Rząd PiS nie poprze kandydatury Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej.

Przewodniczący ma zostać wybrany na spotkaniu na szczycie Unii Europejskiej 10 i 11 marca. Zamiast Tuska premier Beata Szydło sondowała szanse na stanowisko Jacka Saryusza-Wolskiego, europosła z ramienia Platformy Obywatelskiej, który jak się spekuluje, rozstaje się z partią i przechodzi do Polski Razem, partnera koalicyjnego PiS w rządzie. Sam kandydat milczy od czasu podania informacji przez The Financial Times w poniedziałek. A skoro nie zaprzecza, to znaczy, że nie odmawia udziału w wyborach na szefa rady, wywołując gniew kolegów z PO, którzy oczywiście chcą utrzymania Tuska na stanowisku.

Saryusz-Wolski jest znakomitym fachowcem w sprawach unijnych, którymi zajmuje się od lat 1970. Był również negocjatorem wejścia Polski do Unii Europejskiej, a także szefem unijnej dyplomacji. W Brukseli jest doskonale znany i szanowany dzięki swej kompetencji i podobnie jak Tusk należy do Europejskiej Partii Ludowej. To poprawia jego szanse, lecz nie na tyle, żeby został wybrany. Jak wiadomo Tusk jest ulubieńcem Angeli Merkel. Mało prawdopodobne, by wybrano przewodniczącego Rady wbrew woli pani kanclerz. Zresztą jej rzecznik prasowy powiedział ostatnio, że bardzo sobie ona ceni współpracę z Tuskiem. Czyli popiera Tuska a nie Saryusza Wolskiego. Jakby tego było mało, kandydaturę rząd Polski wysunął późno, brak więc czasu na zbudowanie poparcia. A wielu polityków europejskich nie rozumie, dlaczego Polska chce usunąć z ważnego stanowiska unijnego byłego polskiego premiera, podczas gdy w Unii wszyscy popierają swoich rodaków.

O co więc chodzi w tej grze? Politycy PiS zarzucają Tuskowi, że nic dobrego dla Polski nie zrobił w roli szefa Rady Europy, miesza się z Brukseli w polski konflikt wewnętrzny i zrobił błąd otwarcie krytykując prezydenta USA Donalda Trumpa. Natomiast politycy PO odpowiadają, że rolą szefa tej rady jest troska o interesy Unii a nie Polski, a poparcie Tuska dla opozycji w Polsce wynika z tego właśnie powodu, czyli obrony wartości Unii atakowanych przez rząd PiS, jak widać choćby na przykładzie konfliktu z Brukselą o Trybunał Konstytucyjny. A w sprawie kompetencji Tuska twierdzą, że przez dwa i pół roku nauczył się nawigacji po rozmaitych interesach Unii i pod tym względem jest nie gorszym kandydatem od Saryusza Wolskiego.

PiS jest wrogie Tuskowi nie tylko dlatego, ze za jego administracji doszło do katastrofy smoleńskiej, ale również za bezwzględną walkę z braćmi Kaczyńskimi a potem z Jarosławem o nasileniu takim, że doprowadziła do mordu pracownika biura posła PiS zamiast nieosiągalnego i dobrze strzeżonego Kaczyńskiego. Co więcej, pod okiem premiera Tuska dochodziło do wielu afer z Amber Gold na czele, które po zmianie rządu badają prokuratorzy i Centralne Biuro Antykorupcyjne. Co więcej Tusk ostro krytykuje rząd PiS i nawet nie zwrócił się doń oficjalnie o poparcie swej kandydatury, unikając zapewne oczywistej odmowy.

Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej we wtorek unikał potwierdzenia, że rząd wysuwa kontrkandydaturę Saryusza-Wolskiego. „To jest poziom spekulacji i nie będę ich komentował.” Odmówił również oceny kompetencji swego kandydata twierdząc, że „obserwuje go z dużej odległości”. Natomiast Tuska określił jako „osobę, która łamie wewnętrzne zasady UE” popierając „opozycję totalną” i pragnie zmienić legalne władze w Polsce z użyciem „interwencji zewnętrznej”. Dlatego nie może liczyć na poparcie ze strony rządu. Prezes PiS twierdzi również, że nie rozmawiał z Merkel o tej kandydaturze podczas ostatniej wizyty w Warszawie niemieckiej kanclerz. Natomiast eurodeputowany PiS i wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki, który pozostaje na bieżąco w kontakcie z Saryuszem-Wolskim mówi, że milczenie kandydata PiS świadczy o jego zgodzie na wejście do gry wyborczej.

Sprawa ta ma jednak drugie dno. Wiadomo z przecieków, że rozważano ofiarowanie Saryuszowi Wolskiemu stanowiska ministra spraw zagranicznych rządu Beaty Szydło, ale nie zgodził się na to. Natomiast przyjął propozycję objęcia funkcji komisarza UE po skończeniu kadencji Ewy Bieńkowskiej. Prawdopodobnie w zamian za to godzi się na wysunięcie swej kontrkandydatury wobec Tuska. Wie, że z nim nie wygra ale pomaga rządowi PiS, który pokazuje wszem i wobec, że jest konstruktywny, ponieważ na miejsce Tuska wysuwa nie tylko Polaka ale też członka jego partii PO w Polsce i Unii (Europejska Partia Ludowa), a w dodatku osobę bardzo kompetentną i proeuropejską.

Kandydatura Jacka Saryusza Wolskiego jest zasłoną dymną dla intrygi wymierzonej w Tuska. Eurodeputowani Europejskiej Partii Ludowej już kilka godzin po informacji w the Financial Times zdecydowanie potwierdzili poparcie dla byłego polskiego premiera.

Jan Różyłło