Uprzedzam od razu, że poniższy tekst nie będzie recenzją głośnego przedstawienia Krystiana Lupy pod tym samym tytułem, tylko wołaniem o opamiętanie się wszystkich, od których zależą losy polskich drzew.

Można wręcz mówić, że w ostatnich tygodniach dochodzi wręcz do masowej ich rzezi. Tak twierdzą nie tylko miłośnicy przyrody, ale także Jan Śpiewak, znakomity działacz warszawskiego stowarzyszenia „Miasto jest nasze”, tropiący nielegalne prywatyzacje kamienic i losy ich lokatorów. Jego uwadze nie uchodzą także losy stołecznych drzew, wycinanych pod byle pretekstem lub po prostu, by przygotować teren pod zabudowę. Najwymowniejszym tego przykładem była wycinka drzew na placu przed Urzędem Warszawa-Śródmieście, w samym centrum stolicy. Zaraz po niej nastąpiła wycinka w parku między ulicą Świętokrzyską a Pałacem Kultury i Nauki. Odpowiadają za nią władze miasta.

Ostatnio właściciel nadmorskiego lasu wyciął w Łebie w okresie lęgowym cztery hektary drzew (sic!) z chronionymi gatunkami ptaków. Takich przypadków jest w całym kraju o wiele więcej. Prywatni właściciele wycinają na potęgę niewygodne im drzewa, korzystając z niedawnej ustawy sejmowej, która im to umożliwia i z publicznej wypowiedzi naczelnika państwa Jarosława Kaczyńskiego, który tę ustawę osobiście zaakceptował. Poparli go w tym wględzie niektórzy propisowscy komentatorzy z mediów, zadowoleni, że w końcu przytarto nosa różnej maści ekologom, którzy pod hasłem obrony przyrody „terroryzowali” władze, umiemożliwiając przeprowadzenie wielu inwestycji i zmian.

Nikt się chyba jednak nie spodziewał, że skala rzezi drzew będzie aż tak wielka i że będzie narastał sprzeciw niemałej części społeczeństwa. Nie liczono się z nim zupełnie, kiedy minister środowiska Jan Szyszko zezwolił na gigantyczną wycinkę w Puszczy Białowieskiej, uzasadniając ją chorobą drzew. Teraz rząd częściowo wycofuje się z absurdalnej nowelizacji prawa dotyczącej ochrony przyrody. Została ona przyjęta w pośpiechu przez posłów zgromadzonych w Sali Kolumnowej w grudniu ub. r. Przyświecał jest duch świętego prawa własności, przyjęty przez wielu z entuzjazmem, jako przejaw wolności, której strzeże obecny rząd. Wielu mówiło: „nareszcie”!

Podczas konferencji prasowej Jarosław Kaczyński poinformował, że do ustawy o wycince drzew zostanie wniesiona poprawka. Dodał, że jest ona już opracowana przez legislatorów. Zapewnił też, że poprawka ta nie uchyli możliwości wycinania prywatnych drzew, „bo ona z punktu widzenia właścicieli posesji, jak i gospodarstw jest czymś bardzo dobrym”. Powinna natomiast uniemożliwić wykorzystywanie tej ustawy, co miało miejsce ostatnio, czyli wycince drzew w większych zespołach po to, żeby w bardzo prosty sposób tworzyć podstawy dla inwestycji i żeby omijać te wszystkie ograniczenia, których istnienie jest racjonalne.

Komentując tę poprawkę trzeba jednak jasno i wyraźnie powiedzieć, że nadal budzi ona wątpliwości. Zwłaszcza zezwolenie na wycięcia rzadkich rodzajów drzew, chronionych i okazów zabytkowych rosnących na prywatnych posesjach. Słusznie były one dotychczas chronione prawem. Prezes Kaczyński zapomniał także o ginących gatunkach ptaków, które mają nierzadko swoje gniazda na owych prywatnych posesjach i przy gospodarstwach domowych. A poza tym, co tu kryć – im więcej drzew, także przy domach i na działkach, tym lepiej. Wszakże Polska jest – obok Bułgarii – najbardziej zatrutym krajem Europy!

Sprawę wycinki odłożono na kolejne posiedzenie Sejmu. Tymczasem rzeź drzew trwa w najlepsze zarówno przy domach prywatnych, jak i w parkach i lasach. Firmy specjalizujące się w wycince nie nadążają z zamówieniami. Na wieść, że ustawa może być skorygowana, wielu rodaków, chwyciło za piły i samemu wycina, ile się da i co się da, byleby zdążyć, bo a nuż poprawka nie będzie do końca po ich myśli. Tną również w obawie, iż w dalszej walce ekolodzy jednak zwyciężą i znowu będą „terroryzować”.

Problem wycinania drzew nie jest nowy. Z całą mocą objawił się trzy lata temu podczas wycinania wieloletnich i rozłożystych okazów w Ogrodzie Krasińskich w Warszawie. Wtedy pisowska opozycja żądała głowy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pani prezydent stolicy jednak ją uratowała, twierdząc, że wyrąb jest konieczny, bo drzewa zagrażały bezpieczeństwu przechodniów a sam ogród jest rewitalizowany. Później była walka o przydrożne drzewa na Mazurach oraz przy widokowej szosie Puławy-Kazimierz Dolny. Walka przegrana, dopowiedzmy. Dziś jadąc tą trasą widzi się tylko resztki wielkich karp.

Z wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego widać jasno, że w obecnej Polsce zależy od niego już niemal wszystko, nie wyłączając rzeczonej wycinki. Odniósł się on również także do projektu ustawy łowieckiej, przyznając, iż budzi ona wiele oporów i sprzeciwów. Zapowiedział daleko idące zmiany. „Chcemy ustawę skonstruować w ten sposób, by sprzyjała przyrodzie, zwierzętom. Mam nadzieję, że ten projekt uzyska poparcie ponadpartyjne” – powiedział. Zdecydowanie odrzucamy wszystko, co wiąże się z okrutnym stosunkiem do zwierząt – podkreślił w konkluzji. Trzymajmy zatem kciuki, żeby i ta ustawa nie okazała się bublem prawnym, w wyniku którego zmniejszy się pogłowie wszystkich zwierząt lub wyginą gatunki, które dotychczas były pod ochroną. Warto też sobie przypomnieć stare porzekadło, że lepsze bywa wrogiem dobrego.

Eryk Promieński