodu habilitacyjnego. Ze strony KUL była to więc ogromna przysługa ekumeniczna, inicjatorem całej tej sprawy był abp prof. dr hab. Alfons Nossol. Byłem pierwszym niekatolikiem, który się habilitował na KUL.

Dziś jestem, od prawie 30 lat, redaktorem naczelnym „Studiów i Dokumentów Ekumenicznych”. Przez 13 lat, przed podjęciem pracy na ChAT, pracowałem w Polskiej Radzie Ekumenicznej jako zastępca kierownika do spraw kontaktów zagranicznych i prasy. Byłem też uczestnikiem wielu ważnych międzynarodowych wydarzeń ekumenicznych. Współpracowałem ponadto, jako publicysta, z miesięcznikiem „Jednota”, „Tygodnikiem Polskim”, tygodnikiem „Za i Przeciw” i wieloma innymi czasopismami.

– Dziękuję za rozmowę.

Leszek Wątróbski