Środa
Przypomniał mi się wiersz, który pierwszy raz czytałem mając lat czternaście. Pamiętam, tomik w żółtej, twardej okładce. I pierwszy chyba kontakt ze Zbigniewem Herbertem. Pamiętam wiersz do dzisiaj, choć ponad trzydzieści lat – ponad 12 tysięcy dni i nocy później. I dalej mnie ciekawi, co Poeta chciał przez to wszystko powiedzieć:

Gra Pana Cogito

Ulubioną zabawą
Pana Cogito
jest gra Kropotkin

ma wiele zalet
gra Kropotkin

wyzwala wyobraźnię historyczną
poczucie solidarności
odbywa się na wolnym powietrzu
obfituje w dramatyczne epizody
jej reguły są szlachetne
despotyzm zawsze przegrywa

na wielkiej tablicy imaginacji
Pan Cogito ustawia figury

król oznacza
Piotra Kropotkina w twierdzy
pietropawłowskiej
laufry trzech żołnierzy, szyldwacha
wieża zbawczą karetę

Pan Cogito ma do wyboru
wiele ról

może grać
śliczną Zofię Nikołajewnę
ona w kopercie zegarka
przemyca plan ucieczki

może być także skrzypkiem
który w szarym domku
umyślnie wynajętym
naprzeciw więzienia
gra Uprowadzenie z Seraju
co oznacza ulica wolna

najbardziej jednak
lubi Pan Cogito
rolę doktora Orestesa Weimara

on w dramatycznym momencie
zagaduje żołnierza przy bramie

– widział ty Wania mikroba
– nie widział
– a on bestia po twoje skórze łazi
– nie mówcie jaśnie panie
– a łazi i ogon ma
– duży?
– na dwie albo trzy wiorsty

wtedy futrzana czapka
spada na baranie oczy

tyle lat
tyle już lat
gra Pan Cogito

ale nigdy
nie pociągała go rola
bohatera ucieczki
(…) Pan Cogito
chciałby być pośrednikiem wolności

trzymać sznur ucieczki
przemycać gryps
dawać znak

zaufać sercu
czystemu odruchowi sympatii

nie chce jednak odpowiadać za to
co w miesięczniku „Freedom”
napiszą brodacze o nikłej wyobraźni

przyjmuje rolę poślednią
nie będzie mieszkał w historii

Czwartek
Przyznam, że nie rozumiem całej tej zagrywki polskiego rządu w sprawie ponownego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Oczywiście, były premier Polski nic szczególnego nie uczynił przez ostatnie dwa i pół roku, jest marnym politykiem i popiera opozycję wobec PiS, ale… jest kandydatem kanclerz Angeli Merkel, bez sprzeciwu pozostałych tytanów UE, tak więc sprawa raczej z góry przesądzona. Zresztą, umówmy sie, to nie tak ważne stanowisko – jak choćby komisarzy Komisji Europejskiej – aby kruszyć kopie i iść na pełne zwarcie. Można było, jak to się praktuje, odstawić cyrk dla gawiedzi „nie chcemy Tuska i już”, po czym po cichu ustalić – wybierajcie go, ale dajcie nam trochę poprotestować.

Ale widać, że PiS dołożyło turbodoładowanie. Choć właściwie większość, o ile nie wszystkie 27 krajów poza Polską jest za Tuskiem, dalejże dociskać pedał gazu i wzywać wszelkie świętości: nie pozwolimy, bo solidarność europejska, zasady etc. Nie warto. Nie warto, moim zdaniem, tracić energii politycznej, politycznego kapitału w tak błahej sprawie. Zostawić ją np. na solidarność energetyczną czy zabójczą dla polskiego przemysłu europejską politykę dotyczącą emisji dwutlenku węgla. No chyba, że Naczelnik z Żoliborza, prowadzi jakąś zakulisową, koronkową grę z panią kanclerz: wyraził po cichu zgodę na Tuska (przy prawie do głośnego sprzeciwu), aby coś w zamian wytargować dla Polski. Ale o tym dowiemy się później, także o tym „czy było warto?”

Informacja z Rzymu: właśnie przegłosowano przedłużenie misji Tuska na kolejne dwa i pół roku. Za 27 państw, przeciw jedno (Polska). A więc symboliczny cios w nos od Unii Europejskiej. Pytanie po co to komu było? A czy można było inaczej? Oczywiście, jak premier Węgier, Viktor Orban. Ten przecież uważany na salonach Unii Europejskiej nieomal za pół-faszystę polityk, znany z dobrych relacji z PiS i Jarosławem Kaczyńskim, tak tłumaczył tuż przed głosowaniem, co opisał portal wPolityce.pl.

„– Poprzemy kandydata Europejskiej Partii Ludowej, przynajmniej na razie – powiedział premier Węgier Viktor Orban. Przyznał, że nie łatwo jest być dobrym Europejczykiem, jeżeli mieszka się w Europie Środkowo-Wschodniej. „– My mamy troszeczkę inną historię i inny instynkt z uwagi na naszą przeszłość. Szanujemy tradycyjne wartości. (…) Na początku Zachód był przeciwny temu co robimy, ale teraz ulega to zmianie – podkreślił Orban.

Zapytany o to, co sądzi o Donaldzie Tusku przyznał, że osobiście nie był on jeszcze oceniany za to co robi. „– Polityka europejska bazuje na zasadzie partyjności a Europejska Partia Ludowa wysunęła kandydata i my go wesprzemy. Nie ma innego kandydata na tę chwilę. Był Jacek Saryusz-Wolski, ale nie jest on w Europejskiej Partii Ludowej – przyznał Viktor Orban i dodał, że włożył wiele wysiłku w to, aby osiągnąć pewien kompromis i stara się szukać złotego środka, ale na razie nie ma sukcesu w tym kierunku”.

Tak się robi politykę, zwłaszcza jak się jest na cenzurowanym, Państwo w Warszawie…

Jeremi Zaborowski