Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: ‘Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: ‘Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”.

Mt 5, 38-44

W 1902 r. w Suzie, dzisiejszy Iran -francuski archeolog M. Jequier, w czasie wykopalisk odnalazł kamienną stelę z mezopotamskim zbiorem praw tzw. kodeks Hammurabiego. Tekst wyryto pismem klinowym w dialekcie babilońskim języka akadyjskiego. Dla podkreślenia znaczenia steli usytuowano ją przy największej świątyni Babilonu. Intencją Hammurabiego jako prawodawcy było spisanie wszystkich panujących zwyczajów i praw oraz ustanowienie jednolitych norm ułatwiających rozwój społeczno-gospodarczy. Kodeks zawierał przepisy prawa karnego, prywatnego oraz procesowego. Przepisy prawa Hammurabiego przewidywały konkretne, możliwe do popełnienia przestępstwa, nie starając się o wypracowanie uniwersalnych zasad ogólnych. Oto kilka praw tego kodeksu: 1. Jeśli obywatel dokonał rabunku i został złapany, zostanie zabity. 2. Jeśli syn ojca swego uderzył, rękę utną mu. 3. Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją i jemu. 4. Jeśli obywatel ząb obywatelowi równemu sobie wybił, ząb wybiją jemu. 5. Jeśli lekarz obywatelowi operację ciężką nożem z brązu wykonał i spowodował śmierć obywatela lub łuk brwiowy obywatela nożem z brązu otworzył i oka obywatela pozbawił, rękę utną mu.

Takich konkretnych praw jest tam kilkaset. W tamtych czasach to prawo stawiało zaporę niepohamowanej zemście, która za wybicie jednego zęba gotowa jest wybić wszystkie. Z doświadczenia wiemy, że dzisiaj nie brakuje tych, którzy nawet to surowe prawo przekraczają.

Prawo zawarte w Starym Testamencie, o którym słyszymy w pierwszym czytaniu na dzisiejszą niedzielę zakazuje zemsty i nakazuje miłość bliźniego: „Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!” W Starym Testamencie bliźni to ktoś, z kim nie jesteśmy związani więzami pokrewieństwa, ale jest nam bliski jako członek tej samej wspólnoty plemiennej oraz religijnej. Gdyby zachować tylko prawo Starego Testamentu, świat byłby cudowny. A jakże dzisiejszemu człowiekowi daleko do tego. Popatrzmy chociażby na wspólnotę polonijną iluż w niej oszustów, złodziei, naciągaczy, zazdrośników, którzy tylko czyhają żeby wykorzystać swego ziomka lub mu zaszkodzić.

Zapominają, że w każdej chwili mogą stanąć przed Tym, który wzywa nas do miłości nawet nieprzyjaciół. Chrystus mówi: „Słyszeliście, że powiedziano: ‘Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.

Wydaje się, że to wymaganie jest nieżyciowe, nierealne. Gdy patrzymy na świat nieraz stwierdzamy, że złodzieje i oszuści, naciągacze mają się lepiej niż uczciwi. Taka konkluzja nie do końca jest słuszna. Nieraz nie trzeba czekać osądu wieczności, aby przekonać się, że prawo miłości posunięte aż do miłości nieprzyjaciół działa i jest istotną normą naszego życia. Z pewnością, niejako pierwszym etapem tej miłości jest wybaczenie. Świetną ilustracją działania takiej miłości jest historia, którą opowiedział mi mój znajomy kilkanaście lat temu.

Maciek przyjechał do Stanów Zjednoczonych jak młody człowiek. Jak wielu z nas zaczynał od ciężkiej pracy. Z czasem poczuł smak dolara, który coraz bardziej dominował w jego życiu. Wykorzystując wrodzoną chytrość i przebiegłość zaczął prowadzić własny biznes, włączając do tego swoich znajomych. Sielanka biznesowa dla niektórych nie trwała długo. W pewnym momencie uświadamiali sobie, że zostali wykorzystani i oszukani. Jeden z nich Franek próbował dojść swego, ale nie miał szans. Maciek powiedział mu, że może iść do sądu, ale nich pamięta, że to on ma pieniądze i dobrych adwokatów i niczego się nie boi. Franek przekonał się, że gdy ma się pieniądze i dobrych adwokatów, to nie trzeba się liczyć z prawdą, czy uczciwością. Pokrzywdzony przeklinał dawnego wspólnika i życzył mu wszystkiego najgorszego.

Maciek nic sobie z tego nie robił. Dolar stał się jego sumieniem i uczciwością. los spotkał innego wspólnika, Karola, który z powodu krętactw Maćka stracił cały swój dorobek. Maciek wykorzystując zaufanie Karola tak to wszystko wcześniej poukładał, że Karol nie miał żadnych szans w sądzie. Przeklinając wspólnika staczał się coraz bardziej. Popadł w depresję, aż pewnego dnia znaleziono go z pętlą na szyi. Gdyby zdobył się na wybaczenie w duchu miłości nieprzyjaciół, o której mówi Chrystus zapewne jego życie wyglądałoby inaczej. Bo nawet, gdyby jego przekleństwa dotknęły Maćka, to nic by to nie zmieniło w jego życiu. Nie miał nawet satysfakcji jak Maciek zapłacił za to wszystko. W wypadku samochodowym zginęła jego córka. Ta tragedia złamała jego serce, ale nie zmieniła postępowania. Minęły lata i znalazł się ktoś, kto miał więcej pieniędzy od Maćka i lepszych adwokatów. Maciek ratując resztki swojego majątku uciekł do Polski. Dziś poszukują go listem gończym. Gdzieś tam w Polsce dożywa. Zapewne nie będzie mu lekko, gdy stanie przed Chrystusem, który wzywa do miłości nawet nieprzyjaciół.

Chrystusowego wezwania usłuchał inny wspólnik Maćka, który został skrzywdzony przez niego jeszcze bardziej niż Karol. Miał on jednak wokół siebie przyjaciół, którzy pomogli mu odnaleźć właściwą drogę. W pierwszej chwili budziły się w nim ciemne uczucia gniewu i zemsty. I to go wyniszczało. Dzięki przyjaciołom i ich wytrwalej modlitwie oraz wewnętrznej pracy duchowej Andrzej zaczął przezwyciężać w sobie negatywne uczucia. Przebaczył krzywdzicielowi i razem z przyjaciółmi modlił się, aby całą tą sprawą zajął się Bóg. Dla Andrzeja było to bardzo ważne przeżycie. Uświadomił sobie, jak przez cierpienie Bóg rzeźbi naszą osobowość i otwiera przed nami bramy radości, której wcześniej nie znał. Zrozumiał, że w życiu najważniejszy jest Bóg, który jest opoką naszego życia, i najważniejsi są przyjaciele i ich miłość i przyjaźń. Andrzej na drodze wybaczenia i miłości nawet nieprzyjaciół odnalazł pełnię życia i szczęścia. Dzisiaj jest szczęśliwym ojcem i dziadkiem. Bez urazy myśli o swoim krzywdzicielu, a nawet mu współczuje i jest wdzięczny Bogu, że poprowadził go inną drogą.

Z pewnością możemy przytoczyć inne historie, które nie mają takiego zakończenia, w których krzywdziciel nadal szkodzi innym i rozpycha się w świecie. Nawet gdy tak jest, to dla ratowania własnej duszy, a także swojego zdrowia trzeba wybaczyć i starać się otaczać miłością nawet wroga. Gdy taką miłością wypełnimy swoje serce, to doświadczymy głębokiej radości, spokoju i szczęścia, które jest przedsmakiem nieba. A karę dla krzywdzicieli zostawmy Bogu, On sobie z nimi poradzi. Gdy wypełnimy się miłością Bożą, to wtedy stajemy się świątynią Boga, jak pisze św. Paweł w Liście do Koryntian: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”.

Ks. Ryszard Koper