10 tys. nowych agentów ICE i 5 tys. nowych agentów służby granicznej, nowe centra zatrzymań i mur na granicy z Meksykiem. Imigracyjna polityka prezydenta Trumpa nabiera kształtów.

John Kelly szef Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (Department of Homeland Security – DHS) wydał w miniony wtorek dwa rozporządzenia tłumaczące jak służby imigracyjne będą realizować zalecenia Donalda Trumpa, dotyczące walki z nielegalną imigracją. Wynika z nich jedno. Od teraz każdy kto przebywa w USA nielegalnie może spodziewać się deportacji. Wyjątek zrobiono tylko dla osób, które zostały przeszmuglowane do USA jako małe dzieci. To znacząca różnica w stosunku do tego jak było do tej pory.

Prezydent Barack Obama, który nawiasem mówiąc deportował rekordową liczbę nielegalnych imigrantów, ustawił priorytety inaczej. Jego celem było doprowadzenie do tego by osoby, które przebywają w Stanach Zjednoczonych od kilku lat i nie popełniły znaczących wykroczeń, uzyskały możliwość zalegalizowania swojego pobytu. Przeprowadzenie reformy imigracyjnej, która miała to zapewnić spełzło jednak na niczym. Projekt mimo, że przeszedł przez Senat został później utrącony w Izbie Reprezentantów. Przeciwni mu w większości republikanie nie mieli jednak w rękach władzy wykonawczej. Dla osób bez papierów niewiele więc się zmieniło. Choć perspektywa zalegalizowania pobytu zniknęła, mogły one nadal bez większych obaw funkcjonować w społeczeństwie amerykańskim. Duże miasta, takie jak np. Nowy Jork czy Chicago, na własną rękę zaczęły wprowadzać pewne ułatwienia wydając na przykład miejskie karty identyfikacyjne, pozwalające nielegalnym na korzystanie z usług bankowych czy innych udogodnień.

Lokalna policja przyjęła również zasadę nie pytania o status imigracyjny osób, które nie popełniły poważnych przestępstw.

Teraz ma się to zmienić. Każdy kto ma na swoim koncie wykroczenie, lub został o nie oskarżony, a nie ma w USA zalegalizowanego pobytu, może zostać deportowany. Deportacji mogą podlegać również ci, którzy nie popełnili przestępstwa i nie zostali o to oskarżeni. Wystarczy, że członek służb imigracyjnych, policjant, czy szeryf powezmą wobec nich podejrzenie, że „mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego”. Priorytetem do deportacji nie będą też tak ja dotąd osoby złapane bezpośrednio po przekroczeniu granicy. DHS będzie działać na terenie całego kraju i jak zaznaczył John Kelly z całą mocą egzekwować przepisy imigracyjne.

Wszystko to będzie wymagało znacznie większych środków. Zatrudnienia nowej armii agentów imigracyjnych (U. S. Immigration and Customs Enforcement – ICE), budowy nowych centrów zatrzymań i muru. Tylko ten ostatni projekt według wstępnych szacunków kosztować ma ponad 20 mld dolarów, czyli daleko więcej niż w trakcie kampanii wyborczej obiecywał Donald Trump. W dodatku jak już wiemy pieniądze na ten cel pochodzić będą z kieszeni każdego z nas, gdyż Meksyk za mur nie zapłaci.

Ważniejsze od kosztów jest jednak co innego. Warto mianowicie zadać pytanie po co to wszystko?

Statystyki w sposób jasny mówią, że imigranci popełniają mniej przestępstw niż obywatele amerykańscy. Ogólnie rzecz biorąc w USA jest obecnie znacznie bezpieczniej niż było kilkanaście lat temu. Poza nielicznymi wyjątkami jak Chicago, gdzie zabójstwa stanowią plagę, duże miasta cieszą się ogromnym spadkiem przestępczości. Jest w nich bezpiecznie między innymi dlatego, że osoby bez papierów mogą bez obawy zgłaszać przestępstwa i współpracować z policją.

Imigranci, także ci nielegalni, a w niektórych branżach przede wszystkim oni, pełnią ważną rolę w gospodarce. W nadziei, że kiedyś będą mogli poprawić swój los wykonują prace, których Amerykanie przeważnie nie chcą się podejmować. To może smutne, ale takie są realia. Wystarczy spytać jakiegokolwiek właściciela restauracji w Nowy Jorku jak będzie wyglądał jego biznes bez takiej siły roboczej.

Imigranci, także ci nielegalni, płacą miliardy dolarów w podatkach. Nawet jeśli część z nich nie płaci podatku dochodowego, podatki wpływają do budżetu federalnego i lokalnych kas przy zakupie towarów, usług, czy na przykład benzyny.

Jest wreszcie sprawa ostatnia. Ameryka zawsze była krajem imigrantów. Niektóre z osób będących dziś obywatelami zaczynały swój pobyt w Stanach nielegalnie. Poprzednie administracje, między innymi tak wychwalany przez obecnego prezydenta Ronald Reagan, pozwoliły im zostać, uznając że dla kraju będzie z tego więcej pożytku niż szkody.

Donald Trump zmieniając politykę imigracyjną dotrzymuje słowa z okresu kampanii wyborczej. Można wręcz powiedzieć, że realizuje to czego chcieli od niego wyborcy. Trump obiecywał jednak także co innego. Na swoich wiecach wyborczych mówił wielokrotnie. Chcemy by ludzie do Ameryki przyjeżdżali, ale robili to legalnie. W tej sprawie dziś nie słyszymy nic. Nowym restrykcjom wobec nielegalnych nie towarzyszy żadna reforma lub nawet zapowiedź reformy usprawniającej imigrację do USA.

Tomasz Bagnowski