Teatr Powszechny w Warszawie sięgnął po „Klatwę” Stanisława Wyspiańskiego, by rozpętać dyskusję na temat religii i Kościoła nie tylko w obecnej Polsce, ale ogólnie w życiu współczesnych ludzi.

Przedstawienie przygotowane przez chorwackiego reżysera Olivera Frljica zostało uznane przez część widzów za skandal i celową prowokację. Są nią przede wszystkim sceny pornograficzne i seksualne z użyciem krzyży i figury świętego Jana Pawła II. Wywołały one oburzenie i niesmak tak silny, nie tylko wielu widzów, ale także polityków, działaczy społecznych i Episkopatu Polski, który oficjalnie zaprotestował przeciwko temu przedstawieniu. Ugrupowania nacjonalistyczne ustawiły przed teatrem pikiety i wznoszą okrzyki przeciwko przedstawieniu i jego twórcom.

Protesującym chodzi przede wszystkim o szarganie świętości, profanację symboli religijnych i obrazę uczuć religijnych osób wierzących. Pada także zarzut, że w przedstawieniu mówi się o zbiórce pieniędzy na zamordowanie Jarosława Kaczyńskiego. Spektakl widziało na razie niewielu widzów, natomiast stał się on jednym z głównych tematów politycznych. Nie wszyscy są oburzeni widowiskiem Frljica, nie brakuje też głosów, że jest ono jednym z najlepszych spektakli obecnego sezonu teatralnego i że porusza sprawy istotne w polskim życiu politycznym i społecznym, choć nie mówi o nich wprost. Reżyser powiedział przed premierą, że chce spowodować „Klątwą” odniesienie się do powszechnych mitów i stereoptypów i pokazać zakłamanie, jakie jego zdaniem towarzyszy życiu religijnemu i kościelnemu. Niestety sposób, w jaki to robi dostarcza znakomitych argumentów tym, którzy chcieliby zdjęcia tego spektalu z afisza. Profanowanie symboli religijnych i ośmieszanie kościelnych rytuałów wystawia jak najgorsze świadectwo nie tylko reżyserowi, ale także aktorom oraz dyrekcji teatru. Sztuka, owszem posługuje się często prowokacją i przesadną ekspresją, by na coś zwrócić uwagę, ale nie zawsze ta prowokacja jest na odpowiednim poziomie myślowym i formalnym. I jak wynika z przekazów mediów, jej poziom w Teatrze Powszechnym sięgnął dna. Wśród widzów, którzy spektakl ten widzieli są jednak osoby, nie podzielające oburzenia, przeciwnie – uważająją, że teatr zachęca do przemyśleń i pokazuje to, się ukrywa. Kiedy pada argument, że przedstawienie obraża uczucia religijne za pieniądze warszawskiego podatnika, można niekiedy usłyszeć odpowiedź, że ci którym się spektakl podobał, też zapłacili podatki. Ba, niektórzy zamierzają obejrzeć go raz jeszcze i polecają go znajomym.

Punktem wyjścia do dyskuji o obecnym Kościele jest tytułowa „Klątwa” – tragedia Stanisława Wyspiańskiego, mówiąca o autentycznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w podtarnowskim Gręboszowie, dotkniętym klęską suszy. Miejscowy ksiądz uważał, że jest ona karą za grzechy jej mieszkańców, oni natomiast uważają, że jej ona wynikiem klątwy rzuconej przez Boga na wieś za romans tegoż księdza z dziewczyną, z którą ma on dwoje dzieci. Wiara mieszkańców w fatum i konieczność złożenia ofiary z życia czyni z tego utworu dramat na miarę antycznej tragedii. Przy okazji Wyspiański pokazał prymitywizm umysłowy ówczesnych wieśniaków, który był istotnym problemem społecznym. Jest on problemem i dzisiaj w oczach tych, którzy sięgają po „Klątwę”, by ją wystawić. W Teatrze Powszechnym jednak tego dramatu nie ma, jest natomiast wypowiedź reżysera i solidarnych z nim aktorów oraz dyrektora artystycznego Piotra Łysaka. W ocenie niektórych komentatorów ma ona, nie tylko rozpętać antykościelną burzę, ale także sprowokować władze do działania. Jeśli zakażą one grania spektaklu, jego wykonawcy będą protestować przeciw cenzurze a może nawet ogłoszą się męczennikami polityki prawicowej władzy. Poprze ich w tym część widzów i aktorów.

W środowiskach twórczych i naukowych nie brakuje osób, które negatywnie postrzegają niektóre zmiany wprowadzane przez PiS i chciałyby pokazać je jako przejaw totalitaryzmu obecnej władzy. W środowiskach tych nie brakuje też osób, które symbiozę obecnych władz z Kościołem katolickim traktują jako sprzeniewierzenie się idei świeckiego państwa i zawłaszczanie życia społecznego przez tzw. opcję kościelną.

W szerszym konteście można także mówić o nieustającej walce prawicy z liberałami i odwrotnie. Jednym z terenów tej walki jest również kultura i religia. Walka ta toczy się nie tylko w Polsce, widać ją wyraźnie np. w Parlamencie Europejskim. Powoływanie się obecnego polskiego rządu na wartości chrześcijańskie, które powinny być fundamentami Europy i podkreślanie nierozerwalnych więzów Polski z Kościołem katolickiem nie będzie się podobać zwolennikom świeckiego państwa i świeckiej Europy. W walkę tę wpisuje się siłą rzeczy nie tylko nauka, ale także i kultura, zatem i teatr.

Niestety w ostatnich latach wypowiedzi ludzi sceny były w tej sprawie na ogół na żałosnym poziomie. Wielu twórców programowo odwróconych jest nie tylko od religii, ale i od wartości wypracowanych przez pokolenia poprzedników. Wielu chce zburzyć ład zastany i wprowadzić w jego miejsce… co właściwie? Na razie mamy świat bez idei. Rozchwiały się także kryteria oceny w sztuce i coraz częściej zastępuje ją wyłącznie prowokacja dla samej prowokacji. Prawdopodobnie tak jest i w przypadku „Klątwy” w Teatrze Powszechnym.

Teatr ten jak na razie prosi, by nie manipulować treścią przedstawienia i przypomina swe prawo do wolności wypowiedzi. Przed zakupem biletu można zapoznać się z informacjami, że sztuka może bulwersować oraz z ostrzeżeniem, że nie jest ona dla wszystkich. Trudno rozstrzynąć, czy jest to informacja uczciwie przestrzegająca widza, czy reklama. Na razie chętnych od obejrzenia „Klątwy” nie brakuje, co też jest znamienne.

Eryk Promieński