Wtorek
Z ciekawego wywiadu dla portalu onet. pl mojego ulubionego byłego już dyplomaty (pełnił najważniejsze funkcje w ambasadach RP w Rosji i na Białorusi) Witolda Jurasza. O polskiej polityce zagranicznej, tej obecnej i tej za minionych rządów. Już sam tytuł krzyczy: „PiS przeorze system, sporo zepsuje, ale my tego wstrząsu potrzebujemy”. A potem jest jeszcze lepiej.

Co z przyszłością Unii Europejskiej? Jurasz: „I tu jest pytanie o to, co w takim razie należy robić. Czy gdy silnik buksuje, to należy przyspieszać? Czy może jednak lepiej zaciągnąć hamulec ręczny? Elity brukselskie chyba mają ochotę dodawać gazu, a to zachowanie całkowicie sprzeczne z nastrojami opinii publicznej. Idącej na prawo, częściowo zauroczonej Trumpem. Tylko trudno się temu dziwić, bo przywódcy europejscy generalnie mają problem z wiarygodnością. Taki Juncker, który przekształcił Luksemburg w pralnię pieniędzy, raczej nie jest w stanie porwać za sobą tłumów.”

Czemu PiS i prawica ulegają Trumpowi? Jurasz: „Bo im się to opłaca. Sami walczą z elitami, więc konserwatywnego Trumpa, który w dodatku nie wpuszcza do siebie imigrantów, stawiają za wzór. Tylko to nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Niedawno uczestniczyłem w dyskusji, w której brał też udział prawicowy publicysta Filip Memches. I on w którymś momencie stwierdził, że nie widzi żadnej różnicy między Trumpem a zasłużonym dla Polski senatorem Johnem McCainem. Otworzyłem szeroko oczy. Słucham takich wypowiedzi i mam wrażenie, że powstała jakaś swoista antygejowska międzynarodówka. W naszym polskim wydaniu to jest taka grupa, która myśli, że trzeba być fundamentalistą katolickim, żeby być dobrym konserwatystą”.

Czym się różni obecna polska dyplomacja od poprzedniej? Jurasz: „Wbrew pozorom niewiele się różni. Ambasadorzy jak nie dostawali instrukcji i wytycznych, tak dalej ich nie dostają. PR niezmiennie dominuje nad właściwą treścią polityki. Nie prowadzimy klasycznej dyplomacji. Nie prowadzimy gry. Poruszamy się ciągle w świecie wartości – raz liberalnych, raz antyliberalnych – ale niezmiennie pośród wartości. A dyplomacja to gra interesów.”

O co właściwie chodzi w tej grze na Wschodzie? Po co nam Białoruś? Jurasz: „Są dwie opcje: albo Ukraina i Białoruś zostaną przekazane do rosyjskiej strefy wpływów, albo mamy opcję time-off, czyli swoistej neutralizacji tych terenów na kolejne ćwierćwiecze. Po tym czasie wszystko wskazuje na to, że Rosja osłabnie, bo przez ostatnie lata nie przeprowadzała żadnych reform wewnętrznych. I wtedy prawdopodobnie będzie można wrócić do gry.” Polecam całość, łatwo znaleźć w internecie.

Środa
Donald Trump to prawdziwa maszyna produkująca njusy. Dosłownie. Farhad Manjoo z „New York Timesa” postanowił zrobić eksperyment: przeżyć tydzień bez informacji związanych z 45. prezydentem USA. Próbował serfować po internecie godzinami aby w końcu zrozumieć, że „nie mógł prawie znaleźć informacji medialnych pozbawionych Trumpa”. Po tygodniu odkrył podstawową prawdę elektronicznego ekosystemu medialnego: „opisywanie Trumpa przyćmiło opisywanie jakiegokolwiek człowieka w historii”. Trump po prostu jest najbardziej opisywanym człowiekiem na świecie. Pisze Manjoo: „zależy to nie tylko od niego samego, ale także od sposobu w jaki media społecznościowe wyolbrzymiają każdą dużą informację aż zaleje cały świat (…). Trump jest nie tylko informacją. W wielu przypadkach on stał się medium, przez które – niczym przez eter – przepływają inne historie”.

Trump był wszędzie. Czy to w telewizyjnych show, pokazujących anty-trumpowe przekazy, czy przy rozdaniu nagród Grammy (to oczwyiste, lewacka śmietanka nie mogła sobie odmówić przyjemności bycia vox populi) aż po sklep internetowy Amazon, gdzie algorytm – po sekundowej analizie miejsc, które odwiedzał autor w internecie – zasugerował mu zakup… papieru toaletowego z podobizną prezydenta USA.

Autor podpiera się danymi firmy mediaQuint, która oblicza finansową wartość darmowej reklamy wynikającej z medialnej ekspozycji poszczególnych brandów. Chodzi o sumę, jaką trzeba by zapłacić za reklamy, aby osiągnąć podobny efekt. Mierzona jest cała przestrzeń: od blogów czy mediów społecznościowych, poprzez stacje telewizyjne a na gazetach kończąc. Według analityków w styczniu Donald Trump „zarobił” na medialnej ekspozycji jakieś 817 milionów dolarów, bijąc kolejny rekord. Nie mniej zdawałoby się medialny Barack Obama nigdy nie wyszedł poza 500, a Hillary Clinton 430 milionów dolarów. Po prostu Prezydent Donald wie i umie utrzymywać się na powierzchni medialnego bajora jak nikt inny.

Manjoo pisze nawet, że „jak nikt inny w historii”, podając przykład że medialna ekspozycja Trumpa była o… sto milionów większa, niż kolejnych… tysiąca gwiazd, celebrytów, polityków (bez Obamy) razem wziętych! Nawet zdobywca po raz piąty Superbowl, quarterback Tom Brady ze swoją medialną ekspozycją w wysokości 38 milionów to przy Trumpie neptek, wart najwyżej jeden dzień tego, co medialnie „zarobił” obecny lokator Białego Domu.

Autor konkluduje, że „dzisiejsze gazety są pełne artykułów nie związanych z Trumpem, ale niewielu już czyta gazety. Oglądamy Facebooka i telewizje kablowe a tam Trump jest niemal jedyną osobą, o której się rozmawia, z prawie całkowitym wykluczeniem kogoś innego”. Nieźle. Ale pretensje to może mieć do własnej redakcji – „New York Times” ma bowiem wręcz obsesję Trumpa. Są dni gdy wszystkie – podkreślam wszystkie – artykuły na pierwszej stronie przynajmniej wspominają obecnego prezy denta. Chyba zgodnie z zasadą – źle, dobrze, byleby po nazwisku.

Środa w nocy
W kąciku poetyckim, „Kolęda” Ernesta Brylla:
Niech nam się wreszcie myśli otworzą
Na mowę zwierząt, pokorę zboża
Na śpiew kamienia, wody płakanie
I na korników suchą litanię

Niech nam się wreszcie język uciszy
Gęba zatrzaśnie, a słuch usłyszy
Oczy zobaczą wiatr nad wiatrami

A potem ciszę obleją łzami…

Wiem, wiem, Boże Narodzenie było dwa miesiące temu, ale Bryll dobrze mi się komponuje dzisiaj, z tym swoim wezwaniem, żeby we współczesnym zgiełku i nadmiarze, czasami „zatrzasnąć gębę” i wsłuchać się w Naturę…

Jeremi Zaborowski